Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wszystko, na co muszę uważać, bo jestem kobietą

KOBIETA NA ULICY
Elijah O'Donnell/Unsplash | CC0
Udostępnij

Bardzo chciałabym doczekać czasów, w których mężczyźni będą uczeni szacunku wobec kobiet i respektowania ich przestrzeni osobistej, a przede wszystkim tego, jak nie stać się sprawcą, zamiast uczyć nas - kobiety, jak nie stać się ofiarą.

Uwielbiam tańczyć, postanawiam więc wyjść i skanalizować swoją energię w pobliskim klubie muzycznym. Wybieram ten blisko mojego mieszkania, żebym nie musiała wracać sama, z daleka, po nocy. Tak na wszelki wypadek. W klubie kupuję sok. Uważnie patrzę, jak barman mi nalewa. Tak na wszelki wypadek. Wypijam go od razu, na wszelki wypadek, bo tańczenie, a jednocześnie niespuszczanie z oczu napoju to nie lada wyzwanie.

Na parkiecie dołącza do mnie jakiś chłopak. Potem drugi i trzeci. Na wszelki wypadek trzymam się środka parkietu, żeby nie być zepchniętą na bok, osaczoną i zmacaną. Po jakimś czasie potrzebuję skoczyć do toalety. Jest na uboczu, w wąskim korytarzu, gdzie przewalają się jacyś mężczyźni.

Zamykam się na kluczyk. Na wszelki wypadek upewniam się naciskając na klamkę, że zamknęłam dobrze i nikt do mnie nie wtargnie.

 

Tak na wszelki wypadek

Wracam na parkiet, ale po godzinie czuję, że muszę się przewietrzyć. Brak klimatyzacji dokucza tym, którzy przyszli potańczyć, a nie postać z piwem w ręce. Wychodzę przed klub. Przyglądają mi się dwaj mężczyźni koło pięćdziesiątki, podchodzą i pytają, czy mogą mi coś powiedzieć.

Domyślam się, co mądrego może mi powiedzieć dwóch pijanych gości, więc odpowiadam „niekoniecznie”. Ukrócam zainteresowanie moją osobą. Tak na wszelki wypadek. Niestety, nieskutecznie. Nie wiem, czy panowie przeprowadzili wcześniej badania ankietowe, ale zdradzają mi, że wszyscy jak tutaj stoją chętnie by mnie przelecieli i czy jestem tego świadoma.

Zatyka mnie. Czuję się zawstydzona, uprzedmiotowiona, w końcu coś odburkuję i wracam do środka. Idę na parkiet, staram się nie myśleć o tym, co usłyszałam i po kolejnej godzinie tańczenia czuję, że dopada mnie zmęczenie. Wkładam kurtkę i kieruję się do wyjścia. Podczas wychodzenia dopada mnie jeden z „ankieterów”, którego zdołałam już poznać i pyta, czy idę już do domu. Odpowiadam, że wychodzę się znowu przewietrzyć i zaraz wracam. Kłamię. Tak na wszelki wypadek, żeby nie przyszło mu do głowy mnie odprowadzić.

Jest noc. Idę chodnikiem. Szybko. Doganiam jakąś filigranową dziewczynę, która idzie przede mną. Na dwa metry przed nią kobieta zatrzymuje się, odwraca, szybko rzuca na mnie jeszcze zaniepokojonym okiem i – jakby już uspokojona – wraca do marszu. Zrobiła to tak, zapewne – na wszelki wypadek.

Wróciłam bezpiecznie do domu, z uśmiechem na twarzy, bo czuję się nasycona muzyką i ruchem. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy z tego, ile automatycznych środków ostrożności podjęłam w ciągu kilku ostatnich godzin, żeby uchronić się przed napaścią seksualną, dopóki kolejnego dnia nie czytam o badaniach eksperymentalnych pewnego badacza społecznego i nie zaczynam liczyć…

 

Żeby być bezpieczną

Dr Jackson Kats to pierwszy mężczyzna, który ukończył „women’s studies” na Uniwersytecie Massachusetts – Amherst. Ten znany działacz antyprzemocowy z USA na pewnym etapie swojego życia zauważa poważny paradoks: to kobiety zajmują się tematem przemocy wobec kobiet, a – jego zdaniem – powinni zajmować się nim mężczyźni. To oni w 99% są sprawcami przestępstw seksualnych, to oni mają problem z agresją wobec kobiet, więc to oni powinni być maglowani i edukowani w tym temacie.

Kats jako nauczyciel akademicki na jednym z wykładów postanowił przeprowadzić eksperyment. „Dzielę tablicę na pół. Rysuję symbol kobiecy po jednej stronie, a męski po drugiej. Następnie pytam tylko mężczyzn: jakie działania podejmujesz każdego dnia, aby uchronić się przed napaścią seksualną?

Na początku zapada cisza, a faceci zastanawiają się, czy zadaję im podchwytliwe pytanie. Potem ciszy ustępują strzępki nerwowego śmiechu. W końcu jakiś młody chłopak podnosi rękę i mówi: «Trzymam się z dala od więzienia».

To zwykle inicjuje kolejny moment śmieszków, zanim któryś wreszcie podniesie rękę i stwierdzi: «no nic, w sumie o tym nie myślę». Następnie zadaję to samo pytanie kobietom: jakie działania podejmujesz każdego dnia, aby uchronić się przed napaścią. Kobiety na widowni zaczynają momentalnie podnosić ręce, podczas gdy panowie siedzą w ciszy oniemiali. A kobiety opowiadają i opowiadają o środkach ostrożności, które podejmują w ramach codziennej rutyny…”.

W pierwszej chwili, mierząc się z pytaniem, które stawia badacz, mam pustkę w głowie i trochę trwa, zanim coś przychodzi mi do głowy. W końcu zaczynam uważnie analizować swoje rytuały. Dochodzę do kilkudziesięciu. Zdaję sobie sprawę z tego, że te wszystkie zabiegi chroniące mnie przed przemocą są już we mnie tak automatyczne, że już nie zwracam na nie szczególnej uwagi.

I wcale, wbrew pozorom, nie chodzę zalękniona i z przekonaniem, że zaraz ktoś mnie napadnie. To dla mnie tak mimowiedne jak zerkanie w lewo, kiedy przechodzę przez drogę. Przemoc seksualna to jednak nie wypadek samochodowy, tylko intencjonalny czyn, dlatego pora skończyć z myśleniem, że to się zdarza, ale zacząć nazywać rzeczy po imieniu – ktoś to robi. Celowo.

 

Przezorność czy paranoja?

Można by pomyśleć, że ilość środków ostrożności, które uskuteczniam, świadczy o tym, że ima się mnie paranoja, gdyby nie dwa fakty. Pierwszy to taki, że przemoc seksualna jest powszechna i chyba nie znam kobiety, która nie doświadczyła jakiejś jej formy: od obmacywania, przez wymuszanie bliskości, aż po gwałt.

Zabezpieczam się więc nie przed uderzeniem asteroidy, ale przed czymś, czego doświadczają kobiety codziennie, na wszystkich kontynentach, a co odbija piętno na całym ich życiu. Drugi powód to taki, że jeśli jakaś kobieta doświadczy przemocy i opowiedzą o tym media, pierwsze co się pojawia w komentarzach, to szukanie winy w ofierze.

Psychologia już to zbadała i nazwała. Wtórna wiktymizacja, bo o niej mowa, powoduje, że gdybym wtedy, w klubie muzycznym, nie pilnowała napoju i ktoś by mi wrzucił do niego pigułkę gwałtu – zostałabym obwiniona, że nie pilnowałam szklanki, że naiwna, że sama prosiłam się o nieszczęście.

Dlatego teraz – dopóki wielu mężczyzn wciąż uważa, że temat jest rozdmuchany, a kobiety same są sobie po części winne, nie mam zamiaru rezygnować z tak wielu środków ostrożności. I bardzo chciałabym doczekać czasów, w których mężczyźni będą uczeni szacunku wobec kobiet i respektowania ich przestrzeni osobistej, a przede wszystkim tego, jak nie stać się sprawcą, zamiast uczyć nas – kobiety, jak nie stać się ofiarą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail