Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jesteś głodny szczęścia? Regina Brett podpowiada, co Cię nasyci [wywiad]

REGINA BRETT
PAP
Udostępnij

Recepta Reginy Brett na szczęście? Zadbać o siebie, skończyć z byciem superbohaterem, doceniać drobne radości… Łatwo powiedzieć? Tak, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć!

Dzieciństwo, które nie płynęło mlekiem i miodem, przemoc, samotne rodzicielstwo, nowotwór… Ze wszystkiego była w stanie się otrząsnąć i z podniesionym czołem idzie dalej. I dlatego dziś jest inspiracją dla czytelników na całym świecie. Z okazji premiery najnowszej książki, Regina Brett opowiada Marcie Januszewskiej, dlaczego czasem warto powiedzieć: nie ma mnie dla innych, zrezygnować z bycia superbohaterem i stworzyć własny słoik szczęścia.

 

Marta Januszewska: Musisz chyba bardzo cenić polskich czytelników, skoro Twoja książka „Kochaj” ma światową premierę właśnie nad Wisłą. Czy jest jakaś cecha Polaków, która według Ciebie nas wyróżnia?

Regina Brett: To z pewnością wytrzymałość. Kiedy pomyślę sobie o tym wszystkim, przez co przeszliście… Wystarczy wziąć pod uwagę krótki okres od wybuchu II wojny światowej i potem PRL. Ten kraj potrafił się odrodzić, jest pełen życia i siły, i z tak mocnym poczuciem tożsamości. Pierwszy raz przyjechałam tu ponad trzy lata temu, zobaczyłam wtedy różne miejsca upamiętniające ofiary nazizmu i komunizmu. Pomyślałam wtedy: jesteście w stanie ciągle się podnosić, odbudowywać jako naród, jako państwo. To niezwykła zdolność.

Poniekąd spodziewałam się takiej odpowiedzi, bo ta cecha przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o Tobie.

Pewnie dlatego tak się świetnie dogadujemy! (śmiech)

 

Najpierw pokochaj siebie

Przekazujesz nam kolejny zestaw „lekcji życia”. Jest tu kilka stwierdzeń postawionych w zasadzie na przekór temu, co nam podpowiada świat dookoła. Na przykład wielu trenerów personalnych powie: wyjdź poza strefę komfortu, żeby się rozwijać. A Ty mówisz: niekoniecznie. Dlaczego?

Bo czasem musisz się schować w swojej strefie komfortu. Tak bardzo się wszyscy staramy zrobić to, co powinniśmy. Czasami musimy nakarmić siebie, swoją duszę. To może być błahostka: kawałek czekolady i zapalona świeca, ulubiona muzyka. Tak bardzo pochłania nas robienie rzeczy dla innych, że zaniedbujemy siebie. I chodzimy wygłodniali, a jak głodni to źli, poirytowani. I w tym kontekście myślę, że dobrze stworzyć sobie kokon. Dla mnie to na przykład kolorowanki, choć to może głupiutkie. Albo jeśli posłucham pięknej muzyki, choćby przez kilka minut, czuję, że się zrestartowałam. Bardziej się troszczymy o nasze gadżety niż o siebie. Co jakiś czas restartujemy komputer czy smartfon. A siebie? Też tego potrzebujemy. Dla mnie to przejaw troski o siebie, a nie egoizmu.

Mówisz, że jesteśmy „wygłodniali”, sama też przyznajesz w książce, że przez wiele lat byłaś zgłodniała miłości. Mnie się wydaje, że my teraz czujemy głód wielu rzeczy, we wszystkich prawie obszarach, także przyziemnych. Chcemy mieć wszystko, już. Niekoniecznie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy głodni miłości, uczuć.

To prawda, ludzie są głodni wszystkiego. A ten głód podszyty jest głodem miłości. U nas, w Ameryce, ludzie mają ogromne problemy z otyłością – jedzą za dużo, jedzą źle. A tak naprawdę są wygłodniali tego, by mieć znaczenie dla kogoś, by dobrze się czuć. Generalnie popadamy w przesadę, kiedy brakuje nam miłości. Choćby pracoholizm – dostanę awans, będę mieć więcej pieniędzy, będę kimś. Jeżeli naprawdę kochamy samych siebie, będziemy milsi dla innych, hojni, po prostu lepsi.

Ale dla wielu ludzi takie zwroty jak „najpierw pokochaj siebie”, jak tatuaże FLY (first love yourself), które młode dziewczyny noszą na nadgarstkach, to często tylko slogany. Powtarzamy je, ale nie wiemy, co robić, żeby stały się praktyką.

Moja książka jest pełna takich pigułek, małych rzeczy, które możesz zrobić dla siebie. Kiedy wstajesz rano, pierwsze, co możesz zrobić, to być wdzięcznym za nowy dzień, nowy start. Być może dlatego, że wyleczyłam się z raka, dla mnie każdy dzień jest cenny. Robię tak każdego poranka. A potem w łazience patrzę w lustro. Dawniej często bym narzekała: coś mi wyskoczyło, tu zmarszczka, włosy nie takie, starzeję się… Teraz już się nie krytykuję. Patrzę na siebie i mówię: kocham cię. To rzeczywiście przynosi zmianę. Tylko trzeba spróbować. Kiedy powiedziałam to pierwszy raz, nie mogłam spojrzeć w lustro! Długo trwało, zanim podniosłam wzrok z podłogi i spojrzałam sobie w oczy i powiedziałam: Regino, kocham cię taką, jaka jesteś. Ale to naprawdę pomaga. Trzeba tylko podejść do sprawy poważnie, to nie są żadne wygłupy. Kocham cię takim, jaki jesteś. Powiedz tak do siebie. Bez względu na wygląd, wiek, inteligencję. Dzisiaj będę cię kochać. Im bardziej zatroszczysz się o swoje wewnętrzne „ja”, tym lepszym będziesz pracownikiem, żoną, mężem, rodzicem. To wszystko będzie jak fale rozchodzące się od wrzuconego w toń kamienia.

Dlaczego warto skończyć z byciem superbohaterem? Czytaj dalej >>

Strony: 1 2 3

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail