Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Kościół żeńskokatolicki, czyli o kobietach i Jezusie

KOŚCIÓŁ ŻEŃSKOKATOLICKI
Shutterstock
Udostępnij

Żadna z kobiet, które towarzyszyły Jezusowi, nie poszła za Nim z przypadku. Nie robiły tego z przymusu, obowiązku czy lęku. Ich działanie zdaje się być tylko efektem ubocznym tego, co wydarzyło się w ich sercach.

„A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości” (Łk 8, 1-2). W wędrówce Jezusa przez miasta i wioski Galilei towarzyszyli Mu apostołowie i kobiety, których imiona podpowiada nam Biblia: Maria, zwana Magdaleną, Joanna, Zuzanna i wiele innych. To coś więcej niż tylko historia sprzed dwóch tysięcy lat. Zaproszenie do bycia w drodze razem z Nauczycielem jest wciąż aktualne.

 

Wezwana po imieniu

Jakie słowa trzeba usłyszeć, by zostawić wszystko i pójść za Nieznajomym? Szymon Piotr, Jan czy Jakub nie są jedynymi osobami, które mogłyby odpowiedzieć na to pytanie. Żadna z kobiet, które towarzyszyły Jezusowi, nie poszła za Nim z przypadku. Zakurzone drogi Galilei, brzegi Jeziora Genezaret czy ciche wnętrza domów – te krajobrazy musiały być świadkiem niezwykłych spotkań. Lubię wyobrażać sobie takie chwile – ten moment, w którym Jezus wypowiada konkretne imiona, zapraszając do pójścia za Nim, ale niczego nie narzucając.

Taki moment przeżyły zapewne również Maria Magdalena, Joanna i Zuzanna. Patrząc w Jego oczy, musiały dostrzec, że są dla Niego ważne. A potem zaryzykowały i nie tylko ruszyły w drogę, ale również „usługiwały ze swego mienia” (Łk 8, 3). Nie robiły tego z przymusu, obowiązku czy lęku. Ich działanie zdaje się być tylko efektem ubocznym tego, co wydarzyło się w ich sercach. Kobieta, która kocha, daje z siebie wszystko.

Czasem wydaje mi się, że w centrum mojego zainteresowania powinno być to, czy i w jaki sposób służę Bogu. Tak naprawdę jednak ważniejsze jest to, czy pozostaję z Nim w relacji – jakakolwiek ona jest, pełna radości czy trudna. Dopiero z bycia blisko Niego może wynikać działanie. Bez miłości służba staje się pańszczyzną, a sługa – służbistą, dbającym jedynie o to, by „dawać dziesięcinę z kopru i kminku” (Mt 23, 23), przecedzającym komara, a połykającym wielbłąda…

 

Wzrastać we wspólnocie

Gdy czytam o kobietach, które szły za Jezusem, myślę też o tym, jak wyglądała ich codzienność. Razem działały, spędzały czas, rozmawiały. Prowadziły je te same ścieżki przez wioski i miasta, pełne ludzi. Prowadziła je ta sama miłość do Człowieka, który nadał ich życiu sens. Uśmiecham się, myśląc o nich, bo tak właśnie wyglądałaby moja wymarzona wspólnota. Kobiety i Jezus, modlitwa i działanie, wszystko w dobrych proporcjach.

Na co dzień brakuje mi trochę takich kobiecych relacji. O Kościele mówi się czasem ironicznie, że jest „żeńskokatolicki”, dla wielu oznacza to jednak po prostu obecność większej liczby kobiet w czasie nabożeństw. A mi marzy się coś więcej! Marzy mi się modlitwa nie obok siebie, lecz razem.

Marzy mi się działanie, które wykorzysta potencjał, jaki kryje się w każdej kobiecie, bo każda z nas została obdarowana w wyjątkowy sposób. Marzy mi się również taka wspólnota, która będzie jednoczyć ludzi niezależnie od wieku – a piszę to myśląc również o starszych kobietach, na które czasem patrzy się przez pryzmat stereotypów, kojarząc je jedynie z moherowymi nakryciami głowy. One trwają każdego dnia w cichej modlitwie, wpatrzone w Jezusa. „Obrały lepszą cząstkę”. I pewnie mogłyby podzielić się niejedną dobrą radą.

 

(Za) służyć

„Usługiwały im ze swojego mienia” – pisze święty Łukasz. W wydaniu interlinearnym Nowego Testamentu pojawia się w tym miejscu słowo „służyć”, które nieco bardziej mi odpowiada. Wydaje mi się też, że jeszcze bardziej podoba mi się na co dzień wyraz „zasłużyć”. Zasłużonym w walce wręcza się ordery, a w parze z zasługami idzie zazwyczaj szacunek i podziw.

W moim życiowym słowniku jednak słowo „zasłużyć” dzielą tylko dwa kroki od słowa… „zaharować”. Od najmłodszych lat świat uczy mnie, jak ważne są moje starania i dążenie do ideału. Szkolna, a potem zawodowa rywalizacja pokazuje, że warto być lepszym od innych. Poradniki z kolei motywują hasłami, by być lepszym od siebie z dnia wczorajszego. Bardzo łatwo przenoszę te nawyki również na inne sfery mojego życia, przez co zamiast skupiać się na towarzyszeniu Jezusowi w głoszeniu Ewangelii, marnuję czas i energię na udowadnianie swojej wartości sobie, innym, a nawet Bogu.

W służbie Jezusowi chodzi chyba jednak mniej o służbę, a bardziej – o Jezusa. Chodzi o to, by być blisko Niego, ze swoją niedoskonałością i brakami, z pytaniami i wątpliwościami, z majętnościami – jak kobiety, o których pisze Łukasz – ale i z pustymi rękami. Tylko wtedy można mieć nadzieję, że nie przegapi się tego, co najważniejsze. Tylko wtedy nie straci się z oczu Jezusa, zwłaszcza w chwilach wymagających prawdziwej determinacji i odwagi: „Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym».

Były tam również niewiasty” (Mk 15, 39-40).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!