Aleteia
wtorek 27/10/2020 |
Św. Sabiny
For Her

Nie mogę być mamą. Jestem gorsza?

NIE MOGĘ BYĆ MAMĄ

Shutterstock

Kamila Marczak - publikacja 26.11.18

Niestety, nie każdy ma to szczęście, by od razu zrealizować swoje marzenie o byciu mamą. Niektóre kobiety muszą starać się o to miesiącami, a nawet latami. Przeczytajcie historię o trudnej drodze do rodzicielstwa, adopcji i wspólnego życia w miłości, która nie zna granic i nie boi się cierpienia i poświęcenia.

Na swój „błogosławiony czas” Marzena Witczak czekała około 12 lat. Dla jednych być może niewiele, dla innych cała wieczność. Czas walki, utraty nadziei i zwątpienia w sens czegokolwiek, ogrom wylanych łez.

Kobieta czuła się gorsza. Chciała kochać i być kochaną. Często głaskała się po brzuchu, nawet wtedy gdy nikogo w nim nie było. Zastanawiała się, jakby to było, gdyby była mamą, dzieliła życie z kimś, kto byłby cząstką jej samej.

Zastrzyki, hormony i brak nadziei

Marzena przeszła wiele kuracji hormonalnych, badań, zastrzyków, odwiedziła rzeszę lekarzy i specjalistów, aby w końcu spełnić swoje największe marzenie. W końcu udało się zrealizować pragnienie serca. Na początku ciąża przebiegała prawidłowo, bez powikłań. Z czasem jednak kobieta zaczęła się czuć coraz gorzej. Spędzała tygodnie w szpitalu.

W 35. tygodniu urodziła się Maria Julia. Lekarze postawili diagnozę: trombocytopenia, prościej małopłytkowość. Marzena mało o niej wcześniej wiedziała. „Baliśmy się z mężem o Marysię. Widok dziecka podpiętego wenflonami był ciosem w samo serce” – mówi Marzena.

W oczekiwaniu na cud

Dziewczynka miała problemy z oddychaniem, każdy dzień był walką o życie, o podtrzymanie tego maleńkiego ISTNIENIA, na które małżonkowie tak czekali. Nic nie zapowiadało tragedii. Pojawiła się infekcja z wysoką gorączką, obniżenie wartości płytek i silny krwotok krwi do mózgu. O zdrowie dla Marii Julii wszyscy się modlili. W szpitalu maleństwo zostało ochrzczone. Udało się to wszystko jakoś zatrzymać, ale niestety na krótki czas. Doszły kolejne problemy z oddychaniem.

„Kilka razy musieliśmy zderzyć się z tym, że Marysi może już nie być, ale nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że tak może się stać. Nie można być przygotowanym na 100% na odejście osoby, którą bezgranicznie się kocha, zwłaszcza małego dziecka, które dopiero co rozpoczyna swoje życie” – wspominają Marzena i Michał.

Bycie mamą to dar

Dwa lata po śmierci Marysi małżonkowie zdecydowali się na odważny, ale i przemyślany krok: adoptowali Adasia. Było to naturalne i świadome działanie.

Rodzice biologiczni porzucili go, nie chcieli, by ograniczał ich „wolności”, z której tak bardzo pragnęli korzystać.

Rodzina była przeciwna pomysłowi Marzeny i Michała. Argumentowali to tym, że po tak traumatycznych przeżyciach nie będą w stanie do końca pokochać „obcego” dziecka. „Zrozumiałam po czasie, że moje problemy z płodnością to wcale nie kara. Moim powołaniem jest macierzyństwo, a ja nie muszę udowadniać całemu światu, w jakim stopniu je realizuję” – mówi Marzena. Oczekiwanie na synka było czasem radości, niepokoju i nadziei, który można przyrównać do okresu ciąży.

W tym roku, gdy mijają cztery lata od kiedy Adaś jest z nimi, kobieta uważa, że bycie mamą to bycie szczęściarą, to wartość dana i zadana, to stwarzanie na nowo małego człowieka, a wszystkie inne sprawy, ważne do tej pory, nie są już tak ważne jak kiedyś.

Z Bogiem wszystko ma sens

„Bóg tak naprawdę nigdy mnie nie opuścił. Przez krzyż doszłam do zmartwychwstania, a w dalszej wędrówce ku Niemu towarzyszy mi mąż i ukochany Adaś – mówi ze wzruszeniem Marzena. – Jestem dumna, że jestem mamą” – dodaje.


Daniel Kasprowicz

Czytaj także:
Jak zostałem adopcyjnym tatą nastolatka z Madagaskaru – opowieść świeckiego misjonarza




Czytaj także:
Znane osoby, które zdecydowały się na adopcję




Czytaj także:
Znany dziennikarz: „Mama oddała mnie do adopcji, ale jestem jej wdzięczny”

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
adopcjamacierzyństwoniepłodność
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
PRZODKOWIE JANA PAWŁA II
Anna Gębalska-Berekets
Dziadkowie Karola Wojtyły. Kim byli przodkowi...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
MEDJUGORJE
Katolicka Agencja Informacyjna
Kierownik duchowy wizjonerów z Medjugorie eks...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail