Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Najmłodszy biskup świata: Dostałem nominację w wieku 38 lat, jak Karol Wojtyła [wywiad]

BISKUP EDWARD KAWA
Łukasz Solski/EAST NEWS
Udostępnij

Bp Edward Kawa: Chodzę na zakupy, ludzie mogą mnie spotkać w tramwaju. Słuchając rozmów w tramwaju, wiem, jakie mają problemy. Kiedyś pojechałem do sklepu budowlanego po śrubki i minąłem się z zastępcą prezydenta Lwowa. Był tam z oficjalną delegacją z Polski. Przedstawił mnie jako biskupa. Panowie popatrzyli na mnie z przerażeniem, a ja stałem ze śrubkami w ręku…

Z ojcem Edwardem Kawą OFM Conv., biskupem pomocniczym lwowskim, najmłodszym biskupem katolickim świata (39 lat), rozmawia Małgorzata Bilska.

Małgorzata Bilska: Ojciec Biskup ma polskie korzenie, choć mieszka na Ukrainie.

Bp Edward Kawa OFM Conv.: Urodziłem się na terenach, które do 1939 r. należały do Polski, a po II wojnie światowej – do Związku Radzieckiego. Historycznie są mocno związane z franciszkanami.

Mościska, skąd pochodzę, znajdowały się kiedyś w obrębie archidiecezji przemyskiej. Po upadku ZSRR chodziłem na pielgrzymki do Kalwarii Pacławskiej, która leży zaraz za granicą. Ale nie myślałem o życiu zakonnym.

A o czym?

Chciałem studiować historię na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. Pierwsze świadectwo życia zakonnego dali mi franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej. Mój starszy o 3 lata brat Stanisław też jest franciszkaninem (mam jeszcze brata i siostrę).

Pewnego dnia odwiedziłem go w klasztorze w Krakowie. Czekając na niego przed rozmównicą, zobaczyłem tablicę z informacjami o męczennikach zamordowanych w Peru: Michale Tomaszku i Zbyszku Strzałkowskim. Miałem wtedy 17 lat, skończyłem szkołę średnią (u nas kończy się ją wcześniej).

Przypomniałem sobie, że w sierpniu 1991 r. mówili o nich w polskich Wiadomościach (łapaliśmy przy granicy). Bardzo nas to z rodzicami poruszyło, bo byli tacy młodzi… Nie mogliśmy zrozumieć – za co? W Krakowie zrodziła się we mnie chęć spróbowania.

Myślałam, że to głównie wpływ brata.

Brat był bardzo przeciwny. Mówił: popatrz, po drugiej stronie placu Wszystkich Świętych są dominikanie. Tuż obok, na Loretańskiej – kapucyni.

Dywersja! (śmiech)

Przy kościele Mariackim – jezuici. Przecież nie musisz iść akurat tu! Miałem głębokie przekonanie, że powinienem iść drogą tych męczenników i jechać na misje. Nie chciałem być kapłanem, tylko bratem zakonnym. Byłbym użyteczny, wykonując zwykłe prace domowe.

Ojciec magister w nowicjacie powiedział mi jednak, że jako mój wychowawca absolutnie się na to nie zgadza. I że jeśli nie pójdę do seminarium, zlekceważę powołanie, którym mnie Bóg obdarował. Odpowiedziałem: ja zupełnie inaczej to rozeznaję. A on: dzisiaj powinieneś słuchać, a nie udowadniać osobiste przekonania.

Wstąpiłem do seminarium i przez pierwsze pół roku bardzo się męczyłem. W domu rozmawialiśmy po polsku, ale języka polskiego, w tym gramatyki, nigdy się nie uczyłem. Trudności mnie dołowały. Przeżywałem brak wiary w to, że dam radę.

Z czasem studia zaczęły mi się podobać. Kosztowałem historii Kościoła, patrologii, metafizyki… Odkrywałem nieznane bogactwa.

Ojciec Biskup przyjął święcenia w Petersburgu. Jak wyglądały studia w Rosji?

Przez 4 lata mieszkałem w klasztorze, gdzie było nas 18 chłopaków. Warunki były bardzo skromne. Studiowałem w seminarium diecezjalnym, kleryków było mniej więcej 100. Zakony miały umowę z biskupem, że będzie jedno, wspólne seminarium. Cały skład profesorski stanowili obcokrajowcy, a rektorem był Sługa Boży ks. Bernardo Antonini.

Klerycy pochodzili z obszaru całego ZSRR, np. z Gruzji, z Kazachstanu, z Ukrainy, z Białorusi. W ateistycznym kraju ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów. Jakbyśmy byli z innej planety. Formacja przygotowywała nas do innej pracy niż tu w Polsce. Wrzuceni w środowisko ateistyczne mieliśmy organizować choćby malutkie wspólnoty chrześcijańskie.

W Polsce kapłaństwo nobilitowało, zwłaszcza na wsi. W postsowieckiej Rosji – odwrotnie?

Byliśmy czasem dyskryminowani, a nawet prześladowani. Jako obcokrajowcy musieliśmy co pół roku wyrabiać nowe dokumenty. I oddawać krew do zbadania, czy nie jesteśmy chorzy na AIDS. To było bardzo poniżające. Milicjanci legitymowali nas na ulicy i wyśmiewali. Pytali, czy jesteśmy chorzy, czy czegoś nam brak itp.

Mimo tylu przeciwności w Mościskach jest dużo powołań. Z czego to wynika? 

W miasteczku i okolicznych wioskach mieszka 3 tysiące katolików. Wszystkich powołań od 1991 r. jest około 40, a rodzin takich jak nasza, gdzie dwóch synów zostało księżmi – jest kilka. Dziewczyny szły do zakonów.

Myślę, że to owoc mocnego, polskiego środowiska. katolickiego. My, Polacy, mieliśmy tylko Kościół. I on pomógł nam zachować polską tożsamość. Doświadczyliśmy wielu przykrości, poniżających gestów ze strony władzy sowieckiej. Długotrwałe cierpienia przyniosły owoce.

Ojciec Biskup zna relacje polsko-ukraińskie. Jak się u nas czują przybysze z Ukrainy?

W związku z brakiem pracy i wojną szukają tu ratunku. Zdecydowana większość z nich doświadczyła gościnności, uprzejmości i zmieniła podejście do Polaków. Zdarzają się przypadki złego traktowania, ale we Włoszech, w Hiszpanii jest tak samo.

Przy tej ilości obywateli Ukrainy (w tym studentów, którzy korzystają ze stypendiów państwowych), to jest bardzo duża pomoc. Niestety, my jako Kościół na tym tracimy, bo młodzi nie chcą wracać. Czują się w Polsce jak w domu, widzą tu przyszłość, perspektywę rozwoju.

Ilu katolików wyznania rzymskokatolickiego mieszka na Ukrainie?

Około miliona. Oficjalnie kraj ma 42 mln mieszkańców. 12 mln wyjechało w ciągu ostatnich 5 lat.

Od pewnego Ukraińca słyszałam, że falę migracji spowodowała zmiana prawa mieszkaniowego i wysokości opłat. To prawda?

Opłaty są u nas takie, jak w Europie; zarobki o wiele niższe. Dla porównania – emerytura moich rodziców, obojga, wynosi 3 tysiące hrywien. To około 100 euro. W przeliczeniu – jakieś 450 zł.

Całe życie pracowali. Muszą za to opłacić rachunki, kupić jedzenie, leki. Już nawet nie mówię o tym, że trzeba się w coś ubrać, coś kupić do domu. Taka jest sytuacja większości Ukraińców.

Najmłodszy biskup katolicki świata jest Ukraińcem? Jak się miewa?

Dobrze (śmiech). Dostałem nominację w wieku 38 lat, jak Karol Wojtyła. Taki jest Kościół katolicki na Ukrainie w czasach poradzieckich. Jesteśmy pokoleniem, które urodziło się w Egipcie – Związku Radzieckim. I z Egiptu wyszło.

Większość kapłanów i osób konsekrowanych jest mniej więcej w moim wieku. U nas nie czuję, że jestem taki młody. W Polsce reakcje są inne. Niektórzy biskupi mają wątpliwości, czy na pewno jestem biskupem.

Dzięki młodemu wiekowi mam łatwość komunikacji z młodzieżą, z dziećmi. Uwielbiam spotkania z nimi. Dialog nie wymaga wysiłku; jestem w stanie operować ich pojęciami, na ich poziomie. Natomiast kiedy jestem na zebraniu naszego Episkopatu, gdzie wielu biskupów jest starszych ode mnie, staram się w ich gronie odnaleźć i nabierać doświadczenia.

Tradycyjnie autorytet wiązał się z wiekiem. Dziś nie wystarczy już sam autorytet urzędu, a i wiek nie pomaga. Jestem ciekawa, jak sobie Ojciec Biskup radzi?

Najważniejszym świadectwem dla ludzi jest obecność. Trzeba być z nimi w każdej sytuacji. Nie tylko w tych radosnych. Drugą rzeczą jest miłość. Jeśli przyjeżdżam do parafii, w której jest konflikt, staram się usłyszeć wszystkich. Obiektywnie szukać dobrego rozwiązania. Ludzie to cenią. To buduje autorytet.

Powiedziała pani, że nie wystarczy urząd czy funkcja. Bycie biskupem nie gwarantuje autorytetu. Autorytet nie jest przypisany. Wiąże się z miłością.

Na ile można mieć „luz”, będąc młodym biskupem?

Gdy nim zostałem, nic się nie zmieniło. Chodzę na zakupy, myję samochód… Ludzie mogą mnie spotkać na przystanku albo w tramwaju. Kiedyś pojechałem do sklepu budowlanego po śrubki i w drzwiach minąłem się z zastępcą prezydenta Miasta Lwowa. Był tam z oficjalną delegacją z Polski (chyba chciał im pokazać markety na Ukrainie…).

Przedstawił mnie jako biskupa. Panowie popatrzyli na mnie z przerażeniem, a ja stałem ze śrubkami w ręku i nie mogłem zrozumieć, o co chodzi. Nic nadzwyczajnego nie zrobiłem.

Dla mnie jest bardzo ważne, żeby zostać sobą. Normalnym, dostępnym człowiekiem. Nigdzie się nie chowam. Jak głoszę kazania czy siadam w konfesjonale, mówię o tym, czym na co dzień żyję. Słuchając rozmów w tramwaju, wiem, jakie mają problemy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail