Aleteia

Żeby być akceptowanym, trzeba dopasować się do innych?

DOPASOWANIE DO INNYCH
Photographee.eu | Shutterstock
Udostępnij

To ja sam i ja sama, mieszkając w swoim ciele, jestem w stanie określić najlepiej, co jest dla mnie ważne i potrzebne. I mam najbliżej do tego, by się tego dowiadywać, uczyć i szanować to w sobie, otaczając siebie troską.

Wyobrażam ich sobie jako rodzeństwo: potrzebę akceptacji i lęk przed odrzuceniem. Potrzeba akceptacji ufnie wystawia radar w poszukiwaniu kogoś, kto powie jej, że jest w porządku, lubiana, fajna. Że jest ciekawym człowiekiem, z którym po prostu chce się być. Jej brat, lęk przed odrzuceniem, wie, jak ciężko być na świecie samemu. Doświadczył, jakie to okropne uczucie, gdy ktoś obraca się plecami albo nabija się z ciebie. Gdy zamykają się na twarzy drzwi, a zza nich słychać „nie chcemy cię tu!”. Nawet jeśli ma to doświadczenie w swojej odległej historii, cały czas ten scenariusz w nim pracuje i podsuwa czarne myśli.

To rodzeństwo po części ma rację, że tak pilnuje naszych relacji z ludźmi. Więzi z innymi są najpewniejszym gwarantem naprawdę wielu rzeczy niezbędnych do życia. Więzi pozwalają zachować zdrowie psychiczne. W nich się rozwijamy. Dzięki nim jesteśmy w stanie przetrwać trudne doświadczenia. W nich możemy spotkać samych siebie, zrozumieć siebie, nakarmić się potrzebną do życia empatią, czułością, szacunkiem i uznaniem. Dzięki nim możemy się pośmiać, znaleźć wspólnotę doświadczeń i wzajemne ubogacenie.

Czasami jednak potrzeba akceptacji i lęk przed odrzuceniem płatają nam figla. Mówią o tym, że nasze życie zależy od tego, czy jakaś grupa ludzi lub konkretna osoba nas przyjmie i da nam miejsce w swoich szeregach czy w swoim życiu. Im bardziej wierzymy, że nasze szczęście zależy od tego, czy inni (a w zasadzie: wszyscy) nas będą lubili, tym większą cenę jesteśmy skłonni płacić za poczucie przynależności.

 

Dopasowanie a przynależność

Tam jednak, gdzie na akceptację musimy zarobić kosztem siebie i ważnych dla nas rzeczy, tak naprawdę nie ma mowy o przynależności. Ktoś, kto może nas zaakceptować, ale bez naszych granic, wartości i potrzeb, tak naprawdę prowadzi z nami jakiś handel wymienny, ale nie tworzy więzi. Sami zaś – poświęcając własny dobrostan i prawo wyboru – nie doświadczamy przynależności, ale dopasowujemy się. To rozróżnienie, między dopasowaniem i przynależnością, opisała Brene Brown w książce „Z odwagą w nieznane” o znaczącym podtytule: „Jak odnaleźć poczucie przynależności bez utraty siebie”.

Po internecie krąży taka sentencja: „Tetris nauczył mnie jednego – gdy się dopasujesz, to znikasz” i myślę, że to ważna intuicja. Znikanie objawia się poczuciem pustki, przeinwestowania w relacji, braku symetrii w „dawaniu z siebie”. Z czasem ten wewnętrzny ból przeradza się w złość, będącą skutkiem wycofanych, sfrustrowanych potrzeb, które nie maleją dlatego, że usuwamy je z pola widzenia. Relacje oparte na dopasowaniu nie karmią nas – gdy akceptacja jest „nagrodą za coś”, nie zapełni pierwotnej tęsknoty serca za byciem przyjętym tylko i wyłącznie dlatego, że się jest. Gosią, Anią, Pawłem, Tomkiem.

 

Dobra relacja ze sobą

Brene Brown zauważa za swoja mentorką, Mają Angelou, że pierwszym, co potrzebujemy zaopiekować, jest poczucie przynależności do samych siebie. Kiedy nie mamy dobrej relacji z samymi sobą – nie otaczamy siebie miłością i troską – oczekujemy, że zajmą się tym inni ludzie. Że wypełnią swoimi słowami i działaniami te bolesne, puste miejsca w nas, w których odmawiamy sobie samym akceptacji, przyjaźni, uważania siebie za kogoś wartościowego i ważnego. Niestety jednak nikt nie zdoła nas przekonać, że kimś takim jesteśmy, jeśli sami nie podejmiemy nieraz bardzo długiej drogi do przyjęcia siebie samych.

To ja sam i ja sama, mieszkając w swoim ciele, jestem w stanie określić najlepiej, co jest dla mnie ważne i potrzebne. I mam najbliżej do tego, by się tego dowiadywać, uczyć i szanować to w sobie, otaczając siebie troską. Czasem odważnie mówiąc „nie” i ryzykując to, co potocznie nazywamy „odrzuceniem”, choć może być tylko konfrontacją, różnicą zdań i sytuacją, która relacji nie zrywa. Nie jest jednak warta świeczki żadna relacja, w której musimy jakoś nadużyć czy naruszyć siebie, by mogła ona trwać.

Pomaga budować przynależność do siebie, gdy są w naszym życiu osoby, na akceptację, których nie potrzebujemy zasługiwać i zarabiać. Które uznają nasze granice i dają wolność. Pomaga to zaakceptować, że nie wszyscy muszą nas lubić, być bliscy i dobrze o nas myśleć.