Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kreatywność masz po Ojcu. Bogu Ojcu!

BÓG JEST ARTYSTĄ
Unsplash | CC0
Udostępnij

W końcu to artysta! Nie wierzysz? 

Od konferencji „Serce Dawida”, która odbyła się jesienią 2018 r. w Warszawie, nie przestaje fascynować mnie obraz Boga, którym podzielił się z uczestnikami spotkania założyciel Domu Modlitwy w Augsburgu Johannes Hartl. Bóg, który troszczy się o ciebie niczym pasterz. Twój obrońca. Lekarz. To wszystko brzmi znajomo. Ale Bóg, który ponadto jest jednocześnie artystą?

„Zdarzyło ci się kiedyś, że przyszedłeś do lasu i powiedziałeś: Ale brzydki las? – pytał w czasie konferencji dr Johannes Hartl. – Albo zobaczyłeś kwiat i pomyślałeś: Co za paskudny kwiat? A może obserwowałeś zachód słońca i wykrzyknąłeś: Cóż za koszmarny zachód słońca?”.

Kolejny przykład: ryby! Żółte, niebieskie, różowe, fioletowe. O fantazyjnych kształtach i tak zróżnicowanym wyglądzie. Jeśli choć raz w życiu nurkowałeś, to dobrze wiesz, o czym mówię.

„Gdyby ktoś powiedział mi: Johannesie, czy mógłbyś stworzyć rybę?, odpowiedziałbym: dobrze, będą dwa gatunki. Jedna mała i kolorowa, idealna do akwarium. I druga, duża i szara, najlepiej kwadratowa, żeby łatwo kroiło się ją na kawałki.(…) Dlaczego potrzebujemy 100 000 000 gatunków ryb? Komu są one potrzebne? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?”.

 

Której z twoich pasji boi się szatan?

Co mówi nam to o Tym, kto to wszystko stworzył?

„Że jest On artystą!” – nie ma wątpliwości dr Johannes Hartl.

Popatrz na swoje dłonie! Zostałeś przecież stworzony na Jego obraz! Czyli… jesteś do Niego podobny! A skoro jesteś Jego dzieckiem, to w twoich żyłach płynie Jego krew! Kreatywność jest zapisana w twoim DNA!

Być może zapomniałeś o tym w ferworze codziennej pracy… Albo już tak bardzo przyzwyczaiłeś się do utartych kolein codzienności, że nie myślisz o marzeniach i pasjach, które poruszały kiedyś twoje serce. Albo… postawiłeś na nich krzyżyk, „no bo przecież z tego nie da się wyżyć”.

Pamiętam, jak kiedyś poruszyło mnie pytanie: Której spośród twoich pasji diabeł obawia się najbardziej? Na myśl o niej staje się podenerwowany i nie chciałby, żebyś ją rozwijał… Czy potrafisz nazwać talenty, obszary zainteresowań, których on obawia się do tego stopnia, że będzie próbował robić wszystko, żebyś przypadkiem nie odkrył ich? Abyś nie znalazł na nie czasu… Żebyś przypadkiem nie został profesjonalistą w tej dziedzinie… Będzie próbował zrobić wszystko, żeby odwrócić twoją uwagę, sprawić, żebyś zniechęcił się, a potem dał sobie wmówić, że ty się przecież do tego nie nadajesz…  Przyznaj się, naprawdę nie zdarzyło ci się ani razu tak pomyśleć?

 

Jaka pasja porusza twoje serce?

Ciekawe, ile musiał nasłuchać się Dawid, gdy jako nastolatek biegał z procą. „No weźże zajmij się czymś konkretnym! Proca jest zdecydowanie passe. Teraz wszyscy trenują, mając na sobie ciężki sprzęt. Załóż lepiej hełm i pancerz!”. Sęk w tym, że to był ten talent, którego rozwijanie było dla niego czymś tak naturalnym, jak oddychanie. I to dzięki niemu Dawid osiągnął spektakularne zwycięstwo nad Goliatem.

A teraz pytanie do ciebie: czy wiesz, jaka pasja porusza twoje serce do tego stopnia, że myślisz o niej codziennie? Może nigdy nie zadałeś sobie tego pytania. Najwyższy czas. Pasja, która sprawia, że cały rwiesz się, żeby tylko… móc chwycić w dłonie aparat fotograficzny, zacząć grać na fortepianie, stworzyć choreografię do swojego ulubionego kawałka lub poeksperymentować w kuchni. A może jesteś świetnym słuchaczem i sprawiasz, że ludzie nie boją się powierzyć ci najbardziej osobistych problemów? Albo niczym MacGuyver potrafisz naprawić zmywarkę przy pomocy pinezki i gumki recepturki? I tylko patrzeć jak wygryziesz niejednego polskiego hydraulika. Która z posiadanych przez ciebie umiejętności bywa komentowana słowami: „Albo się to ma, albo się tego nie ma. A Ty to ewidentnie masz!”.

Tak jak Randi ma świetny głos. Pochodzi z Norwegii. Razem z mężem, pastorem Matsem-Ola Ishoelem, kieruje kościołem w Moskwie. Okoliczności długo nie sprzyjały rozwojowi kariery wokalnej: mąż pastor, dzieci, odpowiedzialność za kościół. I jak tu znaleźć czas na śpiewanie? No, chyba, że kołysanki śpiewane dzieciom na dobranoc.

„Zachęcałem ją przez wiele lat. Powinnaś zacząć śpiewać w kościele! – opowiadał w czasie jednego z nabożeństw pastor Mats-Ola. – Nie, nie – wzbraniała się. – Wolę cię wspierać, jest tyle do roboty. W końcu udało się. Zaczęła śpiewać na naszych spotkaniach. Wkrótce założyła chór gospel, który szybko otrzymał zaproszenie, aby śpiewać w innych kościołach. Pewnego dnia usłyszał ich niewierzący Rosjanin, któremu tak się spodobali, że pomógł zorganizować im koncert”.

Kula śniegowa poszła w ruch. Koncert za koncertem. Z kościelnej sceny chór trafił do… klubów jazzowych.

„Gdy stałem w czasie ich koncertu przy barze, trzymając w dłoni szklankę wody, i patrzyłem jak w tym klubie odważnie wyśpiewują Ewangelię, wołają Halleluja, a publiczność szaleje, miałem ochotę zawołać: Randi, śpiewaj, ile sił w płucach! Weź to, co Bóg ci dał! Zrób z tym coś! Jestem przekonany, że nawet za 1000 lat nikt z tego klubu nie zadzwoni do mnie żeby powiedzieć: Pastorze, prosimy, żebyś poprowadził tu dla nas nabożeństwo. Dla mnie te drzwi są zamknięte. Ale jestem przekonany, że w Kościele są ludzie, którzy mogą wejść przez nie bez problemu. Mogłem tam być tylko dlatego, że moja żona odkopała swój talent”.

 

Bóg jak trener

Są ludzie, do których tylko ty możesz trafić. Nie zrobi tego ksiądz w kościele ani lider twojej wspólnoty. Tylko ty masz do nich dostęp. Tylko ty wiesz, w jaki sposób się z nimi komunikować.

Być może będziesz musiał stoczyć niejedną walkę, aby wejść w miejsce swojego powołania. Jest ktoś, kto nerwowo przygląda się temu, jakie podejmujesz decyzje. W co się angażujesz, a co odpuszczasz. Każdy krok przybliża cię lub oddala od celu. Być może wejście w miejsce twojego powołania będzie atakowane, ale nie zrażaj się tym! Bóg obiecał jasno i wyraźnie, że z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru (Rz 8,28).

Obszar twoich talentów i pasji jest dla Niego równie ważny jak to, żebyś miał co włożyć do garnka i mógł zapłacić czynsz. Jeśli oddasz w Jego ręce swoją przyszłość i poprosisz, aby pomógł ci realizować to, co sam w tobie złożył, to On wkroczy. Jest jak trener, który stoi z dumą na skraju boiska, patrzy na ciebie i woła, że dasz radę! Nie pozwól, aby przeminęło całe życie, zanim ty spróbujesz choć raz rozwinąć te talenty, które dostałeś od Boga w pakiecie!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail