Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

4 najbardziej kuriozalne operacje wojskowe w historii

BITWA FISHGUARD
Udostępnij

Czy można sobie wyobrazić starcie regularnej armii z dzikimi ptakami? Jak najbardziej, co więcej, armia musiała wywiesić w tym wypadku białą flagę.

Wojna to poważna sprawa. Z drugiej jednak strony dzieje znają przypadki konfliktów, których przebieg sprawił, że nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Oto one.

 

Bitwa pod Karánsebes

Ta stoczona w nocy z 17 na 18 września 1788 roku batalia jest odnotowywana jako starcie wojsk cesarza Józefa Habsburga z Turkami. W rzeczywistości jednak Turcy nie mieli z nią wiele wspólnego… Owej nocy armia cesarska przekraczała rzekę Temesz w miejscowości Karánsebes na terenie dzisiejszej Rumunii. Jako pierwsza przeprawiła się część kawalerii, która spotkała po drugiej stronie tabor cygański z dużą ilością wódki. Gdy do kawalerzystów chciała dołączyć przybyła niebawem piechota, ci nie chcieli podzielić się zdobyczą. Sytuacja stała się napięta, więc huzarzy chcieli przegonić nieproszonych gości, krzycząc „Turcy, Turcy!”.

Piechurzy (i część napitych kawalerzystów) na poważnie wzięła te odgłosy i rzuciła się do ucieczki na drugą stronę rzeki, gdzie stacjonowała główna część armii. Wybuchła panika, wzmagana przez wielonarodowy charakter cesarskiej armii – słowiańscy żołnierze brali niemieckie okrzyki „Halt!” za tureckie „Allah!”. W pewnym momencie artyleria zaczęła strzelać do „wroga”. Efekt tej „bitwy” to co najmniej 1200 zabitych i wielkie zdumienie tureckiej armii, która dwa dni później dotarła do opustoszałego i zrujnowanego obozu. 

 

Desant pod Fishguard

Ten absurdalny incydent z lutego 1797 roku przeszedł do historii jako ostatnia próba lądowej inwazji na Wielką Brytanię. Założenie było ambitne: francuski kontyngent miał wylądować w Walii i wywołać ludowe powstanie przeciwko rządowi w Londynie. Choć wojska francuskie były dobrze uzbrojone i miały przewagę liczebną nad oddziałami lokalnej milicji, ich dowódca Amerykanin William Tate dosyć szybko napotkał poważne problemy.

Znaczna część Francuzów, głównie powołanych pod broń kryminalistów z batalionów karnych, szybko zdezerterowała. Pozostali przystąpili do grabieży lokalnych wiosek, co z jednej strony wzmogło opór lokalnej ludności, z drugiej zaś zepsuło morale, gdyż Francuzi zdobyli kilka beczek z winem… Anglicy w tym czasie uciekli się do fortelu i przebrali lokalnych chłopów (i chłopki) w tradycyjne, walijskie stroje ludowe, z daleka wyglądające jak mundury wojskowe. W efekcie, widząc „przewagę” przeciwnika, Tate poddał swoją ekspedycję niemal bez walki, a pamięć o tych wydarzeniach do dziś jest lokalnym magnesem na turystów. 

 

Bitwa o Los Angeles

Po ataku japońskim na Pearl Harbor także mieszkańców zachodniego wybrzeża USA ogarnął strach przed rychłymi nalotami na tamtejsze miasta. Być może to poczucie zagrożenia przyczyniło się do wybuchu bitwy z… no właśnie, do dziś nie wiadomo, do czego strzelano, o ile to coś w ogóle istniało. W nocy z 24 na 25 lutego 1942 roku w okolicy Los Angeles na radarach pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający.

Zarządzono ewakuację cywili do schronów i rozpoczęto masowy ostrzał. Obiekt jednak leciał (przynajmniej na radarze), jakby nigdy nic dalej, po czym zawrócił w stronę Oceanu i zniknął. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, co to było, co stanowi zresztą sporą pożywkę dla teorii spiskowych związanych z rzekomymi kosmitami. Efekty „bitwy” były jednak całkiem namacalne: spadające odłamki pocisków przeciwlotniczych uszkodziły kilka budynków i zabiły trzy osoby. 

 

Wojna z emu

Czy można sobie wyobrazić starcie regularnej armii z dzikimi ptakami? Jak najbardziej, co więcej, armia musiała wywiesić w tym wypadku białą flagę. Wielkie ptaki emu stanowiły bowiem istną plagę wśród australijskich farmerów zaraz po I wojnie światowej. Jako że farmerami byli głównie weterani wojenni, wyprosili oni przydzielenie im przez ministerstwo obrony karabinów maszynowych, przy pomocy których miano strzelać do emu.

Ministerstwo uznało to za świetny pomysł na formę treningu strzeleckiego i okazję do sporządzenia propagandowego filmu o tym, jak rząd pomaga rolnikom. Operacja dosyć szybko okazała się totalną kompromitacją. Karabiny zacinały się po kilku wystrzałach, szybkonogie ptaki natomiast momentalnie po rozpoczęciu ataku rozbiegały się na wszystkie strony, rychło znajdując się poza zasięgiem broni.

Nawet zamontowanie karabinów na ciężarówkach nie przyniosło rezultatów, bo emu dalej były szybsze, natomiast w trakcie jazdy celność spadała do zera. Ostatecznie potwierdzono zabicie blisko 1000 ptaków, na co zużyto niemal 10 tys. pocisków. Mimo ponawianych w dalszych latach próśb o ponowienie akcji, rząd nigdy się już na coś takiego nie zgodził. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail