Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy zakaz dawania dzieciom klapsów może ochronić rodzinę?

ZAKAZ DAWANIA KLAPSÓW
Shutterstock
Udostępnij

Coraz więcej osób docenia sens przyglądania się własnej historii i dostrzega, że rodzicielskie nauki z użyciem klapsów sprawiły szkodę.

Zakaz dawania dzieciom klapsów nadal budzi sprzeciw części obrońców rodziny, kojarząc się z modelami skandynawskimi, gdzie państwo ma pierwszeństwo decydowania o losie dzieci, niszcząc więzi rodzinne. Ów zakaz może jednak zachęcać do rozmowy o tym, dlaczego kary fizyczne są destrukcyjne. I do rozmowy o tym, jak wspierać rodzinę, w szczególności rodziców, by potrafili wychodzić poza bezsilność w sytuacjach konfliktu.

Nasza wiedza i wrażliwość na szczęście rozwijają się. Dziś już wiadomo na przykład, że w okresie prenatalnym dziecko doświadcza uczuć mamy względem siebie. Coraz więcej osób docenia sens przyglądania się własnej historii i dostrzega, że rodzicielskie nauki z użyciem klapsów sprawiły szkodę. Nie tylko w odniesieniu do poczucia własnej wartości i granic. Doświadczone kary fizyczne, opisane w dorosłym życiu etykietą: „to nic, że bolało i upokarzało, bo było dla mojego dobra” – w sytuacjach stresowych stają się z automatu pierwszym pomysłem na rozwiązywanie trudnych sytuacji z udziałem własnych dzieci. Z tym, że gdy się pojawią, wzajemne relacje stają się trudne.

 

Bezsilność rodzica

Bardzo bym chciała, by rozmowa o biciu dzieci prowadziła do kulturowej zmiany, w której klaps otrzyma adekwatną definicję. To wyraz bezsilności rodzica. Nigdy nie jest wymierzany z pogodną twarzą, „z miłości do dziecka”. Daje ujście dla agresji, często spowodowanej zupełnie innymi czynnikami. Dziecko na przykład ileś razy rzuciło piłką o ścianę i rodzic nie zareagował, ale w dniu, gdy przyszedł mandat albo niesprawiedliwa decyzja szefa – wkurzył się tak, że „trzeba było” przylać. Nie da się też ocenić siły „bezpiecznego klapsa”. Wściekły rodzic zapamięta, że kilka razy lekko dał córce w siedzenie, ale rzeczywista siła uderzenia będzie o wiele większa, bo działał w afekcie. Jeśli zgodzimy się, że klaps nie jest metodą wychowawczą, ale wyrazem frustracji spowodowanej brakiem metody – przestanie też być cytadelą, której trzeba bronić do utraty tchu.

Ciągle w dyskusji o klapsach za mało jest rozmowy o radzeniu sobie ze złością. Brakuje mi jej bardzo w Kościele, który w wyidealizowanym obrazie rodziny pomija fakt, że każdy człowiek ma prawo czuć się zdenerwowany, rozgniewany czy nawet wściekły. Raczej otrzymujemy przekaz – niepoparty ani teologią, ani antropologią czy psychologią – że złość można sobie usunąć tak jak pieprzyk na brodzie. Pozbawić kogoś złości – to przecież zabrać mu poczucie własnych granic, godności i potrzeb.

 

Nie dla klapsów

Mam nadzieję, że dezaprobata dla klapsów (społeczna i prawna) nie wprowadzi do domów urzędników nadużywających swoich praw, lecz będzie chronić rodzinę. Wraz z nią potrzebne jest wspieranie rodziców w rozumieniu własnego gniewu, radzeniu sobie z nim i używaniu go w sposób, który nie robi nikomu krzywdy, lecz da energię do szukania rozwiązań. Pomóc może popularyzowanie terapii jako środka, który pozwala dotrzeć do przyczyn złości czy też poszerzać rodzicielskie kompetencje. Wspierać rodzinę, obok szeroko pojętej psychoedukacji, będzie mądre kazanie księdza, który – zamiast twierdzić, że „klapsy były, są i będą”, co (choć wstyd o tym pisać) niestety się zdarza – opowie rodzicom, czego potrzebują dzieci, by uczyć się współpracować z dorosłymi. Ostatecznie Jezus w Ewangelii mówi o tym, że rzeczy uczynione najmniejszym dotykają Jego bezpośrednio.

Mam głębokie przekonanie, że szczególnie środowisko ludzi wierzących powinno wspierać proces przemiany myślenia o klapsach w naszym społeczeństwie. Pokazywać, że mały człowiek rośnie wtedy, gdy jest traktowany z szacunkiem należnym osobie. Gdy wie, że bliskość w rodzinie jest ważniejsza niż lista zadań do wykonania. Chętniej współpracuje, gdy okaże mu się zaufanie niż wtedy, gdy oczekuje się od niego ślepego posłuszeństwa, które ma ratować niedowartościowane ego rodzica.

Myślę, że może warto, by rodzice, którzy pragną zachować prawo do klapsów, zapytali swoje dzieci, jak one się czują, gdy je dostają. Prawdopodobnie będą smutno zaskoczeni. Może to być pierwszym krokiem do poszukiwania uzdrawiającej bliskości, która zapewni trwałość rodziny na lata – także wtedy, gdy na świecie będą już nasze wnuki.

Czytaj także: Nie istnieją „wychowawcze klapsy”

Czytaj także: Jak dawać dziecku klapsa? Czyli za, a nawet przeciw

Czytaj także: Dlaczego nie powinno się krzyczeć na dzieci? 6 sposobów, jak sobie z tym radzić

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail