Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Klaps. Jak go wymierzyć poprawnie

SMUTNY CHŁOPIEC
Shutterstock
Udostępnij

To przynosi efekty, bez wątpienia, nawet natychmiastowe: strach, upokorzenie, wstyd, poczucie odrzucenia.

Z najnowszego raportu Rzecznika Praw Dziecka „Bicie dzieci po polsku” wynika, że wciąż ponad połowa Polaków uważa stosowanie klapsów za konieczną, a przynajmniej dopuszczalną formę postępowania wobec dziecka. Nadal też większość z nas ulega złudzeniu, że bicie dziecka w pośladki to nie bicie. Bicie to nie bicie, nie to nie – nie, a tak to nie – tak.

 

Zaklinanie rzeczywistości

Adam Nowak, lider zespołu Raz, Dwa, Trzy w jednym ze swoich utworów śpiewał „nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu”. To cenna podpowiedź dla tych, którzy bicie dziecka nazywają klapsem. Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby wyodrębnić jeden typ bicia spośród innych i przekonać społeczeństwo, że ten sposób zadawania bólu nie jest przemocą. Jeśli uderzysz dziecko w głowę – bijesz. Jeśli uderzysz dziecko w brzuch – bijesz. Jeśli uderzysz dziecko w pośladki – uczysz i wychowujesz.

Pośladki tym różnią się od innych części ciała, że można w nie solidniej przyłożyć, nie ryzykując spowodowania uszczerbku na zdrowiu, jak w przypadku głowy czy brzucha. Można spokojnie zadać dziecku ból fizyczny, nie ryzykując bezpieczeństwem malucha. Ile w tym troski i przychylności, proszę zauważyć, a to jeszcze nie koniec plusów wymierzania kar cielesnych.

Filozof polityki prof. Zbigniew Stawrowski w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego uświadamia mnie, że dostając klapsa, dziecko odczuwa, że rodzicowi jakoś na nim zależy. Jeśli dobrze rozumiem: żeby dziecko wiedziało, że zależy mi na nim mocniej niż tylko „jakoś”, trzeba bardziej się przyłożyć.

 

Klaps – instrukcja obsługi

Aby prawidłowo wykonać klapsa, należy podnieść rękę, wyprostować paliczki tak, aby stały się przedłużeniem kości śródręcza, następnie połączyć palce dłoni i wykonać manewr relacji „ręka rodzica – pupa dziecka”. Jeśli klaps ma być jedynie wyrazem tego, że nam zależy „jakoś” na potomku, manewr powinien być pracą jedynie nadgarstka. Jeśli ma być z kolei wyrazem naszego ogromnego zainteresowania dzieckiem, ruch ręki powinien być wyprowadzony już od kości ramiennej, przez kość łokciową, a dopiero w końcowym etapie dołączyć należy nadgarstek.

Efekt będzie jeszcze lepszy, jeśli na początku manewru włączymy skręt pleców. Pogłębieniem bliskości z dzieckiem będzie również ściągnięcie mu bielizny jeszcze przed nawiązaniem relacji „ręka rodzica – pupa dziecka”. Psychologowie rozwojowi od dawna zwracają uwagę na znaczenie bliskości skin-to-skin dla prawidłowego rozwoju dziecka szczególnie do trzeciego roku życia.

Klapsy, prócz tego, że zacieśniają więź między rodzicem a dzieckiem, pomagają również wyrosnąć na ludzi. Łącznik „i” pomiędzy „dostawałem klapsy” a „wyrosłem na ludzi” zdaje się być tu równie ważny i zaznaczający wzajemne powiązanie jak ten zastosowany w zdaniu „moja świnka morska miała chore oczko i komuś w Nowym Jorku zepsuła się drukarka”.

To że połączymy jedną część zdania z drugą nie znaczy jeszcze, że obie kwestie są nierozłączne. Zanim postawimy „i” łącząc tak kuriozalne zwroty warto odpowiedzieć sobie na pytanie: czy dostawaliśmy klapsy i wyszliśmy na ludzi dlatego, że dostawaliśmy klapsy, czy mimo tego, że dostawaliśmy klapsy. I jeszcze: jeśli uważamy, że zadawanie celowo bólu własnemu potomstwu jest w porządku, to czy na pewno wyszliśmy na ludzi?

 

100% skuteczności albo zwrot obietnic

Nie śmiem podważać tego, jak skuteczne jest bicie dzieci w pośladki jako metoda wychowawcza. To przynosi efekty, bez wątpienia, nawet natychmiastowe: strach, upokorzenie, wstyd, poczucie odrzucenia. Dyscyplinowanie przez klapsy nie jest na szczęście rozwiązaniem tylko tymczasowym. Pozornie szybki manewr „ręka rodzica – pupa dziecka”, ale często powtarzany przynosi hojne plony jeszcze przez wiele lat: w postaci niestabilnego poczucia własnej wartości, dysfunkcyjnego wchodzenia w związki, problemów społecznych, takich jak trudności w nawiązywaniu kontaktów i skłonność do izolacji, zwiększonych predyspozycji do uzależnień, do zaburzeń lękowych, częstsze bycie sprawcą przemocy w przyszłości lub częstsze wchodzenie w przemocowe relacje.

Dorzućmy jeszcze do tego zmniejszoną ufności wobec świata i lękliwo-asekuracyjne motywacje wybierania drogi życiowej. Tyle dobra. Dlatego nie dajmy sobie wmówić, że klapsy to rozwiązanie tylko pozorne. Ilość rzeczy, których uczymy dzieci poprzez odbijanie naszych dłoni na ich pośladkach i to, jak wielki dzięki temu mamy wpływ na kształtowanie ich charakteru, jest nie do przecenienia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail