Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Anna Popek: dziś bardzo siebie lubię. Ale to wymagało pracy

ANNA POPEK
TRICOLORS/EAST NEWS
Udostępnij

„Dla mnie punktem zwrotnym był dzień moich pięćdziesiątych urodzin. Poczułam niemal fizycznie, jak spada ze mnie konieczność bycia miłą i grzeczną dziewczyną, którą wszyscy powinni lubić” – mówi Anna Popek.

Katarzyna Matusz-Braniecka: Na rynku pojawiła się właśnie twoja książka „Piękna 50-tka”. Co to znaczy być piękną?

Anna Popek*: Same kłopoty, póki się człowiek nie nauczy swojej urody kontrolować i ujarzmiać. Kłopoty ze strony mężczyzn, bo traktują kobietę, jak łatwy łup i osobę, która nie ma za wiele do powiedzenia. A inne kobiety traktują cię jak najgorszą rywalkę. To jest dość niebezpieczne.

 

Można się przed tym uchronić?

Nie wiem, jak się przed tym bronić. Podchodzę do wszystkiego z pewną naiwnością i otwartością. Nie manipuluję i nie gram. Chyba każda kobieta sama musi nauczyć się być surową kiedy trzeba. Musi umieć dać po łapach, dać odczuć, że zna swoją wartość i nie da sobie „w kaszę dmuchać”.

 

Brak pilnowania granic może prowadzić do nieprzyjemnych skutków…

Proste narzędzia takie jak plotka, obmowa, matactwo, napuszczania jednych na drugich prowadzą do wyeliminowania towarzyskiego czy zawodowego. Nie można jednak tego demonizować i tyko o tym myśleć. Chodzi mi o to, żeby nie być za wszelką cenę miłą.

 

Co uważasz za najpiękniejsze w nas, kobietach?

Kobiece piękno polega na tym, że się daje życie i potrafi się to życie chronić i o nie dbać, czasem w najprostszy sposób. Właściwie to jest ważniejsze niż wszystko inne. Gdziekolwiek jadę, szukam stołu, krzeseł, zaraz coś na ten stół stawiam, ciasteczka, herbatę, serwetę, kwiaty. Oswajam miejsce, przy którym gromadzą się ludzie i opowiadają o sobie.

 

Twoim zdaniem słuchanie i nawiązywanie kontaktu to zadanie kobiety?

Żeby naprawdę usłyszeć drugą osobę, musimy stworzyć takie warunki, żeby ona sama chciała mówić. Sprawić, by poczuła się zadbana, bezpieczna, wtedy zaczyna mówić to, co ma w sercu. Ta wiedza o drugim człowieku jest nam potrzebna po to, by stworzyć dobre więzy, żeby budowane relacje były autentyczne. Żeby np. w rodzinie córka była bezpieczna, żeby wiedziała, że z matką może pogadać.

 

Na czym polega sekret kobiecego piękna?

Na harmonii. Połączeniu spontaniczności i rozumu. Subtelności i siły. Jak trzeba powiedzieć stanowczo nie, to mówić. Jak trzeba się bronić, to to robić. Jak trzeba być łagodną i pokazać mężczyźnie, że jest nam niezbędny do życia, że tylko on i właśnie taki, to też trzeba taką być. Mamy cały wachlarz możliwości.

 

Co robisz, żeby czuć się dobrze sama ze sobą?

Bardzo siebie lubię. To wymagało trochę pracy, zanim przestałam się krytykować. Wcześniej było tak, że jak coś robiłam, to wypunktowywałam złe rzeczy. Mówiłam sobie: „trzeba było zrobić to tak, inaczej”. Takie rozliczanie siebie jest bardzo niedobre i źle działa na wątrobę. Gdy ktoś się czymś martwi, mówimy, że coś leży mu na wątrobie. Ta mądrość ludowa to sama prawda.

 

Jak to jest, że kobiety szukają tego, co jest złe, zamiast tego, co dobre?

O to pyta autorka książki „Boży coaching” i opowiada: dla kogoś, kto ma urodziny, pieczesz sernik. Wyjmujesz go z pieca i mówisz: popatrz, przypalił się, naprawdę fatalny ten sernik. Nie myślisz pozytywnie, że były urodziny, że pamiętałaś o jubilacie, kupiłaś ser, upiekłaś ciasto. Tylko troszkę się przypalił i to jest problem. I zamiast powiedzieć: proszę, oto mój dar dla ciebie. Mówisz: przypalone, złe, niedobre. Tym samym odbierasz radość osobie obdarowanej i sobie samej.

 

Mogłybyśmy się w tej kwestii dużo nauczyć od mężczyzn…

Rafał Ziemkiewicz mówi, a ja za nim powtarzam, że jak kobieta przychodzi do krawca, czy sklepu i przymierzana suknia i jest za ciasna, to mówi: muszę schudnąć. A co mówi mężczyzna, mierząc za ciasny garnitur? Źle uszyty! I na tym polega różnica. To są kwestie traktowania siebie samego. Trzeba nauczyć się lubić siebie.

 

Dawałaś sobie pozytywne wsparcie?

Za każdym razem, gdy łapałam się na tym, że chciałam się za coś skrytykować, mówiłam sobie: zrobiłaś tyle, ile mogłaś w danych warunkach, w danym czasie, przy swojej kondycji i… to było dobre. Starałam się zrobić najlepiej, jak mogłam. A że nie wyszło idealnie? Rzadko komu coś wychodzi idealnie. Trzeba doceniać w sobie te dobre rzeczy, które mamy.

 

Co dziś ci przynosi satysfakcję?

Praca (śmiech). Cieszę się, kiedy poznaję ludzi. Wczoraj poznałam panią Annę Kufel-Dzierzgowską. Ma osiemdziesiąt lat, na koncie ponad dziewięćdziesiąt bardzo odległych podróży, m.in. Amazonia, Indie, Nepal. Weszła na scenę sprężysta, smukła i mówi: „Mam kilkadziesiąt slajdów do pokazania”. Powiedziałam jej, że ma tylko pięć minut, a ona na to: „dam sobie radę”. Zaczęła opowiadać. Prezentacja wspaniała, ludzie zachwyceni. Zeszła ze sceny mówiąc: „no i zmieściłam się w pięciu minutach”. Są wśród nas inspirujące osoby i jest ich bardzo dużo. Trzeba je umieć dostrzec i chcieć się od nich uczyć. My też możemy być dla kogoś inspiracją. Każdy ma jakiś dar, ten dar trzeba pokazać.

 

Co jest dla ciebie rozwojowe?

Pracuję w czasie jednej z trudniejszych pór dnia, prowadząc program poranny. Wymaga to ode mnie pewnej dyscypliny – wcześniejszego wstawania. Sama także muszę wymyślić, jakich gości zaprosić do udziału w programie. To mi się bardzo podoba.

Jednak… chyba będę musiała zmienić zawód i pracę. Na początku miałam obawy, lecz przestałam się tego bać. Zawsze myślałam – tylko telewizja i nic więcej. Teraz myślę, jak nie telewizja, to będzie inne wyzwanie. Podoba mi się, że zaczęłam być trochę niezależna i bezczelna. I tego życzę młodym ludziom przy zachowaniu jednak zasad dobrego wychowania i kultury osobistej. To da się połączyć.

 

Bezczelności? W jakim rozumieniu?

Ja byłam zahukana, grzeczna i bardzo wiele razy straciłam z tego powodu. Obniżałam swoje możliwości i kompetencje. Potem patrzyłam, jak przychodziły na to samo stanowisko, na które ja aplikowałam, inne osoby i robiły żenująco to, co ja mogłabym zrobić świetnie. Teraz to wiem, ale wtedy się bałam.

Jestem w drugiej części życia i widzę, że nie ma czasu, nie ma na co czekać. Teraz albo nigdy. To życie napełniło się. Jest takie powiedzenie: ile lat można ostrzyć nóż, w końcu trzeba zacząć kroić chleb. Wiąże się to z tym, że ktoś może odejść od nas, a ktoś inny podziękuje nam za pracę. Cóż, takie życie!

 

*Anna Popek, od ponad dwudziestu lat pracuje jako dziennikarka, przez wiele lat w „Pytaniu na śniadanie”, obecnie prowadzi poranne pasmo „Wstaje dzień” w TVP INFO. Na rynku właśnie ukazała się jej książka „Piękna 50-tka”, Wydawnictwa Zona Zero, w której podpowiada, jak dobrze wyglądać i jak się ubrać stosowanie do okazji. Przybliża sposoby na dobre budowanie relacji, dbanie o zdrowie i urodę.

Czytaj także: Qczaj i jego „Ukochoj sie!”: Dostałem to życie i chcę o nie walczyć

Czytaj także: Ewa Chodakowska mówi „nie” przemocy domowej: staję w obronie kobiet!

Czytaj także: Maja Frykowska: Bóg wybaczył moje grzechy, więc ja sobie też wybaczyłam

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail