Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Przyśnił mi się Ojciec Pio”. Gdy przyśni ci się święty… Co to może oznaczać?

SEN
Fer Gregory | Shutterstock
Udostępnij

Ojciec Pio taki właśnie jest. Potrafi żartować i mieć dystans do siebie, a jednocześnie traktuje sprawy Boże bardzo poważnie i solidnie. Z siebie daje żartować, ale z Boga – nigdy. I myślę, że to dla nas wyzwanie!

Małgorzata Cichoń: Czy to prawda, że do włoskiego San Giovanni Rotondo coraz częściej przyjeżdżają pielgrzymi, mówiąc: „Przyśnił mi się Ojciec Pio”?

Br. Błażej Strzechmiński OFMCap: To prawda! Od końca lat 90. XX wieku coraz więcej osób przybywających do miejsca, gdzie żył nasz święty współbrat, dzieli się z tamtejszymi kapucynami informacją, że regularnie lub co jakiś czas śni im się Ojciec Pio.

Śni się tym ludziom w bardzo konkretnych odsłonach ich życia, mówiąc o problemach, dając wskazówki i rady, a także zalecając – w duchu ekspiacji lub dziękczynienia – żeby udać się do San Giovanni Rotondo i o tym opowiedzieć. Od 10-15 lat odnotowujemy bardzo wiele takich relacji.

Czytaj także: Niezwykłe zdjęcia: młody ojciec Pio z widocznymi stygmatami

Co to może oznaczać?

Sam zacząłem się nad tym zastanawiać i to sprowokowało mnie do pochylenia się nad tajemnicą snu, zwłaszcza w odniesieniu do św. Ojca Pio. Czy miał jakieś znaczące sny i czy niosły one za sobą profetyczne przesłania? Czy mógł je lekceważyć? Czy opowiadał o własnych snach? Czy za swojego ziemskiego życia śnił się komuś?

Podobne pytania otwierają esej, który rozpoczyna książkę „Przyśnił mi się Ojciec Pio”. Wyszła spod Brata ręki i jest „trochę inną” biografią świętego kapucyna… No więc, po co są te sny?

Zacznijmy od tego, że sny w Biblii mają znaczenie. Bóg nieraz poprzez sen objawia przesłanie, które może pozytywnie wpłynąć na czyjąś decyzję, np. wybór drogi życiowej. Wspomnijmy na sny Abrahama, Józefa Egipskiego, Daniela czy Józefa, oblubieńca Maryi. Do tego ostatniego Anioł przychodzi we śnie i mówi mu: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 20-21).

W przypadku św. Ojca Pio znamy historię z 20 września 1918 r., kiedy podczas dziękczynienia, tuż po odprawieniu Eucharystii, kapucyn zasnął na chórze zakonnym. Wtedy świętemu objawił się Serafin, dokonując stygmatyzacji.

Istnieje źródłowa relacja z tego wydarzenia…

W jednym ze swoich listów Ojciec Pio opisuje: „Uległem senności podobnej do słodkiego snu. Wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne zmysły, a nawet same władze duszy były pogrążone w niebywałym spokoju. Absolutna cisza otoczyła mnie i ogarnęła. Nagle zostałem napełniony wielkim pokojem i przyzwoleniem na zupełne pozbawienie wszystkiego i uśpienie w tej katastrofie.

Wszystko zdarzyło się błyskawicznie. Podczas gdy to się odbywało, zobaczyłem przed sobą tajemniczą osobistość podobną do tej, którą widziałem wieczorem 5 sierpnia. Jedyna różnica polegała na tym, że jej ręce i stopy oraz bok ociekały krwią. Ten widok mnie przeraził, to, co odczułem w tamtej chwili jest nie do opisania.

Czułem, że umieram i umarłbym, gdyby Pan nie wkroczył i nie wzmocnił mego serca, które wyrywało się z piersi. Wizja owej osobistości zniknęła, a ja zobaczyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i ociekały krwią”.

Wraz ze stygmatami otrzymanymi we śnie, Ojciec Pio zyskał specjalną misję?

Odtąd będzie głosił Chrystusa ukrzyżowanego. Otrzymał misję świadczenia, iż warto „kochać i cierpieć, cierpieć i kochać”. Praktycznie realizował ją poprzez posługę duszpasterską, zwłaszcza w konfesjonale, gdzie przez kilkanaście godzin dziennie uwalniał penitentów z pułapek szatana.

Wielu osobom kapucyn służył kierownictwem duchowym, jak również troszczył się o chorych i cierpiących (założył bardzo nowoczesny szpital w San Giovanni Rotondo) oraz nieustannie modlił się za będących w potrzebie.

Czytaj także: O. Pio o Jezusie i „miłosnym żarcie” [fragmenty listu]

Przypominam sobie ważny sen w Biblii, będący u źródeł naszego stworzenia. Czytamy w Księdze Rodzaju, że Pan Bóg wprowadza pierwszego człowieka w „głęboki sen” i wtedy dokonuje szczególnej „operacji”: bierze żebro, by zbudować z niego kobietę. Ów biblijny „głęboki sen” to jakby powrót do „niebytu”, by samotny człowiek (słowo hebrajskie adam wyraża pojęcie zbiorowe rodzaju ludzkiego, ale nie ma jeszcze mowy o określonej płci) obudził się mężczyzną i kobietą… Ciekawie pisze o tym św. Jan Paweł II w „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”.

Można powiedzieć, że u początku człowieka jest tajemnica snu. W Biblii można ją różnie tłumaczyć. W tym śnie, o którym czytamy w Księdze Rodzaju, mowa nie tylko o powrocie do niebytu, choć o tym również. Sen to także jakaś zapowiedź śmierci, „przejścia na drugi brzeg”.

Można powiedzieć, że Ewa, która powstaje z żebra Adama podczas jego snu, jest zapowiedzią tego, iż miłość kosztuje i wymaga ofiary życia. Pierwszy człowiek nie znalazł dla siebie stosownej pomocy wśród różnych stworzeń, jakie mu przyprowadzał Stwórca. Bóg wyprowadza więc kobietę spod serca Adama. Żebro jest kością, która ochrania to, co najcenniejsze i dlatego właśnie z niej Bóg wyprowadza niewiastę. Za miłość do Ewy i dla niej – Adam będzie musiał cały czas umierać.

Wiemy, że Adam nie zdał egzaminu, ale uczynił to potem Chrystus…

Kościół, w figurze Maryi (nowej Ewy) oraz umiłowanego ucznia Jana, rodzi się z przebitego boku Chrystusa, w momencie śmierci Zbawiciela. Tak jak w Księdze Rodzaju, tak i na Golgocie, jest otwarty bok. Z przebitego Serca Jezusa rodzi się Kościół.

Oczywiście, nie każdy sen jest znaczący i głęboki, niektóre są po prostu odreagowaniem psychiki. Ale wróćmy do snów, w których pojawia się Ojciec Pio. One stały się impulsem, by opowiedzieć historię świętego od niekonwencjonalnej strony?

To była dla mnie prowokacja myślowa. Nie spotkałem literatury, która by mówiła, o czym śnił o. Pio. Czytałem o jego marzeniach, tęsknotach, pragnieniach, natomiast o snach nie.

Starałem się więc dojść do tego, co działo się w życiu świętego od tej strony, jak przeżywał i traktował sny. Odkryłem, że czasem potrafił się z nich śmiać, a innym razem przejmował się nimi. Sam opowiadał o swoich snach. Śnił się innym, co było jakąś formą komunikacji.

W książce opisuje Brat, jak stygmatyk przyśnił się pewnemu filozofowi…

A dokładniej swojemu współbratu, o. Basilio z Mirabello Sanntico. Temu doktorowi filozofii, profesorowi i dyrektorowi kapucyńskich kleryków przyśnił się… proces beatyfikacyjny Ojca Pio.

Gdy to zrelacjonował stygmatykowi, ten żartował w liście z 8 stycznia 1918 r.: „Czy wiesz Basilio, że Twój sen zrobił na mnie ogromne wrażenie? Bo gdybyś to Ty był Pontifex in temporibus illis (czyli „Papieżem” – wyjaśnia redakcja) w moim procesie beatyfikacyjnym, nie miałyby prawa pojawić się żadne trudności, ponieważ byłyby Ci znane cnoty i cuda. Pozostałoby tylko rozstrzygnąć sprawę oprawy muzycznej, nieprawdaż? Bawi mnie, za każdym razem coraz bardziej, gdy zastanawiam się nad imieniem, jakie byś przyjął”.

W kolejnym liście święty, który słynął ze swojego poczucia humoru, kontynuuje nawiązania do snu współbrata. Zastanawia się, czy wybór filozofa na papieża byłby rzeczywiście właściwy, bo „miłośnicy mądrości” rzadko zostają prawdziwymi ascetami, a jeszcze rzadziej mistykami. I dlatego ma wątpliwości, co do wymaganych od nich kwalifikacji duchowych, potrzebnych do poprawnego przeprowadzenia procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych.

Ojciec Pio zastanawia się, czy zatem nie musiałby wówczas zaskarżyć swej beatyfikacji i sam stanąć w obronie własnej świętości.

Czytaj także: Czy katolik powinien wierzyć w sny? Piękne wytłumaczenie księdza Grzywocza

O. Basilio nie został papieżem, ale na następcę św. Piotra wybrano innego filozofa, a zarazem mistyka!

„Autor” snu zmarł w 1965 r., nie doczekawszy spełniania „proroctwa”. Wypełniło się po ponad 80 latach. 2 maja 1999 r. Ojciec Pio został ogłoszony błogosławionym, a trzy lata później świętym. Działo się to za pontyfikatu św. Jana Pawła II, który był filozofem i etykiem, a równocześnie prawdziwym ascetą i mistykiem.

Dlaczego Ojciec Pio jest wciąż tak popularny, że rozmawiamy nawet o jego snach?

Wydaje się, że z jednej strony przyczyną tej „popularności” jest jego bardzo ludzkie oblicze: w jakiejś mierze przypomina każdego z nas. A z drugiej strony przyciąga – jak dzisiaj większość mistyków – darami mistycznymi.

Stygmaty są – proszę wybaczyć kolokwializm – „rzepem”, który wabi innych do Ojca Pio. Dary mistyczne to ogromna tajemnica Pana Boga, wprowadzająca nas w inny świat i wrażliwość. To jakby odkrycie Ameryki, ale w świecie duchowym. Tak jak Kolumb, który zobaczył rzeki i góry, których nigdy wcześniej nie widział, spotkał ludy i usłyszał języki, jakich wcześniej nie znał.

Tak samo mistyk objawia nam wymiary, których my, zwykli śmiertelnicy, często nie doświadczamy albo nie zdajemy sobie sprawy, że one w ogóle istnieją.

Poznałam Brata w czasie Targów Książki, więc przy okazji zapytam, czy to prawda, że publikacje mistyczne dobrze się sprzedają?

Jest zainteresowanie zjawiskami mistycznymi – to na rynku wydawniczym wciąż niegasnąca nić komunikowania się ze współczesnym człowiekiem. Człowiekiem, który z jednej strony gubi duchowość, z drugiej – poszukuje nadzwyczajności.

Stygmaty plasują się między tą nadzwyczajnością, a zarazem, gdy w ten znak wczytamy się głębiej, pokazują oblicze Boga, który tak kocha, że upodabnia człowieka do Siebie.

Do świętych przyciągają nas nadzwyczajne zjawiska, a równocześnie świętość to jest codzienność, zwyczajność?

To między innymi umiejętność słuchania, pokora, prostota życia i przeżywanie siebie takim, jakim się jest. Świadomość swoich słabości, ograniczeń… i nieukrywanie tego – bycie sobą.

Ojciec Pio taki właśnie jest. Potrafi żartować i mieć dystans do siebie, a jednocześnie traktuje sprawy Boże bardzo poważnie i solidnie. Z siebie daje żartować, ale z Boga – nigdy. I myślę, że to dla nas wyzwanie!

Br. Błażej Strzechmiński OFMCap – ma 50 lat, pochodzi z Łowicza i należy do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów prowincji krakowskiej. W tym roku obchodzi 20-ecie święceń kapłańskich. Studiował m.in. na Papieskim Uniwersytecie „Antonianum” w Rzymie. Jest autorem wielu artykułów poświęconych św. Ojcu Pio. Wykłada teologię duchowości w WSD Braci Mniejszych Kapucynów w Krakowie. Znany jest również z działalności rekolekcyjnej i kaznodziejskiej. Od 2018 r. pracuje w Domu Rekolekcyjnym w Tenczynie jako jego wikary i wicedyrektor.

Czytaj także: Nadprzyrodzone sny ks. Jana Bosko. Najgorsza jest wizja piekła

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail