Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Meble od bezdomnych, które chwali wiceprezydent Berlina? To MiserArt!

Fot. MiserArt - strefa kreatywna w labiryncie wykluczenia/Facebook
Udostępnij

Dostrzegliśmy, jaki potencjał mają ludzi bezdomni, jak bardzo są twórczy - choć o tym zazwyczaj się nie mówi – mówi jedna z osób z MiserArt, gdzie ludzie z marginesu zyskują nowe życie.

MiserArt odnajduję bez trudu. Kiedy tylko wchodzę w podwórko, wita mnie strzałka i napis „Jesteś w porządku. Jesteś fajny. Lubię cię”. Nie wiadomo, kto go zrobił. To tutaj bezdomni wyrabiają meble, które niedawno chwalił wiceprezydent Berlina.

MiserArt to – jak sami określają – strefa kreatywna w labiryncie wykluczenia, miejsce „poza etykietą”, takie, w którym każdy jest mile widziany. W dawnym pustostanie na wrocławskim Nadodrzu powstały cztery pracownie: wypiekania chleba, sitodruku, rzemieślnicza i upcyklingu, czyli wyrabiania nowych rzeczy z materiałów, które inaczej byłyby przeznaczone do wyrzucenia.

 

Modlitwy więźniów wyskrobane na drzwiach

W tej chwili bezdomni pracują nad wykonaniem stołów ze starych drzwi. Drzwi zostały podarowane przez areszt śledczy oraz seminarium duchowne, a teraz mają szansę na nowe życie.

Tego już nie widać, ale na tych drzwiach można było przeczytać bardzo ciekawe napisy. Więźniowie wyskrobywali prośby do Boga o przebaczenie, prosili Go o pomoc. Te, tutaj, mają prawie sto lat – opowiada mi Radosław.

Zarobione przez siebie pieniądze osoby bezdomne mogą przeznaczyć na stopniowe usamodzielnianie się. Oprócz stołów w planach jest też wykonanie ołtarza. Nie wiadomo jeszcze, w którym kościele miałby stanąć.

 

W MiserArt wyobraźnia nie ma granic

„Ja jestem Aśka” – przedstawia mi się z uśmiechem jedna z pań uczestniczących w pracach MiserArtu. Angażuje się od trzech miesięcy, teraz akurat gotuje, ale pokazuje mi też rzeczy, jakie zrobiła ze swoimi kolegami. Okazuje się, że z wyciętych spodów od butelek albo klisz po prześwietleniach można zrobić bardzo pomysłowe klosze. Tutaj przydaje się wszystko, a wyobraźnia nie zna granic.

Nie tylko ja zachwycam się kreatywnością twórców. Powstające w MiserArcie „stoły-ogrody” były prezentowane na Międzynarodowych Targach Designu w Lipsku, a wiceprezydent Berlina pokazywał je na swoim profilu na Facebooku.

Pomysłodawcą stworzenia MiserArtu jest Andrzej Ptak, od ponad 30 lat pracujący z bezdomnymi. Chciał, aby mieli miejsce, gdzie będą mogli w końcu poczuć się akceptowani tacy, jacy są. „Zależało nam na tym, aby w kulturze miasta uczestniczyli także ci, których normalnie na to nie stać, albo czują się gorsi, wykluczeni, wytykani palcami” – tłumaczy.

Odrzucamy etykiety, żeby wejść w relacje, nie udajemy mądrzejszych, nie pouczamy z pozycji wyższości, ale uczymy się od siebie wzajemnie. Doświadczenia osób bezdomnych są często ciekawsze i barwniejsze od naszych, choć oczywiście wielokrotnie bardzo destrukcyjne – dodaje Andrzej Ptak.

 

„Odkryliśmy potencjał bezdomnych!”

Oprócz codziennej pracy nie brakuje też przygotowywanych z wyprzedzeniem wydarzeń kulturalnych. Niedawno w MiserArcie odbył się spektakl „Powrót Pana Cogito” na podstawie utworów Zbigniewa Herberta. Trochę wcześniej zorganizowano spotkanie teatralne Impro Dżemu, z którego dochód został przeznaczony na ambulatorium dla bezdomnych.

Szukamy kogoś, kto pomógłby nam w promocji naszych produktów, bo co do tego, że są wyjątkowe nie ma wątpliwości. Chcielibyśmy, żeby nasi chłopcy za jakiś czas mogli się utrzymywać z tego, co tutaj zrobią. Dostrzegliśmy, jaki potencjał mają ludzi bezdomni, jak bardzo są twórczy – choć o tym zazwyczaj się nie mówi. Specjalistyczna pomoc terapeutyczna jest ważna, ale my widzimy, jak wiele mogą zmienić proste relacje, jakie tutaj się nawiązują – mówi streetworkerka Magdalena Zaręba.

Przed przyjściem tutaj na stronie internetowej przeczytałam, że MiserArt to miejsce patrzenia wprost w oczy innych, miejsce spokoju „małego księcia i kapryśnej róży”, miejsce utraconego i odnalezionego w chwilach bliskości czasu. Wychodząc, ponownie mijam napis „Jesteś w porządku. Jesteś fajny. Lubię cię”. Takie proste słowa, które potrafią tak wiele zmienić.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail