Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kiedy roboty staną się naszą codziennością? W Japonii już są!

KIEDY ROBOTY STANĄ SIĘ CODZIENNOŚCIĄ
Andy Kelly/Unsplash | CC0
Udostępnij

A wszystko zaczęło się od pewnego czeskiego pisarza...

Kiedy w 1920 r. Karel Čapek upowszechnił – w stworzonym przez siebie dramacie science-fiction pt. „R.U.R.” – termin „robot”, zapewne nie spodziewał się, że słowo to nie tylko utrwali się w niemal wszystkich językach świata, ale także – że wizja świata, w którym istnieją roboty, ziści się jeszcze przed końcem XX wieku. Wprawdzie literacki pierwowzór robota to w zasadzie nie lśniąca stalą maszyna, lecz raczej syntetyczny człowiek-android, który w narracji czeskiego pisarza zwraca się przeciw swemu stwórcy. Nie zmienia to jednak oczywistego faktu: obecność robotów stała się codziennością rozwiniętych społeczeństw pierwszej połowy XXI w. Nie inaczej jest w Japonii, gdzie roboty na dobre zagościły w różnych dziedzinach życia i kultury.

 

Początki automatyki i robotyki

Rzecz jasna, Karel Čapek nie był pierwszym, który rozważał hipotetyczne konsekwencje stworzenia istoty powołanej, by służyć lub towarzyszyć ludziom. Wątek ten obecny jest przecież w kulturze od zarania dziejów. Wystarczy przytoczyć tu starogrecki mit o Pigmalionie, przedstawiony w poemacie Owidiusza – legendarny cypryjski rzeźbiarz zakochuje się w nim w stworzonym przez siebie, doskonałym w swej formie posągu kobiety, która dzięki wstawiennictwu Afrodyty zostaje później powołana do życia. Czymże innym, jak nie odległym praprzodkiem koncepcji robota jest pojawiająca się już w Talmudzie postać golema, w dosłownym przekładzie z hebrajskiego – istoty będącej „niedokończonym człowiekiem”. Folklor żydowski wytworzył przez lata wiele legend o uczonych rabinach, zdolnych z gliny i błota uformować potężnych służących, całkowicie podległych woli swych twórców.

O ile w legendach o golemie fikcja splata się z prawdą (występują w nich bowiem postaci historyczne, jak żyjący w XVI w. praski rabin Jehuda Lew ben Becalel), o tyle inny „prekursor robotyki”, jakim bez wątpienia był Szwajcar Pierre Jaquet-Droz, zbudował w latach 1768-1774 jak najbardziej realne, do dziś funkcjonujące automaty ukształtowane na podobieństwo ludzi, zdolne grać na fortepianie, rysować i pisać. Te arcydzieła kunsztu zegarmistrzowskiego stały się jednymi z pierwszych maszyn programowalnych stworzonych przez człowieka.

 

Czym jest robot?

Tu dochodzimy do pozornie prostego pytania: jaką maszynę można nazwać robotem, a jaką – tylko automatem? Słownik PWN podsuwa definicję, z którą trudno się zgodzić – „urządzenie zastępujące człowieka przy wykonywaniu niektórych czynności”. To bardzo szerokie określenie, w którym mieści się zarówno kuchenny mikser, skomplikowany system kontroli biletów metra, od sprawnego działania, od którego zależy, czy kilkanaście milionów Japończyków dotrze co rano do pracy w Tokio, jak również groźna, na szczęście zmyślona, Mechagodzilla. Nie wdając się w dyskusje, przyjmijmy, że robot to sztuczny twór – narzędzie dysponujące pewną autonomią w sposobie wykonywania różnorakich zadań, zleconych mu przez człowieka. To znacznie zawęża zakres definicji robota, wprowadzając element zdolności do podejmowania decyzji (na przykład na podstawie odczytów z sensorów robota), a także zdolności do wykonywania wielu, często złożonych prac.

Rzecz jasna, i tej definicji można zarzucić nieprecyzyjność. Na przykład – czy robot w ogóle musi istnieć jako przedmiot? Wielu internautów na co dzień korzysta przecież z chatbotów – wirtualnych programów, działających w oparciu o mechanizmy sztucznej inteligencji, do obsługi klientów sklepów internetowych, biur podróży online i innych interaktywnych stron www. Ich ciągłe (samo)doskonalenie sprawia, że coraz trudniej odróżnić działanie chatbotów od internetowej konwersacji z żywym człowiekiem. Sposób działania chatbotów w pełni wpisuje się w podaną powyżej definicję, choć przecież wciąż intuicyjnie wyobrażamy sobie roboty jako fizyczne twory.

Tak czy owak, fantazje przodków śniących o sztucznych istotach-sługach nabrały realnych kształtów. Nigdzie indziej chyba koncepcja robota – towarzysza, pomocnika, sprzymierzeńca, czasem także przeciwnika, nie rozwinęła się jednak tak bujnie jak w Japonii.

 

Historia japońskich robotów

Już w latach 20-tych XX w., w japońskich domach towarowych zaczęły pojawiać się animowane, humanoidalne konstrukcje, przyciągające gapiów symulowaną gestykulacją i mimiką. Wśród nich szczególną sławę uzyskał poruszany skomplikowanym systemem aktywatorów pneumatycznych Gakutensoku, stworzony przez biologa Makoto Nishimurę w 1928 r. W 1951 r. komiksowa postać o imieniu Tetsuwan Atomu wymyślona przez Osamu Tezukę, na Zachodzie znana jako Astroboy, otwarła przed robotami komiksowy świat mangi, w którym rozbudzają one wyobraźnię fanów tego gatunku na całym świecie aż do dziś. Astroboy znalazł się poniekąd w opozycji do robotów przedstawianych wówczas zwykle przez Hollywood jako potwory i nieubłagani wrogowie ludzkości – był przyjacielem ludzi i dobrym kompanem.

Zagnieździwszy się na dobre w kulturze popularnej Japonii drugiej połowy XX w., roboty na serio wkroczyły także do przemysłu, pomagając budować japoński cud gospodarczy lat 70. Pierwszy przemysłowy robot przybył do Japonii końcem lat 60. z USA, ale już po kilku latach uruchomiono przy znaczącym wsparciu rządowym krajową produkcję robotów montażowych. Szczyt podaży japońskich robotów przemysłowych przypadł na początek lat 90., tym niemniej do dziś Japonia wciąż jest dominującym globalnym graczem w tej dziedzinie. Firma FANUC, jedna z największych korporacji produkujących roboty przemysłowe, zanotowała w 2017 r. przychody na poziomie znacznie przewyższającym 4 mld dolarów.

Jeśli chcesz poznać więcej ciekawostek o Japonii, kliknij w poniższy banner. 

 

Roboty są wszędzie?

Japoński rynek konsumencki cechuje szczególne upodobanie do absorbowania wszelkich nowinek technicznych, ciężko więc znaleźć dziedzinę, do której nie dotarły by roboty. Przykładowo, charakterystycznym elementem większości salonów telekomunikacyjnej firmy Softbank stał się produkowany przez nią robot Pepper – antropomorficzny recepcjonista, który wita klientów odwiedzających salon, a nawiązując z nimi rozmowę, zbiera różnorakie dane, które później wykorzystywane są w analizach marketingowych.

W Tokio znajdziemy hotel obsługiwany wyłącznie przez roboty, a także Robot Restaurant, klub serwujący gościom 90-minutowy show, w którym uczestniczą zarówno maszyny, jak i perfekcyjnie zgrani z nimi profesjonalni tancerze i wokaliści. Jedno z ciekawszych muzeów nauki i techniki w Tokio – Miraikan – jest domem sławnego na całym świecie humanoidalnego robota Asimo, stworzonego przez firmę Honda, którego występ jest nieodzownym punktem zwiedzania muzeum.

Fundament przemysłu, ikony kultury masowej – przed robotami stoi w Japonii jeszcze wiele innych wyzwań. Poza globalnymi kierunkami rozwoju robotyki, takimi jak np. rozwój autonomicznych samochodów, testowanych obecnie właściwie przez wszystkich producentów japońskiego sektora motoryzacyjnego, czy wykorzystania samosterujących dronów w logistyce i spedycji, roboty w Japonii stosowane będą coraz częściej również do zgoła innych celów, podyktowanych względami socjologicznymi.

Jak wiadomo, Japonia plasuje się wysoko w rankingu najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie. Rodzi to szereg realnych problemów, m.in. brak wykwalifikowanych pracowników w wielu branżach gospodarki, a także rosnący problem samotności starszych osób pozbawionych opieki. Nic dziwnego, że coraz częściej podejmowane są próby wykorzystania robotów jako techników czy monterów. Dużo trudniej jednak wyobrazić sobie robota otaczającego opieką osobę starszą, choć i takie plany są rozważane.

Warto jednak wspomnieć o kilku inicjatywach, w których wykorzystanie robotów przełamuje niekorzystny stereotyp maszyny stworzonej, by zabrać miejsca pracy ludziom.

O nich przeczytasz w drugiej części artykułu KLIKNIJ TUTAJ.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail