Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dzieci i rzeczy, a może dzieci czy rzeczy?

BAŁAGAN
Shutterstock
Udostępnij

Nie mam gotowych rozwiązań, mam za to kilka pytań o rachunek... sumienia. Czy rzeczywiście posiedliśmy umiejetność i uczymy zdrowego posiadania rzeczy? Czy warto robić aferę o „małe zniszczenia”?

Szklane cuda

„Nie dotykaj, bo stłuczesz” – powiedziałam memu dziecku, gdy podchodziło do bombek na choince. Po chwili jednak, nęcone czarodziejskim blaskiem, dziecko podeszło znowu. Patrzyłam z boku, obserwując tę scenę. My, dorośli, nie mamy już takiej fascynacji w oczach, gdy patrzymy na te same co roku ozdoby choinkowe. Przyglądałam się, jak mała dłoń wyciąga się, by dotknąć tę niezwykłą, kręcącą się kulę, jak w ciekawskich oczach miesza się nieodparta pokusa i obawa.

Bęc! Bombka stłuczona. Uprzedzałam, więc jestem trochę zła. Z drugiej strony widzę tę twarz, na której zamiast niezaspokojonej ciekawości maluje się teraz przerażenie. Rozgląda się na boki w popłochu, w oczach widać pierwsze łzy. Czy bombka jest warta tej przykrości? Czy podsycanie ciekawości dziecka jest cenniejsze?

 

Brokatowe królestwo

Innym razem spotkanie rodzinne, dzieci się bawią, dorośli debatują przy stole. Gospodyni orientuje się, że na pięknej, nowej kanapie jest ślad długopisu, a mały winowajca trzyma go nadal w dłoni. Wściekła wyładowuje złość na ojcu dziecka, atakując metody wychowania (dziecko powinno wiedzieć, że po kanapie się nie rysuje), i sycząc w jego stronę „Nie wiesz nawet, ile to kosztowało!”.

Albo podczas innej imprezy, na której jesteśmy gośćmi, dzieci zniknęły na górnym piętrze. Wchodzimy do ciemnego pokoju, zapalamy światło – każdy centymetr podłogi (w tym dywan), fotele, biurko, każdy sprzęt mieni się złociście. Wszędzie, łącznie z głowami i sukienkami rozradowanych dziewczynek siedzących w kole, wszędzie znajdują się miliony drobinek złotego brokatu.

Załamuję ręce, ale jestem opanowana. W lekkim szoku, ale spokojnie rozmawiam z córką: co też przyszło im do głowy, by rozsypać brokat po całym pokoju. Dowiaduję się czegoś niesamowitego. Oto Miasto Marzeń (pokój) zaatakował straszny czarodziej (w tej roli poduszka), który nienawidził marzeń, więc postanowił je wszystkie wykraść, pozbawiając tym samym ludzi marzeń i nadziei. Nasze małe bohaterki musiały zareagować! Pokonały go, rozsypując wokół jeszcze więcej marzeń (drobinki brokatu), których on po prostu nie znosił, a jemu (czyli poduszce) dostała się nadto dodatkowa porcja złotego pyłu.

Wzdycham ciężko, i razem z dziećmi zabieramy się do sprzątania. Po głowie chodzi mi wiele myśli. Nie mogę zaprzeczyć, jak kreatywne, fantastyczne przygody mają te roztrzepane głowy, dzięki takim właśnie nieprzemyślanym do końca akcjom. Dzięki temu, że dały się ponieść zabawie, dziecięcej fantazji, a może nawet odrobinie samej magii.

Mam przed oczami naprawdę mnóstwo podobnych sytuacji. Zastanawiam się, gdzie jest granica. Na czym polega zdrowe podejście do rzeczy. I czy rzeczywiście takiego podejścia uczymy nasze dzieci. Nie chciałabym, by niszczyły bezmyślnie swoje lub czyjeś mienie. Chciałabym, by miały szacunek do wszystkiego, co zdobyte ciężką pracą.

Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że często my, dorośli, pod tymi mądrymi zdaniami skrywamy trochę brzydsze obyczaje – nasze nadmierne przywiązanie do rzeczy. Bo coś się zniszczy, bo się stłucze, pobrudzi. Choć irytujące, nie są to przecież duże „kłopoty”, dużo częściej drobnostki. Na dodatek nie sprawione złośliwie, a niejako przy okazji odkrywania świata, czyli po prostu bycia dzieckiem. Ich strata lub uszczerbek doskonale ukazuje, jak bardzo bliskie są naszemu sercu czy sentymentowi.

 

Ktoś wystawi ci rachunek

Nie mam gotowych rozwiązań, mam za to kilka pytań o rachunek… sumienia. Czy rzeczywiście posiedliśmy umiejetność i uczymy zdrowego posiadania rzeczy? Czy warto robić aferę o „małe zniszczenia”? A czy warto o te rzeczywiście cenniejsze straty? Czy stawiamy rzeczy wyżej niż relacje z dziećmi, czy dzieci ponad rzeczy?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail