Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Macierzyństwo zawsze jest czymś autorskim

MACIERZYŃSTWO
Shutterstock
Udostępnij

Patrzę, jak robią to inne kobiety. Zastanawiam się, czy wszystko ze mną OK. Moje zafrasowanie potęguje fakt, iż jestem członkinią piętnastu rodzicielskich grup tematycznych na Facebooku. Obserwuję kilkanaście mam na Instagramie – konserwatyski, kobiety lasu, mamy na zawodowym gigancie. Weszłam w to parentingowe mokradło z aspiracją pozostania w jednym kawałku. Powodzenia, Magda!

Nie jestem wycięta z szablonu

Jestem jedną z tych wrażliwych osób, które posiadają silny, życiodajny, wewnętrzny głos i noszą w sobie ogromną obawę, aby za nim podążać. Co rusz natykam się na kogoś, kto w bardziej lub mniej radykalny sposób wysyła mi dymny znak, że powinnam stać w innym miejscu. Że błądzę. Że kocham nie tak. Że moje podejście jest do zmiany.

W końcu przychodzi ten magiczny moment, kiedy wiem, że naprawdę wybrałabym coś innego dla mojego dziecka. I muszę to zaznaczyć. Najbardziej boję się wtedy surowej oceny i opuszczenia. Nie jestem mamą wyciętą z szablonu. Ryzykuję codziennie. Na placu zabaw. W rozmowie z rodziną. Uśmiecham się i liczę minuty do strzału.

 

Jak bohaterki gier komputerowych

Niech to ktoś w końcu otwarcie powie! Bycie mamą w obyczajowości pt. „Dzieci i ryby głosu nie mają” jest ogromnym wyzwaniem, któremu towarzyszy jeszcze większa presja. Rodząc dziecko, automatycznie zaczynasz czuć się jak bohaterka gry komputerowej, mająca tylko jedno życie. Wypruwasz flaki, aby nazbierać wystarczającą ilość diamentów, omijasz przeszkody i walczysz z potworami.

Czego używasz do pielęgnacji pupy niemowlęcia? Bang! Czy śpisz razem z dzieckiem? Bang! Czy karmisz piersią? Bang! Czy twoje dziecko je gluten? Bang!

Do pewnego momentu myślałam, że nie ma innej możliwości niż brać udział w tej grze. Mieścisz się w ramach? Przechodzisz dalej. Zrobiłaś coś inaczej? Musisz powtórzyć poziom. Jesteś matką. Dostałaś karabin. Strzelaj! Strzelaaaaaj!

 

Szukam odpowiedzi w sobie

Potrzebowałam sporego kawałka czasu, aby załapać, że jeśli chcę przetrwać w tym twardym i oczekującym gotowych odpowiedzi świecie, sama muszę stworzyć sobie wspierające i rozwojowe środowisko. Wyłączyłam prąd. Wywaliłam komputer przez okno. I zaczęłam szukać odpowiedzi w sobie.

Z wolna doszło do mnie, że czasem będę musiała przejść przez swój lęk związany z odłączeniem się od obiegowej opinii. Dlaczego? Ponieważ wybrałam najtrudniejszą rodzicielską drogę. Wybrałam macierzyństwo w autorskim wydaniu. Szukam tego, co służy mi, mojemu dziecku, naszej rodzinie.

 

Matka-buntowniczka

Tak stałam się matką-buntowniczką. Moim pierwszym i fundamentalnym rodzicielskim odkryciem było to, że świat dorosłych wydaje się być bardziej uprzywilejowany niż świat dzieci. Do dziś zadziwia mnie fakt, że w XXI wieku, kiedy szczycimy się największymi osiągnięciami technicznymi, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że noworodek to człowiek tak samo zasługujący na szacunek, jak każdy inny.

Jako pierwsza w mojej rodzinie sięgnęłam po książki takich autorów jak Alfie Kohn, Andre Stern, Agnieszka Stein, Jesper Juul, Janusz Korczak. Zaczęłam uczyć się budować relację z dzieckiem bez używania nagród i kar, bez podejrzliwości i lęku przed wykorzystaniem moich dobrych chęci. Zaczęłam uczyć się szacunku do emocji, których wszyscy doświadczamy.

Zaczęłam iść własną ścieżką. Pozwalałam mojemu dziecku brudzić się, wkurzać się, krzyczeć, mówić „nie” bez poczucia winy. Pozwalałam sobie płakać, nie mieć sił, odczuwać złość względem monotonii macierzyńskiego życia, odpoczywać. Byłam tą mamą, która na pytanie: Jak się macie? odpowiadała szczerze.

Piszę to nie po to, aby powiedzieć wam, że mój sposób realizowania macierzyństwa jest najznakomitszy, ale że to bardzo ważne, że jest mój. I tylko mój. Oznacza to mniej więcej tyle, że każda z nas nosi w sobie swój własny, ogromny potencjał. Może on wybuchnąć niczym deszcz meteorytów i olśnić cały świat albo stłumić się w podporządkowaniu względem oczekiwań ludzi, którzy nigdy nie byli i nie będą w naszej skórze.

Czuję, że to jedno z najważniejszych pytań w świecie: Czy niezależnie od tego, jak czują i mają inni, pozwolę sobie na własne, autorskie, macierzyńskie doświadczenie?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail