Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Magda Frączek: Kobieca przyjaźń to ogromna siła

Materiały prasowe
Udostępnij
Komentuj

Ile czasu zajmie nam jeszcze wykorzenienie myśli, że ta druga jest zagrożeniem, idiotką, feministką, złą siostrą, dewotką, macochą, dwulicową koleżanką z liceum, dziewczyną z okładki magazynu, RYWALKĄ?

Chciałabym, abyśmy były bardziej razem. Abyśmy przed sobą nie uciekały. Abyśmy nie patrzyły na siebie, jak na zagrożenie. Abyśmy zaprzestały występów w konkursie na „miss wszystkiego”. Może zabrzmi to trochę prowokacyjnie, ale muszę to powiedzieć: Odpuśćmy sobie nonsensowne zabieganie o uwagę mężczyzn, a dajmy sobie w zamian coś większego – kobiece przyjaźnie. Trwałe i pokrzepiające.

 

Przyjaciółki. Jak te ze „Smażonych zielonych pomidorów”

Uwielbiam film Smażone zielone pomidory, ekranizację powieści Fannie Flagg. Uwielbiam Evelyn, czyli graną przez Kathy Bates krępą kobietę, zasuwającą przez życie z batonikiem wetkniętym w torebkę, usłużną żonę i wzorową gospodynię. Najbardziej jednak uwielbiam to, co zrobiła z nią przyjaźń z Ninny, mieszkanką domu spokojnej starości, elegancką starszą panią z niesamowitą historią do opowiedzenia.

I nie chodzi tylko o to, co widoczne – o to, że Evelyn zadbała, aby bez końca się z niej nie nabijano lub że zastąpiła słodycze warzywami. Przyjaźń z Ninny przetkała serce tej uśpionej kobiety, odbezpieczyła piękno i miłość, którą Evelyn mogła dać sobie i innym.

Evelyn zaczęła śmielej kontaktować się z tym, co w niej kobiece, pierwsze, fizyczne, najbliższe, dzięki czemu mogła być wolniejszą sobą – po prostu mogła obdarować siebie i innych realną bliskością. „Nigdy się nie złoszczę. Wychowano mnie w poczuciu, że to coś nagannego. Dziś się wściekłam. To wspaniałe uczucie!” – wyznaje swojej przyjaciółce Evelyn. „Dzięki tobie przypomniałam sobie, co jest w życiu najważniejsze – słyszymy pod koniec filmu od Ninny. – Przyjaciele. Dobrzy przyjaciele”.

Relacja kobiety z kobietą jest tak dziwna jak tytułowe zielone, smażone pomidory. W samej istocie całkowicie prozaiczna. I nie tylko o przyjaźń tu chodzi, ale o wszelkie sploty kobiece, mające wpływ na to, co dzieje się z nami i z naszym życiem.

 

Gdy brakuje przyjaźni… Dlaczego kobiety się nie wspierają?

Ze smutkiem przypatrywałam się fali hejtu – często bardzo inteligentnie sformułowanego – podczas akcji mającej na celu uświadomienie skali zjawiska molestowania seksualnego kobiet, pt. #Metoo. Dowiedziałam się, że kobiety, które biorą udział w tej kampanii, histeryzują, są przewrażliwione i nie mają krzty poczucia humoru. Że wygwizdywanie kobiet pt. Ale niezbyt parlamentarnie ujęta część ciała! jest czymś do przyjęcia. Że molestowanie molestowaniu nierówne. Że jest przemoc, której nie należy stawiać oporu. Dowiedziałam się tego od innych kobiet. I zamurowało mnie.

Gdzieś na przestrzeni życia usłyszałam zdanie: „Nikt nie jest w stanie zrozumieć kobiety tak dobrze, jak inna kobieta”. Dziś mamy szansę w wolności realizować tę myśl. Możemy bez lęku zadbać o swoje potrzeby i prawa. Upomnieć się, jak córki Selofchada, o to, co nam się należy. Czemu cały czas upatrujemy w tej możliwości coś niestosownego, wydumanego i atakującego mężczyzn?

 

Który prawdziwy mężczyzna chciałby, aby jakakolwiek kobieta usłyszała na swój temat choćby pół sylaby seksistowskiego żartu? Jaki mąż, brat czy ojciec zgodziłby się na niestosowne uwagi wobec swojej żony, córki, koleżanki, siostry? O co więc chodzi w tym, że – ciągle – na okoliczność taką mogłyby przystać inne kobiety? Jak bardzo zabrnęłyśmy w biczowaniu siebie nawzajem? Czemu tak surowo się oceniamy?

Ile czasu zajmie nam jeszcze wykorzenienie z nas tej podszytej nieufnością myśli, że ta druga jest zagrożeniem, idiotką, feministką, złą siostrą, dewotką, macochą, dwulicową koleżanką z liceum, dziewczyną z okładki magazynu, RYWALKĄ?

 

Pielęgnowanie kobiecych przyjaźni, czyli własny świat kobiet

W odpowiedzi przychodzi mi Maryja i to, co zrobiła bezpośrednio po tym, gdy Bóg powierzył losy świata w jej ręce. Uwielbiam jej decyzje. Z pośpiechem łamie wszystkie konwenanse i rusza na spotkanie z inną Kobietą. Nie wybiera ani ukochanego, ani ojca, nie przesiaduje w świątyni. Otwiera swoje serce na Elżbietę. W najbardziej przełomowej chwili swojego życia. W niej – niejako – znajduje uzasadnienie dla własnych losów.

Kobieta pokonuje daleką drogę, aby spotkać się z drugą Kobietą. Ten fakt wydaje mi się najbardziej znamienny. Ain-Karim leży około 150 kilometrów od Nazaretu. Dla mnie oznacza to, że kobieca przyjaźń jest czymś szczególnym. Że warto o nią zabiegać, nadkładać drogi. Że musi to być coś wyjątkowego. Jak „źródło (ukryte w) winnicy”. Tak właśnie można przetłumaczyć Ain-Karim. My, kobiety, możemy wzmacniać się nawzajem i ożywiać. Możemy współdziałać dla dobra siebie i innych ludzi. Możemy przemieniać rzeczywistość, od tej najprostszej po najbardziej skomplikowaną. Kobieca przyjaźń to ogromna siła.

 

Z drugą kobietą dotykamy źródła. Jesteśmy tak jakby ulepione podobnie. Działamy podobnie, myślimy podobnie, postrzegamy podobnie. Nie piszę tego po to, aby kogokolwiek wyzywać na pojedynek – po prostu połączyło nas coś więcej niż rodzaj sojuszu. Jesteśmy matrycą jednego z dwóch rodzajów człowieka.

Nie wiem czemu, ale dopiero teraz dostrzegam konieczność w budowaniu własnego świata kobiet. W pielęgnowaniu tych przyjaźni. W braniu na serio naszych słów i potrzeb.

Zastanawiam się, o czym rozmawiały Maryja z Elżbietą podczas tych kilku miesięcy, które spędziły razem (młoda niezamężna dziewczyna w ciąży i staruszka z sześciomiesięcznym „brzuchem”, musicie przyznać, niezwykła przyjaźń!). Tak sobie myślę, że były dla siebie najprawdziwszym azylem. Że nie dały sobie ani grama wyrzutu lub oceny. Że były dla siebie wsparciem, uczłowieczeniem empatii, siły, dobroci i miłości. Że jak wróciły do swojej prozy życia, mogły przyjąć ją z otwartymi ramionami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail