Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Nie mogę być mamą. Jestem gorsza?

NIE MOGĘ BYĆ MAMĄ
Shutterstock
Udostępnij

Niestety, nie każdy ma to szczęście, by od razu zrealizować swoje marzenie o byciu mamą. Niektóre kobiety muszą starać się o to miesiącami, a nawet latami. Przeczytajcie historię o trudnej drodze do rodzicielstwa, adopcji i wspólnego życia w miłości, która nie zna granic i nie boi się cierpienia i poświęcenia.

Na swój „błogosławiony czas” Marzena Witczak czekała około 12 lat. Dla jednych być może niewiele, dla innych cała wieczność. Czas walki, utraty nadziei i zwątpienia w sens czegokolwiek, ogrom wylanych łez.

Kobieta czuła się gorsza. Chciała kochać i być kochaną. Często głaskała się po brzuchu, nawet wtedy gdy nikogo w nim nie było. Zastanawiała się, jakby to było, gdyby była mamą, dzieliła życie z kimś, kto byłby cząstką jej samej.

 

Zastrzyki, hormony i brak nadziei

Marzena przeszła wiele kuracji hormonalnych, badań, zastrzyków, odwiedziła rzeszę lekarzy i specjalistów, aby w końcu spełnić swoje największe marzenie. W końcu udało się zrealizować pragnienie serca. Na początku ciąża przebiegała prawidłowo, bez powikłań. Z czasem jednak kobieta zaczęła się czuć coraz gorzej. Spędzała tygodnie w szpitalu.

W 35. tygodniu urodziła się Maria Julia. Lekarze postawili diagnozę: trombocytopenia, prościej małopłytkowość. Marzena mało o niej wcześniej wiedziała. „Baliśmy się z mężem o Marysię. Widok dziecka podpiętego wenflonami był ciosem w samo serce” – mówi Marzena.

 

W oczekiwaniu na cud

Dziewczynka miała problemy z oddychaniem, każdy dzień był walką o życie, o podtrzymanie tego maleńkiego ISTNIENIA, na które małżonkowie tak czekali. Nic nie zapowiadało tragedii. Pojawiła się infekcja z wysoką gorączką, obniżenie wartości płytek i silny krwotok krwi do mózgu. O zdrowie dla Marii Julii wszyscy się modlili. W szpitalu maleństwo zostało ochrzczone. Udało się to wszystko jakoś zatrzymać, ale niestety na krótki czas. Doszły kolejne problemy z oddychaniem.

„Kilka razy musieliśmy zderzyć się z tym, że Marysi może już nie być, ale nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że tak może się stać. Nie można być przygotowanym na 100% na odejście osoby, którą bezgranicznie się kocha, zwłaszcza małego dziecka, które dopiero co rozpoczyna swoje życie” – wspominają Marzena i Michał.

 

Bycie mamą to dar

Dwa lata po śmierci Marysi małżonkowie zdecydowali się na odważny, ale i przemyślany krok: adoptowali Adasia. Było to naturalne i świadome działanie.

Rodzice biologiczni porzucili go, nie chcieli, by ograniczał ich „wolności”, z której tak bardzo pragnęli korzystać.

Rodzina była przeciwna pomysłowi Marzeny i Michała. Argumentowali to tym, że po tak traumatycznych przeżyciach nie będą w stanie do końca pokochać „obcego” dziecka. „Zrozumiałam po czasie, że moje problemy z płodnością to wcale nie kara. Moim powołaniem jest macierzyństwo, a ja nie muszę udowadniać całemu światu, w jakim stopniu je realizuję” – mówi Marzena. Oczekiwanie na synka było czasem radości, niepokoju i nadziei, który można przyrównać do okresu ciąży.

W tym roku, gdy mijają cztery lata od kiedy Adaś jest z nimi, kobieta uważa, że bycie mamą to bycie szczęściarą, to wartość dana i zadana, to stwarzanie na nowo małego człowieka, a wszystkie inne sprawy, ważne do tej pory, nie są już tak ważne jak kiedyś.

 

Z Bogiem wszystko ma sens

„Bóg tak naprawdę nigdy mnie nie opuścił. Przez krzyż doszłam do zmartwychwstania, a w dalszej wędrówce ku Niemu towarzyszy mi mąż i ukochany Adaś – mówi ze wzruszeniem Marzena. – Jestem dumna, że jestem mamą” – dodaje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!