Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
wtorek 15/06/2021 |
Bł. Jolanty
home iconKościół
line break icon

Szczęść Boże, czy mogę zapalić? Kolęda z humorem: 8 zabawnych sytuacji z wizyty duszpasterskiej

KOLĘDA

Adam Staśkiewicz/EAST NEWS

Jarosław Kumor - 21.01.20

„Bardzo przepraszam, ale ksiądz teraz do nas nie wejdzie!”, „Proszę zapisać naszego psa do kartoteki”, „Lej z kranu. Nie pozna się”, „Ano rozumiem księżuniu. Przecież każdy grosz się liczy!”. Różne oblicza ma wizyta duszpasterska. Jednym z nich jest humor. Oto kilka znanych mi z opowieści znajomych anegdot.

„A długo mam tam siedzieć?”

Zacznijmy historycznie. Mamy przełom lat 60. i 70. Moja śp. babcia, tercjarka, kobieta wychowana w epoce wielkiego szacunku dla kapłaństwa, wizytę kolędową traktowała mniej więcej jak odwiedziny – dosłownie – samego Pana Jezusa. W dzień kolędy dom był więc idealnie wysprzątany, a w oczekiwaniu na księdza nie można było robić absolutnie nic, co by zburzyło idealny obraz domowego zacisza.

Dzieci więc, po pierwsze, nudziły się, a po drugie, chodziły głodne, by przypadkiem żaden okruszek nie znalazł się na ziemi czy na kuchennym blacie. Na gotowanie i jedzenie przychodził czas zawsze po zakończeniu wizyty plebana.




Czytaj także:
Jak przyjąć księdza po kolędzie? 5 praktycznych wskazówek

Pewnego roku ksiądz postanowił jednak złamać schemat i zacząć kolędę od domu moich dziadków, podczas gdy rokrocznie na tym właśnie domu kończył. Babcia w porę się zorientowała.

W swoistym amoku, przerywając żmudne przygotowania, wybiegła przed dom, stanęła księdzu na drodze i powiedziała: – Bardzo przepraszam, ale ksiądz teraz do nas nie wejdzie! – Jak to? – zapytał zdezorientowany kapłan. – Po prostu… Ksiądz teraz pójdzie do sąsiadów, a później zapraszamy – usłyszał w odpowiedzi.

Pleban, widząc determinację i wolę walki, odszedł więc z kwitkiem, ale też z niekłamanym rozbawieniem, pytając: „A długo mam tam siedzieć?”. Babci zdecydowanie było na rękę, by „siedział” tam jak najdłużej.

Trudno sobie wyobrazić, co działo się później, ale z pewnością był to największy popłoch i najszybsze sprzątanie w historii domu moich dziadków, a babcia, przy całym swoim szacunku dla kapłańskiej godności, potrafiła wobec niej postawić na swoim.

Akcja: łazienka

Czasami może nas zgubić schematyczne postrzeganie wizyty kolędowej i z góry ułożony w głowie scenariusz, który nie zakłada, że ksiądz może np. chcieć skorzystać z toalety. Wielkim zaskoczeniem dla pewnej znajomej była taka właśnie prośba kapłana.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie skrócona wersja sprzątania przed wizytą kolędową. Polegała ona na upchaniu wszystkiego właśnie w łazience.

Dom wyglądał pięknie, ale do łazienki niestety nie dało się wejść. Trzeba było więc stanąć w prawdzie i wobec rozbawienia księdza utorować mu w jakiś sposób drogę.

„Była ochrzczona?”

Bywają też sytuacje z pogranicza życia i śmierci. Jeden z poznańskich duszpasterzy akademickich opowiadał mi swego czasu historię, jak to przyszedł po kolędzie do pewnej samotnej pani. Rozmowa nie kleiła się specjalnie i kobieta w końcu otworzyła się ze swoim bólem.

„Przeżywam bardzo trudny czas, ponieważ moja maleńka zmarła dwa tygodnie temu” – zaczęła i kontynuowała opowieść o ważnej, zażyłej relacji, pięknych chwilach, wspólnych radościach i smutkach. Ksiądz starał się wznieść na wyżyny empatii, pocieszając i wspierając panią pogrążoną w żałobie.




Czytaj także:
Poszli z kolędą do domu dziecka i więzienia!

Chcąc ogłosić jej dobrą nowinę o tym, że jej (jak sądził) córka jest już pewnie w niebie, zapytał czy była ochrzczona, wyspowiadała się i przyjęła ostatnie namaszczenie. Pani osłupiała: „To tak można?”.

Ksiądz, widząc rozedrganie kobiety, pomyślał, że widocznie coś jej się pomieszało i zapewnił najdelikatniej jak mógł: „Oczywiście, że można, ale niech się pani nie martwi, miłosierny Bóg na pewno ma ją w swojej opiece”. Kobieta, trwając w osłupieniu, zapytała: „Ale chrzcić psa?”…

Pies w kartotece

Pozostając w klimacie zwierzęcym, przytoczę historię pewnego sercanina, który miał przyjemność być goszczonym w czasie wizyty duszpasterskiej przez dwoje młodych ludzi i ich skarb – Szybkiego. Dużych rozmiarów pies, przypominający wilka, należał do rodziny. Opowiadali o tym, że Szybki ma myśli, uczucia, czasami płacze. Jeszcze nie umie mówić, ale kto wie – żartowali razem z kapłanem.

Ksiądz, widząc ich „zafiksowanie” na punkcie psa, zapytał, czy ma wpisać Szybkiego do kartoteki parafialnej. Para była zachwycona. „Proszę zapisać” – stwierdzili krótko. Ksiądz zatem wpisał: „Szybki (wilk)”. Nie pytał, czy pies był chrzczony i bierzmowany, ale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że odpowiedź brzmiałaby: „niedługo poślemy”…

Kiedy przyszło do poświęcenia mieszkania, ksiądz machnął kropidłem w kierunku Szybkiego, a pies rzucił się na rękę kapłana. Całe szczęście ksiądz też był szybki i cofnął ją przerażony. Młodzi ludzie, próbując ratować sytuację, powiedzieli: „Ależ proszę księdza, szybki jest psem obronnym i poczuł się zagrożony. Chciał nas bronić. Niech się ksiądz cieszy, że nie odgryzł ręki…”.

Ksiądz pokiwał głową ze zrozumieniem i wyszedł, myśląc: „Ale mam szczęście… Nie odgryzł mi ręki”. Jak opowiadał, kilka dni później spotkali się na dłużej i była to okazja do poważniejszej już rozmowy m.in. o zwierzakach i ich miejscu w społecznej i parafialnej rzeczywistości.

Inna zwierzęca historia: Ksiądz połasił się na serniczek, który zaserwowała mu starsza pani. Apetyt księdza nie spodobał się jednak psu, który rzucił się na smakosza. „Pani weźmie tego psa, bo szarpie mi sutannę” – zaapelował. Starsza pani odpowiedziała z rozbrajającą szczerością: „Niech się ksiądz nie boi, on krzywdy nie zrobi, tylko broni talerzyka, bo zawsze z niego je”.


KSIĄDZ WOJCIECH WÓJTOWICZ

Czytaj także:
Ks. Wojtek był gigantem. Wrażliwy ordynator „szpitala polowego”. Do zobaczenia!

„Nie pozna się”

Pozostajemy w klimacie wody święconej. Pewien znajomy doświadczony wikary chodził po kolędzie w czteropiętrowym bloku bez windy. Zaczynał na każdej klatce od ostatniego piętra.

Idąc zatem po schodach w górę, usłyszał głos z jednego z mieszkań: „Lej z kranu. Nie pozna się”. Kiedy przyszedł do tego mieszkania i zamachnął się kropidłem, dotknął go i stwierdził: „Macie państwo nieświęconą wodę!”. „Po czym ksiądz poznał?” – zapytali zdumieni domownicy. „A no widzicie… Jak się jest przez sześć lat w seminarium, to uczą, po czym poznać…”.

Kwadrans w zaspach

Ksiądz chodził po kolędzie na wsi. Został mu ostatni dom pod lasem, w którym mieszkała znana mu staruszka. Żeby tam dotrzeć, musiał przejść kawał drogi przez zaspy. Po ośmiu godzinach kolędy walczył ze sobą. Już miał stwierdzić, że to bez sensu, ale dostrzegł dym z komina. „Czeka” – skonstatował.

Nie było łatwo, ale przełamał zmęczenie i stwierdził, że misja jest ważniejsza. Kiedy po ciężkim boju dotarł do drzwi, przywitał się i od razu zapytał: „Czy Ziętkowa docenia to, że ja tu piętnaście minut szedłem przez zaspy? Nic nie odśnieżone, a ja tu walczę, żeby do Ziętkowej dotrzeć, żeby porozmawiać z Ziętkową, błogosławieństwo przynieść”. Odpowiedź musiała być ciosem: „Ano rozumiem księżuniu. Przecież każdy grosz się liczy!”.

„Od sąsiadów pożyczyłem”

Na koniec krótka historia z paleniem w tle. Jeden z warszawskich proboszczów, pracując jeszcze w Otwocku, zaszedł do starszego pana i pierwsze słowa, jakie wypowiedział, wchodząc do ciemnego mieszkania, brzmiały: „Szczęść Boże, czy mogę zapalić?”, po czym pstryknął światło i dostrzegł, że gospodarz gdzieś się ulotnił.

Zajrzał do wnętrza mieszkania. Wszystko było pięknie przygotowane, a starszego pana jak nie było, tak nie ma. Gospodarz wrócił po siedmiu minutach, niosąc w rękach papierosy i wytłumaczył: „Proszę księdza, ja nie palę, ale od sąsiadów pożyczyłem”…




Czytaj także:
„Czekaj, Dziadu, dopadnę cię po kolędzie”. Abp Ryś o tym, jak miał urwisa na lekcjach religii

Tags:
kolędaksiądz
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
Redakcja
Chłopiec wybucha płaczem po przyjęciu do Pierwszej Komunii. ̶...
2
TUDO SOBRE MINHA MÃE
Jak rozbroić histerię dziecka za pomocą jednego pytania?
3
KSIĄDZ MICHAŁ ŁOS FDP
Iwona Flisikowska
Ksiądz Michał z onkologii. Dzielny wojownik, który odszedł w opin...
4
ŚWIĘTY OJCIEC PIO
Iwona Flisikowska
Ojcze Pio, zrób coś, bo ja już naprawdę nie mogę… Uwaga! Ta modli...
5
Dominika Cicha
Rozdzielone. O siostrach bliźniaczkach, które poznawały się w kla...
6
Bret Thoman, OFS
Naukowcy przebadali ciało i krew z cudu w Lanciano. Bóg chce byśm...
7
SIGRID UNDSET
Joanna Operacz
Noblistka, która w wieku 42 lat poprosiła o przyjęcie do Kościoła
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail