Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jean Vanier: Świat jest postawiony na głowie, a Ewangelia to świat taki, jaki być powinien

JEAN VANIE
Domitille Farret d'Astiès | ALETEIA
Udostępnij

Jaki jest sekret udanego życia? Na to pytanie stara się odpowiedzieć 90-letni Jean Vanier.

Z okazji 90. urodzin spotkaliśmy się z Jeanem Vanierem w jego małym domu w Trosly-Breuil. Dziewięćdziesięciolatek o żywym, rozbieganym spojrzeniu, założyciel wspólnot Arka oraz Wiara i Światło opowiada z prostotą o swoich radościach i nadziejach.

Aleteia: Świętujesz 90. urodziny. Jaki jest bilans ostatnich lat?
Jean Vanier: Kiedy miałem 75 lat, wycofałem się z rady międzynarodowej wspólnoty Arka, ale wciąż uczestniczyłem w różnych konferencjach na całym świecie. Potem, w wieku 83 lat zrozumiałem, że już nie mam sił na podróże. W październiku minionego roku miałem zawał serca.

A dziś moje życie jest super. Rano modlę się i czytam. Dwa razy w tygodniu chodzę na posiłek do mojej wspólnoty i spaceruję 40 minut dziennie. Życie szybko mija.

Ten zawał to był szok… Ale dobry w skutkach. Odtąd muszę uważać, bo jestem bardziej wrażliwy, kruchy. Ale myślę, że moja głowa nie funkcjonuje jeszcze tak źle. Wiem, że będę coraz słabszy, czy mi się to podoba, czy nie.

To cię niepokoi?

Mam zasadę, że żyję dniem dzisiejszym, nie myślę o przyszłości, ale jestem szczęśliwy tu i teraz, żyję chwilą obecną. To mnie nie niepokoi. Być może pewnego dnia, gdy będę fizycznie wyczerpany, to będzie dla mnie trudne. Na razie mam dużo szczęścia. I uważam, że nasze wspólnoty Arki mają się dobrze.

W którym momencie zdałeś sobie sprawę, że ułomność jest kluczowa?

Myślę, że prawdziwe znaczenie kruchości, ułomności zrozumiałem, gdy zacząłem współtworzyć Arkę z Rafaelem i Filipem. Rafael miał zapalenie opon mózgowych i nie mówił. Filip przeszedł zapalenie mózgu, miał sparaliżowaną nogę i… mówił za dużo. To był cały świat ułomności…

Ale my byliśmy tacy szczęśliwi! Widząc ich radość, odnalazłem moją radość. Dostrzegam w tym dwie rzeczy. Po pierwsze, potrafili obudzić we mnie dziecko. Bawiliśmy się, śmialiśmy się, świętowaliśmy. Po drugie, z nimi znalazłem dom.

Rafael i Filip potrzebowali mnie, a ja potrzebowałem ich, ich radości i sposobu bycia. Najważniejsze to być kochanym. Jeśli regularnie odwiedzasz samotną osobę, stajesz się dla niej posłańcem. Relacja jest źródłem szczęścia. Ale czasem cierpienie fizyczne jest zbyt wielkie. Nie trzeba udawać, że wszystko jest łatwe. Ułomność potrzebuje być kochana.

Ułomność może uratować świat?

Ona jest tu, w sercu świata. Czasem wyraża się w strachu, poczuciu braku bezpieczeństwa. Czasem spotykamy się ze słabościami, które budzą strach. Niektóre osoby odrzucają każdą formę relacji i nie wiemy, jak do nich dotrzeć. Potrzebni są ludzie, którzy wiedzą, w jaki sposób można się do nich zbliżyć.

Podczas podróży do Kalkuty spotkałem chorego umysłowo, który cały czas krzyczał. Pielęgniarki trochę się przed nim ukrywały. Nie miałem doświadczenia w takich relacjach, ale skierowałem się w jego stronę z otwartymi rękami. Podszedł do mnie i położył ręce na moich dłoniach. To można zobaczyć w historii z Samarytanką. Jezus ją dotknął, bo jej potrzebował. Kiedy można nawiązać relację, bo potrzebujemy tej drugiej osoby, to tę osobę zmienia. Jeśli Jezus zacząłby nauczać, przemawiać, uciekłaby. Ale on podszedł z pokorą mówiąc: „potrzebuję cię”.

Dziś wiele się mówi o zmianach klimatycznych, trwają debaty o eutanazji… Myślisz, że świat staje na głowie?

Tak, w wielu sprawach źle się dzieje. To, co możemy zrobić wobec tego, to być sobą. Pozostając sobą, stajemy się modelem. A jedyny sposób, by być sobą, to być bardzo ludzkim. Mogą się zdarzyć momenty depresji. To część naszej rzeczywistości. Ale najważniejsze, by każdy z nas trzymał się, nie dał się złamać, był szczęśliwy, mógł wspierać innych.

Uderza mnie, gdy widzę, że coraz więcej ludzi robi takie małe rzeczy: troszczą się o swój ogród, starają się być sobą w najbardziej ludzkim wymiarze. Zajmowanie się ogrodem, oszczędzanie energii, dbanie, by w rodzinie była miłość… By zrobić coś dobrego dla planety…

Wszystkie te gesty, rzeczy, które można zrobić samemu na co dzień są ważne. Każdy może coś zrobić w ramach swoich możliwości. Mamy papieża Franciszka, który jest nadzwyczajny. Jest w nim jakieś piękno, jasność… On czuje, że Kościół musi ruszyć z miejsca. Uważam, że jest piękny. Wie, że to najbiedniejsi doprowadzą nas do tego, co najważniejsze, czyli: miłości.

Czy taka generalna zmiana, wstrząs może być owocny?

Taką mam nadzieję. Prawda przyjdzie jak mały strumyczek wody, który powoli się powiększa. Widzę tylu ludzi, którzy wspólnie pomagają uchodźcom albo takich, którzy działają na rzecz bezdomnych, albo wspierają ruchy ekologiczne. Tak, czuć ruch, zmianę.
Do Arki wciąż napływa wielu młodych ludzi. Zawsze mieliśmy wspaniałych asystentów.

Czuję, że wielu ludzi pragnie pomagać. Kiedyś dawaliśmy biednym kawę. Teraz, w niektórych parafiach, stawia się stoły i to ludzie z ulicy zajmują się obsługą. Nawet jeśli ludzie się boją, to jednak widać zmianę.

Nie boisz się, że będziesz świętym?

Świętość mnie nie interesuje. Jedyną rzeczą, która mnie interesuje to być przyjacielem Jezusa. Chcę być z Nim gdziekolwiek, nie wiem gdzie. Jezus jest biedny, pokorny. Chcę być z nim w biedzie. Ciągle w biedzie. To najważniejsze. Sekret tkwi zawsze w schodzeniu, nie we wspinaczce. To zaakceptowanie tego, że jesteśmy słabi.

Nie jesteśmy zawsze tym, czy chcielibyśmy być, nawet z Jezusem. Zawsze potrzebujemy, by Jezus nas zawrócił, gdy się oddalimy. Jest nadzwyczajny w swojej zdolności kochania.

Największym niebezpieczeństwem dzisiaj jest zjawisko potrzeby odnoszenia sukcesów, a to już się zaczyna w szkole. Jest problem walki między sukcesem i akceptacją tego, kim się jest, swojej własnej misji. Dostrzegam rodzaj sprzeczności między społeczeństwem i chrześcijaństwem. Jezus jest pokorny i mały. Świat przeciwnie. Ewangelia to świat taki, jaki być powinien tu i teraz. To kopernikańska rewolucja.

Jaki jest sekret udanego życia?

Miej zaufanie do siebie i słuchaj cichego głosu swojego serca. Czego szukasz najgłębiej w sobie? Słuchaj tego, co nazywam cichym wewnętrznym głosem. Kochaj rzeczywistość zamiast ją sobie wyobrażać.

Twoje motto na następne 10 lat?

Być szczęśliwym w każdej chwili.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail