Aleteia

Krótka historia konfesjonału. Psychologia i teologia w jednym meblu

GoneWithTheWind/Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Wiecie, że konfesjonał – jeden z najbardziej genialnych katolickich wynalazków – ma niewiele więcej niż 500 lat?

Psycholodzy w swoich gabinetach często ustawiają fotele pod kątem ok. 90º – żeby pacjent i terapeuta mogli, ale nie musieli patrzeć sobie w oczy. Przy trudnych, emocjonalnych rozmowach najwygodniej jest nie być zmuszonym do ciągłego kontaktu wzrokowego. Ale oczywiście trzeba mieć taką możliwość, no i trzeba się nawzajem dobrze słyszeć. To samo odkryli anonimowi wynalazcy konfesjonału.

O konfesjonałach (łac. confessionale od confiteri – wyznawać, spowiadać się) pierwszy raz wspomina synod w Sewilli w 1512 r. Konfesjonały upowszechniły się od Soboru Trydenckiego (1545-1563).

Jak ludzie powiadali się wcześniej? Tzw. spowiedź uszna narodziła się w V w. w Kościele iroszkockim. Wcześniej uważano, że człowiek po chrzcie w ogólnie nie powinien grzeszyć, ewentualnie dopuszczano jedną pokutę. Ponieważ spowiedź miała być prywatna, a nie publiczna, spowiadano się kapłanowi „na ucho” w jakimś wybranym miejscu w kościele, np. koło ambony albo przy ołtarzu.

Zawsze, kiedy przyglądam się jakiemuś konfesjonałowi – zwłaszcza zabytkowemu i pięknemu – dziwię się, ileż w tym meblu znajomości ludzkiej natury. I ile teologii! Ksiądz jest tu maksymalnie ukryty: wchodzi do środka, zamyka drzwiczki, a od penitenta oddziela go kratka. Jeśli się nie wierci ani nie wywiesza na zewnątrz fioletowej stuły, czasem nawet trudno go zauważyć. Kiedy klękam do spowiedzi, przez kratkę widzę tylko zarys jego głowy i sama jestem słabo widziana. Szafarz sakramentu jest w cieniu swojej roli. Wszystko po to, żeby na pierwszy plan wysunął się Ten, który odpuszcza mi moje grzechy i kolejny raz zapewnia mnie, że mnie kocha. Ważna jest też pozycja klęcząca, którą konfesjonał wymusza. Na kolanach łatwiej dostrzec swoje błędy i żałować za nie.

Jeśli podczas spowiedzi czerwienię się albo mam łzy w oczach, nikt tego nie zauważa – nawet ludzie stojący dwa metry ode mnie. Od otoczenia oddziela mnie ścianka, która ogranicza rozchodzenie się głosu. Można czasem zobaczyć istne cudeńka stolarskie, np. zagięcia albo fantastyczne rzeźbienia. Teraz raczej odchodzi się od zdobień, ale przez setki lat rzemieślnicy prześcigali się w nadawaniu konfesjonałom wymyślnych kształtów. Ornamenty służyły nie tylko upiększaniu. Na konfesjonałach umieszczano motywy pasyjne i pokutne, wizerunki patronów dobrej spowiedzi, pouczające inskrypcje. Św. Karol Boromeusz w wytycznych dotyczących budowy konfesjonałów zalecał, żeby penitent miał przed sobą wizerunek Jezusa ukrzyżowanego.

Wiadomo, że z dźwiękoszczelnością konfesjonałów bywa różnie, zwłaszcza kiedy trzeba przekrzykiwać grające organy albo kiedy spowiadający się albo spowiednik kiepsko słyszy. Stąd wzięły się pomysły na parlatoria – pokoje przeznaczone do swobodnej rozmowy podczas spowiedzi.

Takie rozwiązanie ma swoich entuzjastów, nawet wśród osób, które nie mają problemów ze słuchem, mową czy klęczeniem. Jeśli ktoś woli się spowiadać podczas niespiesznej, przyjacielskiej rozmowy, to oczywiście może to robić. Chyba coraz więcej osób ceni sobie taką spowiedź i potrafi przejechać pół miasta, żeby spotkać się ze stałym spowiednikiem. Jednak warto zauważyć, że spowiedź w konfesjonale stojącym w kościele jest prostsza i bardziej dostępna. Dużo łatwiej jest uklęknąć przy kratkach niż umówić się z księdzem, udać się z nim do osobnego pokoju itd.

Najpraktyczniejsze są konfesjonały-dziuple, z zamykanymi drzwiami. Taki mebel powinien mieć jednak porządną wentylację. Problematyczny może być też rozmiar takiego olbrzyma, który może przytłoczyć wnętrze kościoła.

Kłopoty z głośnością pojawiają się najczęściej wtedy, kiedy ktoś spowiada się w czasie mszy św. Jest na to jedno rozwiązanie – trzeba przystępować do tego sakramentu kiedy indziej. To raczej apel do księży, żeby siadali w konfesjonałach co najmniej pół godziny przed mszą, i nie tylko w niedziele. Bywam w różnych kościołach i widzę, że spowiednik przesiadujący w konfesjonale raczej nigdy się nudzi.

* Korzystałam z „Encyklopedii katolickiej”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail