Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
niedziela 17/01/2021 |
Św. Antoniego
home iconStyl życia
line break icon

Trzeba być szalonym, by pracować w szkole? Oto, dlaczego zostałam nauczycielką

NAUCZYCIELKA

Laika Notebooks/Unsplash | CC0

Marta Piotrowska - 15.10.19

Swoje życie oddałam na służbę innym, świadomie i dobrowolnie. Z tym egzystencjalnym akcentem padającym na słowo "służba".

Mogłabym powtórzyć za Zbigniewem Herbertem, że „nie mogę przypomnieć sobie jego twarzy”. Jednak ja doskonale pamiętam oblicza, postury, ulubione powiedzonka i złośliwe uwagi moich nauczycieli ze szkoły podstawowej i średniej. Zdarza się, że powracające wspomnienia z tamtych czasów nie są zbyt miłe. Szukam w pamięci tych dobrych scen pod tablicą, tych słów rodem z sesji terapeutycznej, tych pogodnych oczu zwiastujących wiarę we mnie. Wracam do autorytetów, do tych pięknych personalnych wzorców, dzięki którym wybrałam trudną drogę nauczyciela. Doceniając trud jednych, powinnam podziękować też i tym, którzy swoim zachowaniem nie zniechęcili mnie do szkoły i mojego zawodu.

Docenić trud

Cóż to były za lekcje języka polskiego w liceum! Pani profesor nie przestawała mówić – od momentu wejścia do sali aż do dzwonka. Rozradowana obecnością 36-osobowego audytorium nieustannie coś opowiadała jakby sobie samej. Grała monodram, a my przeżywaliśmy swoje dramaty. Mówiła pięknie, płynnie, żywo o tych, którzy wypisali się i umarli. Często nie podawała tematu lekcji, płynęła na samotnej łódeczce po tym bezkresnym literackim oceanie.

Była cudownie chaotyczna, poetycko niedzisiejsza, niczym postać wymalowana z obrazów Chagalla – unosiła się nad profanowaną przez nas potrzebą obcowania z nieszkodliwymi dziwakami. Dziś stwierdzam z niekłamanym zadowoleniem, że często ją przypominam, że jestem podobnie zafiksowana i że dobrze mi z tym. Po 13 latach pracy przy tablicy szkolnej, po tych wszystkich mianowaniach i dyplomowaniach wiem jedno – nie potrafiłabym robić nic innego.

W dzieciństwie często bawiłam się w nauczycielkę, robiłam fikcyjne sprawdziany, a na liście uczniów znajdowali się moi znajomi. Uwielbiałam stawiać oceny do dziennika, prowadziłam lekcje, mówiłam do niewidzialnych słuchaczy. Ponieważ ta „choroba” postępowała, zdecydowałam się na studia pedagogiczne. I wcale nie obchodziły mnie przestrogi w stylu „obyś cudze dzieci uczyła”. Swoje życie oddałam na służbę innym, świadomie i dobrowolnie. Z tym egzystencjalnym akcentem padającym na słowo „służba”. Ponieważ z ekonomicznego punktu widzenia mój zawód jest zajęciem czysto misyjnym, wiem, że tylko naprawdę szalony człowiek kochający ludzi obroni się i przetrwa we współczesnej szkole.

Obyś cudze dzieci uczył?

Albowiem szkoła to taki duży edukacyjny lazaret, w którym obecnie przepełnione są oddziały chorych na wiedzę pacjentów. System opieki stara się, jak może, by to miejsce nie stało się umieralnią niepełnoletnich talentów. Nauczyciele – specjaliści codziennie są gotowi na swój obchód, przeprowadzają wywiady, stawiają diagnozy, pochylają się nad receptami – wszystko po to, by dobrać odpowiednie metody na uczniowskie bziki. Co rusz pojawiają się trudne przypadki, nowe wyzwania. Mało tego, trzeba jeszcze umieć rozmawiać z rodzicami buntujących się pacjentów, informować na bieżąco o postępach ich leczenia, a przecież wiadomo, że dojrzewanie musi boleć.

Gdy studiowałam, moi profesorzy zapomnieli mi powiedzieć, że praktykujący polonista nie będzie tym szczególnie namaszczonym, pobłogosławionym, wybranym z najlepszych na Parnasie, szanowanym za to tylko, że jest „najwyższym z czujących”. Bo w szkole trzeba być twardym żandarmem maszerującym do klasy w takt ministerialnych melodii? Bo w szkole trzeba przywdziać mundur uszyty z podstawy programowej, a umysły uczniów otwierać kluczem opracowanym przez komisje egzaminacyjne? Bo każdego ranka tuż po przebudzeniu nauczyciel musi odmówić modlitwę do Świętego Przetrwania? Bo trzeba uciec z pokoju nauczycielskiego, zejść z oczu dyrekcji, by przypadkiem nie przypomnieć o swoim istnieniu? Czy jest na to wszystko sposób…?

Szkoła przypomina dziś świątynię paradoksów, dlatego chyba nie mogą pracować w niej „normalni ludzie”. Bycie nauczycielem to ciągłe poszukiwanie lekarstwa na swoje i uczniowskie wariacje. Tylko szaleńcy z dziennikiem pod pachą idą na własną odpowiedzialność do sal lekcyjnych.  I nie muszą wskakiwać na ławki ani wyrywać kartek z podręczników do literatury jak prof. Keating ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”.

Romantycznie

Wystarczy, że „mają serca i patrzą w serca” , czasem tak głupio i romantycznie. Nauczyciel z pasją widzi w uczniu człowieka, a nie ofiarę systemu, na którą jest skazany. Nauczyciel z pasją wie, że ta pasja to trud, droga przez mękę szczególnie wtedy, gdy od obcowania z kulturą wysoką jest ważniejszy wynik procentowy na maturze.

Ale jak aktor zagra dla choćby jednego widza, tak nauczyciel przychodzi z ogromną wiarą w to, że ocali choć jedno słowo z zapomnianego słownika, choć jedno czułe serce przeniesie nad zgliszczami cywilizacji do lepszego świata. Jest tak szalony, że po lekcjach, gdy juz ciemno i można schować się pod kołdrą narzekań i marudzeń, skrzykuje kilkadziesiąt nieletnich podobnych mu już szaleńców i jedzie z nimi do innego miasta na spektakl.

A w drodze powrotnej ze zdziwieniem znów odkrywa, że licealista i nauczyciel po godzinach też mają ze sobą wiele wspólnego. Niesiony tym wspaniałym doświadczeniem zakłada szkolną grupę teatralną, wystawia z uczniami autorski spektakl, choć wszyscy dookoła pukają się w czoła, nazywając go „nienormalnym”. I ociera ukradkiem łzę wzruszenia, gdy po raz kolejny widownia wypełnia się po brzegi młodymi ludźmi, gdy znów dał uczniom to, co otrzymał od Pana Boga – siebie samego… Normalnie wariat!


NAUCZYCIEL ROKU

Czytaj także:
Wyłoniono Nauczyciela Roku 2019. Wśród wyróżnionych ksiądz katecheta


OJCIEC I SYN

Czytaj także:
Nauczyciel adoptuje chorego ucznia. „Chcę zasłużyć na tytuł taty”


SMARTPHONES

Czytaj także:
Jak budować dobrą relację z nauczycielem twojego dziecka?

Tags:
misjanauczanienauczycielszkoła
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
TUDO SOBRE MINHA MÃE
Jak rozbroić histerię dziecka za pomocą jedne...
ŚRODA POPIELCOWA
Vaticannews.va
Zmiana w liturgii Środy Popielcowej. Kard. Sa...
WYROK WYKONANY, LISA MONTGOMERY
Aleksandra Gałka
Lisa Montgomery jednak stracona. Apele adwoka...
ZNANE OSOBY, KTÓRYCH DZIECI SĄ CHORE
Redakcja
12 znanych osób i ich dzieci z niepełnosprawn...
RĘKA SYPIĄCA PIASEK
Piotr Bogdanowicz
Grzechy, które wołają do samego Boga. Są taki...
DUSZE CZYŚĆCOWE WEDŁUG MISTYCZEK
Roberta Sciamplicotti
Dusze czyśćcowe według 13 mistyczek: są smutn...
Piotr Jarosiewicz
Ksiądz mówi do mamy: kocham cię. Matka na to:...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail