Aleteia logoAleteia logoAleteia
niedziela 05/02/2023 |
Aleteia logo
Kultura
separateurCreated with Sketch.

Jesteś głodny szczęścia? Regina Brett podpowiada, co Cię nasyci [wywiad]

REGINA BRETT

PAP

Marta Januszewska - 19.11.17

Recepta Reginy Brett na szczęście? Zadbać o siebie, skończyć z byciem superbohaterem, doceniać drobne radości… Łatwo powiedzieć? Tak, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć!

Dzieciństwo, które nie płynęło mlekiem i miodem, przemoc, samotne rodzicielstwo, nowotwór… Ze wszystkiego była w stanie się otrząsnąć i z podniesionym czołem idzie dalej. I dlatego dziś jest inspiracją dla czytelników na całym świecie. Z okazji premiery najnowszej książki, Regina Brett opowiada Marcie Januszewskiej, dlaczego czasem warto powiedzieć: nie ma mnie dla innych, zrezygnować z bycia superbohaterem i stworzyć własny słoik szczęścia.

Marta Januszewska: Musisz chyba bardzo cenić polskich czytelników, skoro Twoja książka „Kochaj” ma światową premierę właśnie nad Wisłą. Czy jest jakaś cecha Polaków, która według Ciebie nas wyróżnia?

Regina Brett: To z pewnością wytrzymałość. Kiedy pomyślę sobie o tym wszystkim, przez co przeszliście… Wystarczy wziąć pod uwagę krótki okres od wybuchu II wojny światowej i potem PRL. Ten kraj potrafił się odrodzić, jest pełen życia i siły, i z tak mocnym poczuciem tożsamości. Pierwszy raz przyjechałam tu ponad trzy lata temu, zobaczyłam wtedy różne miejsca upamiętniające ofiary nazizmu i komunizmu. Pomyślałam wtedy: jesteście w stanie ciągle się podnosić, odbudowywać jako naród, jako państwo. To niezwykła zdolność.

Poniekąd spodziewałam się takiej odpowiedzi, bo ta cecha przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o Tobie.

Pewnie dlatego tak się świetnie dogadujemy! (śmiech)




Czytaj także:
Czy Bóg w ogóle zauważył, że mnie stworzył? Książki Reginy Brett

Najpierw pokochaj siebie

Przekazujesz nam kolejny zestaw „lekcji życia”. Jest tu kilka stwierdzeń postawionych w zasadzie na przekór temu, co nam podpowiada świat dookoła. Na przykład wielu trenerów personalnych powie: wyjdź poza strefę komfortu, żeby się rozwijać. A Ty mówisz: niekoniecznie. Dlaczego?

Bo czasem musisz się schować w swojej strefie komfortu. Tak bardzo się wszyscy staramy zrobić to, co powinniśmy. Czasami musimy nakarmić siebie, swoją duszę. To może być błahostka: kawałek czekolady i zapalona świeca, ulubiona muzyka. Tak bardzo pochłania nas robienie rzeczy dla innych, że zaniedbujemy siebie. I chodzimy wygłodniali, a jak głodni to źli, poirytowani. I w tym kontekście myślę, że dobrze stworzyć sobie kokon. Dla mnie to na przykład kolorowanki, choć to może głupiutkie. Albo jeśli posłucham pięknej muzyki, choćby przez kilka minut, czuję, że się zrestartowałam. Bardziej się troszczymy o nasze gadżety niż o siebie. Co jakiś czas restartujemy komputer czy smartfon. A siebie? Też tego potrzebujemy. Dla mnie to przejaw troski o siebie, a nie egoizmu.

Mówisz, że jesteśmy „wygłodniali”, sama też przyznajesz w książce, że przez wiele lat byłaś zgłodniała miłości. Mnie się wydaje, że my teraz czujemy głód wielu rzeczy, we wszystkich prawie obszarach, także przyziemnych. Chcemy mieć wszystko, już. Niekoniecznie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy głodni miłości, uczuć.

To prawda, ludzie są głodni wszystkiego. A ten głód podszyty jest głodem miłości. U nas, w Ameryce, ludzie mają ogromne problemy z otyłością – jedzą za dużo, jedzą źle. A tak naprawdę są wygłodniali tego, by mieć znaczenie dla kogoś, by dobrze się czuć. Generalnie popadamy w przesadę, kiedy brakuje nam miłości. Choćby pracoholizm – dostanę awans, będę mieć więcej pieniędzy, będę kimś. Jeżeli naprawdę kochamy samych siebie, będziemy milsi dla innych, hojni, po prostu lepsi.




Czytaj także:
Naturalne „antydepresanty” na jesień

Ale dla wielu ludzi takie zwroty jak „najpierw pokochaj siebie”, jak tatuaże FLY (first love yourself), które młode dziewczyny noszą na nadgarstkach, to często tylko slogany. Powtarzamy je, ale nie wiemy, co robić, żeby stały się praktyką.

Moja książka jest pełna takich pigułek, małych rzeczy, które możesz zrobić dla siebie. Kiedy wstajesz rano, pierwsze, co możesz zrobić, to być wdzięcznym za nowy dzień, nowy start. Być może dlatego, że wyleczyłam się z raka, dla mnie każdy dzień jest cenny. Robię tak każdego poranka. A potem w łazience patrzę w lustro. Dawniej często bym narzekała: coś mi wyskoczyło, tu zmarszczka, włosy nie takie, starzeję się… Teraz już się nie krytykuję. Patrzę na siebie i mówię: kocham cię. To rzeczywiście przynosi zmianę. Tylko trzeba spróbować. Kiedy powiedziałam to pierwszy raz, nie mogłam spojrzeć w lustro! Długo trwało, zanim podniosłam wzrok z podłogi i spojrzałam sobie w oczy i powiedziałam: Regino, kocham cię taką, jaka jesteś. Ale to naprawdę pomaga. Trzeba tylko podejść do sprawy poważnie, to nie są żadne wygłupy. Kocham cię takim, jaki jesteś. Powiedz tak do siebie. Bez względu na wygląd, wiek, inteligencję. Dzisiaj będę cię kochać. Im bardziej zatroszczysz się o swoje wewnętrzne „ja”, tym lepszym będziesz pracownikiem, żoną, mężem, rodzicem. To wszystko będzie jak fale rozchodzące się od wrzuconego w toń kamienia.

Dlaczego warto skończyć z byciem superbohaterem? Czytaj dalej >>

Skończ z byciem superbohaterem

O co chodzi z peleryną superbohatera?

Naprawdę długo funkcjonowałam w trybie superbohatera. Trochę dlatego, że wychowałam się pośród jedenaściorga dzieci i z poczuciem, że jeśli coś się złego stało, to była moja wina. Grupa zawsze patrzyła, trzeba zawsze było być czujnym. Wciąż jeszcze łapię się na tym, że gdy idę ulicą, choćby tu, w Warszawie, rozglądam się wokół: może komuś dzieje się krzywda, może komuś muszę pomóc. Z tego powodu czasem chorowałam: nie dojadałam, nie dosypiałam, bo tak byłam zajęta pomaganiem innym, opieką na wnukami. Co zrobiłam, kiedy inni zaczęli mi powtarzać, że nie mogę narażać swojego zdrowia na szwank przez to, że chcę pomagać? W internecie kupiłam pelerynę Supermana – piszę o tym w książce. Piękną, czerwoną. Kiedy przyszła przesyłka, uklękłam z tą peleryną w kąciku, gdzie się modlę i powiedziałam: Boże, muszę przestać być superbohaterem dla wszystkich. Ty, Boże, jesteś superbohaterem, nie Regina. Wzięłam nożyczki i pocięłam tę pelerynę w drobne kawałki, a „S” – symbol Supermana – zostawiłam w moim kąciku do modlitwy. Kawałki peleryny rozesłałam do ok. 40 bliskich mi osób z liścikiem: kocham was wszystkich i nie mogę być waszym superbohaterem. Może zresztą dla wielu nie byłam, ale się starałam. Napisałam im też, że muszę bardziej zająć się sobą i że byłoby cudownie, gdyby mogli mi o tym przypominać. Kilka tygodni później moi bracia i siostry przyjechali z wizytą, a przed przyjazdem troje z nich zadzwoniło: „Ok, nie chcesz być superbohaterką, więc jak możemy ci pomóc?”. Co za zmiana!

Czemu tak trudno odrzucić postawę superbohatera?

Dlatego, że podważamy nasze ja, chcemy wciąż udowadniać swoją wartość. Chcemy, żeby nas klepano po plecach: nikt tego lepiej od ciebie nie zrobi, świetna jesteś, ale się napracowałeś, super, nie? No właśnie, nie! Czasami karmimy się niewłaściwymi pochwałami. Choćby taką: wszystko byś zrobił dla innych. Hmm…, a może nie powinienem robić wszystkiego? Może lepiej byłoby zadziałać wspólnie? Czasem wydaje nam się, że jesteśmy tacy świetni, a może powinniśmy pozwolić, żeby ktoś inny też był świetny? Tak samo trudno jest przyjmować miłość. O tym też piszę. Branie jest trudne, bo nie jesteś w pozycji mocy. Jesteś bezbronny. Częścią odrzucenia postawy superbohatera jest pozwolenie, by inni założyli jego pelerynę.

Przebaczaj, ale…

Myślę, że częścią rezygnacji z peleryny superbohatera jest także przebaczenie, o którym piszesz. A my tak często trwamy w postanowieniu „nigdy więcej się do niego nie odezwę, nie chcę mieć z tobą do czynienia”. Czy to nie przyczynia się do zaciśnięcia serca?

Oj, tak. Ale z przebaczeniem jest problem, bo ludzie powtarzają sobie: musisz wybaczyć. I robisz to, ale trzeba też pozwolić sobie na przejście przez całą gamę uczuć z tym związanych. Jeśli ktoś cię bardzo zranił – gdy byłaś dzieckiem czy kiedykolwiek później – potrzebujesz czasu, żeby dojść do siebie. Mnie terapia zabrała kilka lat, żeby przepracować molestowanie w dzieciństwie, gwałt, kiedy miałam 16 lat i potem jeszcze raz jako 21-latka. Kilka lat. Jak sobie złamiesz rękę, nie zostawiasz tego. Idziesz do szpitala, zakładają Ci gips, a potem jeszcze jest rehabilitacja. Wiele osób ma złamane serca, od tego też są specjaliści, którzy mogą pomóc. Przejście przez to pomaga. Wtedy samemu można stać się źródłem uzdrowienia dla innych.




Czytaj także:
Jak perfekcjonizm zabija nasze szczęście

W czym przebaczenie jest różne od miłości? Mówimy, że miłość to decyzja. Czy z przebaczeniem nie jest podobnie? Podejmuję decyzję: przebaczam. I ono się dokonuje?

Przebaczenie łączy się z miłością. Mogę przebaczyć tym, którzy mnie skrzywdzili. Ale nie będę zapraszać ich na świąteczny obiad. Nie muszę mieć żadnej relacji z tymi, którzy mnie najmocniej zranili, ale żywienie nienawiści wobec nich wyrządza krzywdę mnie samej. Wydaje mi się, że na świecie jest tyle nienawiści i zła, że już więcej nie potrzeba. Mogę wybaczyć, kiedy już przepracuję całą sytuację. Po pierwsze trzeba poczuć, co naprawdę się stało, przepłakać, wyzłościć się. Niekoniecznie na tę osobę – można wsiąść do auta i wrzeszczeć, iść do parku. Wydobyć z siebie ból, smutek. I wtedy można być wolnym. Jeśli nie przebaczasz, cały ból, smutek i złość zamykasz w sobie. I za każdym razem, kiedy spotkasz kogoś podobnego do tej osoby, to jakby uruchamiał się przycisk. Wszyscy takie mamy. Idzie o to, żeby ktoś inny tych przycisków nie włączał. A najlepiej – w ogóle się ich pozbyć!

Cierpienie nas ubogaca? Czytaj dalej >>

Dostrzegaj małe szczęścia

Twierdzisz, że cierpienie nas nie ubogaca.

Mój mąż jest żydem, ja katoliczką. My, katolicy, wiele się uczymy i mówimy o cierpieniu. W zamian za wielkie cierpienie trafiasz do nieba – dość trudno naśladować taki model świętości. To mój mąż mi powiedział: „W twojej religii jest za dużo cierpienia”. „Ale przecież w twojej też – odpowiedziałam – cała historia narodu żydowskiego, Holocaust…”. „Tak – odparł – ale nie przypisujemy mu takiej wartości. To coś, co się wydarza, nawet często, ale nie stawiamy tego na żadnym piedestale, ani nie oczekujemy cierpienia”. Nauczyłam się, że życie może być cierpieniem, ale według mnie, kiedy otworzysz serce i zdasz sobie sprawę z własnych uczuć, czy to będzie smutek, złość, czy ból, po prostu pozwalasz sobie poczuć je w pełni i one przepłyną przez ciebie. I po sprawie. Cierpienie dla mnie to uporczywe trwanie w tym stanie, kiedy przeżywamy coś od nowa i od nowa. Każdy przez to przechodził: ktoś ci złamał serce, a Ty po pięciu latach nadal opowiadasz o tym setnej osobie. Czy nie byłoby cudownie raz na zawsze uwolnić się od takiej historii, powiedzieć: z Bogiem, życzę szczęścia, odpuszczam? Pewnego dnia na kartce zapisałam imiona osób, które mnie skrzywdziły i w jaki sposób to zrobiły. Przebaczeniem dla mnie było uniesienie tej kartki i powiedzenie Bogu: teraz Ci ich oddaję, ja im przebaczam, nie muszę się z nimi spotykać, być miła, po prostu nie będę ich nienawidzić.

Co to jest „słoik szczęścia”?

O, uwielbiam mój słoik szczęścia. Trzymam go na stoliku nocnym. To taki duży wek. Znajdź największy, jaki zdołasz, przecież chcesz być bardzo szczęśliwa, prawda? Każdego dnia zapisuję na karteczce najszczęśliwszy moment. To nas wprawia w szukaniu i dostrzeganiu szczęścia. Słoik szczęścia dosłownie pozwala to szczęście zobaczyć. I najczęściej to żadne sprawy kosmicznej rangi. Może to być sytuacja, gdy ktoś w kolejce za Tobą nie ma wystarczająco pieniędzy na paczkę ciastek, a Ty mu ją kupujesz. I naprawdę czujesz się dobrze z tego powodu. Któregoś dnia poszłam do cukierni, kupiłam dwa ciastka i jedno dałam jakiejś pani, która siedziała na ławce w parku. Nie znałam jej, ale wiedziałam, że będzie szczęśliwsza z ciastkiem, niż bez niego. Czemu nie? Czułam się świetnie przez cały dzień. Nawet nie wiem, czy lubiła takie ciastka, ale super było dać jej jedno w prezencie. Mam troje wnuków, kiedy biegną do mnie się przytulić, spocone i klejące – co za radość! Kiedy się wytrenujesz w szukaniu momentów szczęścia, będziesz je dostrzegać co krok. I poczujesz się taką szczęściarą! A teraz najlepsze – te momenty szczęścia zawsze Ci się zdarzały, tylko teraz je wreszcie zauważasz.




Czytaj także:
Szczęście – 7 codziennych wyborów

Tags:
książkaszczęście
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail