Aleteia

Kwarantanna wysoko wrażliwych. Jak radzić sobie w tym trudnym czasie?

OKO
Loris Marie/Unsplash | CC0
Udostępnij

Termin „osoba wysoko wrażliwa” jest stosunkowo nowy, ale konstytucja psychiczna, jaką opisuje, stara jak świat. Wysoko wrażliwi to ci, którym zawsze było trudno. Teraz znaleźli się w grupie tych, którym jest jeszcze trudniej.

Możliwe, że to często ci sami, o których prof. Kazimierz Dąbrowski, twórca koncepcji dezintegracji pozytywnej, pisał „nadwrażliwi” w poruszającym wierszu-pozdrowieniu:

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
za niepewność wśród jego pewności.

Zresztą termin „osoba wysoko wrażliwa” jest stosunkowo nowy, ale konstytucja psychiczna, jaką opisuje, stara jak świat. Wysoko wrażliwi to ci, którym zawsze było trudno. Teraz znaleźli się w grupie tych, którym jest jeszcze trudniej.

To ci, którzy i bez koronawirusa odczuwali przytłoczenie i wyczerpanie, bo zbierali z otoczenia wszelkie bodźce jak hiperczuły radar zbudowany przez najlepszych badaczy z NASA. „Bądźcie pozdrowieni / za to, że odczuwacie niepokój świata” – dziś jest o wiadomościach ciemnych jak smoła, które wlewają się wszystkimi kanałami. I niepokój może stać się treścią posiłków i snów, aż do poczucia kompletnego paraliżu.

 

Empatyczne anteny

Inaczej dziś brzmią słowa:

Bądźcie pozdrowieni
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
za wasz lęk przed bezsensem istnienia.

Niewidzialny wirus, który może być wszędzie, staje się brudem nie do zmycia – z rąk, klamek, zakupów, kluczy, mimo że chciałoby się w poczuciu odpowiedzialności za wszelką cenę nie przynieść choroby do domu i nie narazić bliskich na cierpienie. I nagle w poczucie kruchości istnienia trzeba wpisać jeszcze więcej znaków zapytania i podejmować więcej wyborów, które i w zwykłym życiu wyczerpywały. Pochłaniały zasoby przez poczucie nadodpowiedzialności, winy, a często i niewystarczalności, by „dawać radę” i nikogo nie zawieść.

To ci, których empatyczne anteny biegły myślami za mijanymi ludźmi. Pozdrawiał ich Dąbrowski: „Bądźcie pozdrowieni / za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych”. Oni wiedzą dobrze, że statystyki opisują konkretnych ludzi i ich bliskich, jeśli takich mieli, ale nie opisują tego, co tamci przeżywają lub przeżywali.

 

Czuła obecność

Pozdrowieni w wierszu „za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich / za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami” – dziś przeżywają spełnienie swoich lęków, że więzi zabierze katastrofa, w oglądanych oczami wyobraźni czarnych scenariuszach, od zawsze spodziewanych. Fizyczne oddalenie, dni zamieniające się w wieczność. Obawa, czy poznam ludzi, których przez tyle czasu nie będę widzieć (nawet jeśli znamy się choćby całe życie), gdy wróci czas spotkań twarzą w twarz.

Może to ci sami, którzy nie dawali rady być „zdrowymi w chorym świecie”, jak w swojej przejmującej modlitwie na pustym placu św. Piotra powiedział Franciszek, a Dąbrowski napisał: „Bądźcie pozdrowieni / za to, że jesteście leczeni, zamiast leczyć innych”. Może warto przystanąć przy tym leczącym wpływie, jaki ci szczególnie wrażliwi mogą światu dać. Ową często nieuświadomioną w sobie delikatność i czułość, która potrzebna będzie coraz bardziej. Coraz mniej pomocne będzie doradzanie, by wziąć się w garść albo opowiadanie, że będzie dobrze. Gdy już się przekonamy, że nie możemy zaraz wrócić do „starego” lub skończyć studiów online na Harvardzie, bardzo będzie potrzebna czuła obecność i wrażliwe wysłuchanie od tych, którzy umieją to robić.

 

Co mogę dać światu

Wrażliwi teraz bardziej potrzebują opiekować swój lęk, choć trudniej może im być opiekować się sobą, gdy tylu wokół ludzi do zaopiekowania. Trudniej może im być znajdować chwile wyciszenia i rozluźnienia, by zorientować się, w jakim miejscu się jest i by wrażliwe systemy odetchnęły. A jednak potrzebują to robić, by nie zabrakło im zasobów do funkcjonowania. Stawiać parawany wiadomościom ze świata podawanym co chwila. Potrzebują też wiele cierpliwości i dobroci do siebie samych, gdy mogą czuć się jeszcze bardziej zagubieni i nieadekwatni.

Wierzę głęboko, że wesprzeć może ich znalezienie tego, co mogą dać światu. I w konkrecie działania, i w dzieleniu się głęboko ludzkim, bezbronnym i autentycznym kawałkiem siebie. Bo może się okazać, że sklepów nie zamknięto i chleba nam nie braknie, ale głodni będziemy wspólnoty człowieczeństwa i wzajemnego współodczuwania.