Aleteia

Polacy nie gęsi, swoje hygge mają, czyli… „Jakoś to będzie”!

Shutterstock
Udostępnij

Duńczycy to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Wszystko dzięki hygge. My, Polacy, z czarnowidztwem i narzekaniem, nie mamy szansy na szczęście. Czy na pewno?

Czy my, Polacy, jesteśmy szczęśliwym narodem? W końcu powody do narzekania znajdą się zawsze – a to za niskie zarobki (a życie takie drogie!), nie ma pracy (wiec wszyscy wyjeżdżają za granicę), a to pogoda nie taka (lato za zimne, zima zbyt ciepła). Czy my w ogóle kiedykolwiek będziemy szczęśliwi z tą naszą narodową cechą (albo raczej pomimo niej), jaką jest… narzekactwo i czarnowidztwo?

Autorzy książki „Jakoś to będzie. Szczęście po polsku”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak szukają odpowiedzi na to pytanie, a nawet więcej – wyruszają w długą, ponad 300-stronicową podróż, by znaleźć receptę na szczęście – ale taką możliwą do aplikacji w kraju nad Wisłą.

 

Recepta na szczęście

To akurat ważne, bo nie ma jednego, uniwersalnego przepisu na szczęście. Gdyby tak było, to duńskie hygge, szwedzie lagom czy japońskie ikigai zrobiłoby już dawno rewolucję od Bałtyku po Tatry. A jednak nie. Chociaż książki opisujące skandynawskie sposoby na szczęście gościły na listach bestsellerów także w Polsce, to jednak nie do końca udało im się zaszczepić ideę „przytulności” na polskim gruncie.

Och, gdyby wszystko było tak proste, jak zapalenie lampek, wypicie kubka kakao (ewentualnie lampki wina) i otulenie się miękkim kocem!

Niestety, nie jest, bo każdy naród ma swoje cechy, temperament, kulturę, inne doświadczenia historyczne. A co za tym idzie – własne sposoby na relaks i łapanie dystansu do rzeczywistości (nie oszukujmy się, ta potrafi być przygnębiająca pod każdą szerokością geograficzną. No dobra, może na Hawajach jest nieco mniej przygnębiająca).

Wbrew pozorom, z naszym poczuciem szczęścia chyba nie jest najgorzej. Podobno liczba Polaków, którzy uważają się za bardzo lub dość szczęśliwych stale rośnie i w 2015 roku osiągnęła 83,3 proc. Jak to możliwe, zapytacie. Wszystko dzięki naszej narodowej filozofii, czyli…

 

Jakoś to będzie

Eee, co to za filozofia w ogóle? To przecież uboższa wersja hygge, to nie szczęście z jakiegoś powodu, ale pomimo… – pomyślicie. Może trochę tak. Ale czyż w tym metoda? „To niezachwiana wiara, że tak czy inaczej ze wszystkimi trudnościami jakoś sobie poradzimy. Bo nawet szczęśliwi jesteśmy na przekór: modom, autorytetom, przeciwnościom losu, a czasem i zdrowemu rozsądkowi” – tak definiują nasze „jakoś to będzie” autorzy książki.

Oczywiście, filozofia ta ma kilka składowych, a jedną z ważniejszych, jest poczucie humoru, a czasem wręcz ironia. O tak, o tym, z czego śmieją się Polacy, można długo opowiadać. Blondynki, teściowe, lekarze, Jaś (ewentualnie Kowalski), i oczywiście na końcu nieśmiertelny baca. Ale w naszym polskim poczuciu humoru nie tyle chodzi o umiejętność śmiania się z sucharów, co o zdolność uśmiechnięcia się pomimo wszystko, a czasem mimo łez.

 

Polska gościnność, czyli chlebem i solą

Kolejnymi elementami dającymi nam siły do walki z przeciwnościami są takie cechy, jak polska rodzinność i związana z nią gościnność. Autorzy powołują się na badania, z których wynika, że rodzina jest ważna dla 95 proc. Polaków, a 85 proc. twierdzi, że bez niej nie da się w ogóle być szczęśliwym. Stąd nasza bogata tradycja świętowania przy rodzinnym stole – a okazji, jak wiadomo, nigdy za wiele.

Przy stole lubimy siadać zresztą nie tylko z najbliższymi. W końcu zwyczaj witania „chlebem i solą” nie wziął się znikąd. Szczególne znaczenie ma tu właśnie chleb, ponoć żaden inny nie równa się z polskim, a aż 41 proc. Polaków twierdzi, że to właśnie za nim najbardziej tęskni na emigracji (choć tu akurat mam wątpliwości, na wspomnienie francuskich wypieków). Żeby pogodzić ten polsko-francuski wątek napiszę jedynie, że według Francuzów zapach świeżego pieczywa sprawia, że… jesteśmy dla siebie życzliwsi.

 

Polska nie leży, Polska pracuje

Tak podobno odpowiada się na pytanie „gdzie leży Polska”. Zostawiając suchary na boku, prawdą jest, że Polacy są jednym z najdłużej pracujących narodów w Europie. Przeciętny Polak pracuje o 500 godzin więcej rocznie niż sąsiad zza Odry. O polskiej pracowitości, a przede wszystkim zaradności też można długo opowiadać. W końcu powiedzenie „Polak potrafi!” też nie wzięło znikąd.

Nasza zaradność jest doceniana na świecie. Autorzy wspominają choćby o bijającej rekordy popularności grze „Hodowla zwierzątek” czy Fiacie 126p, który jakiś czas temu podbił serce amerykańskiego aktora Toma Hanksa. A już polska umiejętność zapakowania się w malucha całą, czteroosobową rodziną wraz z bagażami na dwutygodniowe wakacje to dowód nie tylko zaradności, ale i ułańskiej fantazji.

 

Polskie cechy narodowe

„Szczęście po polsku” to pięknie wydana książka, w nowoczesnym formacie, z cudnymi zdjęciami, na eleganckim papierze. Jej zaletą jest zgromadzenie wypowiedzi wielu znanych Polaków – od Wojciecha Manna, przez Magdalenę Grzebałkowską i Jurka Owsiaka po Michała Rusinka. W polskim przepisie na szczęście nie zabrakło też receptury na domowy chleb od White Plate.

Poza tym, przepis na szczęście po polsku jest… nieco naciągany. Bo to właśnie – to nie tyle recepta, co raczej opis typowo polskich cech, naszego podejścia, reagowania na różne sytuacje. Książka wylicza przede wszystkim nasze zalety, a te – jak wiadomo – w nadmiarze mogą stać się nieznośne. Dlatego fajnie, że autorzy piszą również (z przymrużeniem oka, ale jednak!) o polskich wadach.

Nawet jeśli „jakoś to będzie” to nie do końca filozofia, którą można porównać z hygge, to… warto czasem uświadomić sobie mechanizmy, według których postępujemy. Albo przypomnieć stare dobre zwyczaje, które pomagały przodkom przetrwać w trudnych czasach.

 

Łatwiej być happy

Właśnie – trudne czasy. Na pytanie o to, jak leci, Amerykanie odpowiedzą zwykle, że super (albo przynajmniej w porządku). W Polsce najpewniej usłyszymy odwieczne „stara bieda”. Po trosze to efekt amerykańskiej kultury wręcz narzucającej entuzjazm w kontrze do naszego bycia wiecznie niezadowolonym. Ale to nie wszystko.

„By osiągnąć szczęście w polszczyźnie, trzeba się nieźle nagimnastykować. Wystarczy przyjrzeć się literom, z których się składa (…). Wysiłek włożony w sam proces wyartykułowania słowa szczęście jest niemały. Nic dziwnego, że tak trudno nas zadowolić. Może bycie szczęśliwym w Polsce jest procesem nieco bardziej złożonym, niż – chociażby – bycie happy?” – zastanawiają się autorzy. Może coś w tym jest.

B. Chomątowska, D. Gruszka, D. Lis, U. Pieczek, Jakoś to będzie. Szczęście po polsku, Kraków 2017