Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kobieta – pomoc dla mężczyzny?

UŚMIECHNIĘTA KOBIETA
Shutterstock
Udostępnij

Żeby znaleźć sens dla swojej kobiecości, dla swojego małżeństwa, trzeba wrócić do początku. Tego jeszcze przed nami. Tego, w którym Bóg stworzył wszystko tak, jak chciał. I to wszystko było bardzo dobre. Ale niewystarczające dla mężczyzny.

Możesz mieć rollexa, czerwone porche, najbardziej gadżeciarski telefon, super prosperującą firmę. Możesz mieć tu, na Ziemi, swój rajski ogród. I nadal odczuwać nieznośną samotność.

„Bo nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”. Kiedy Bóg myśli o szczęściu mężczyzny, tym samym definiuje kobietę. Przyznaję, pierwsze i drugie wrażenie mówi jedno: źle się zaczyna.

 

Babo, do kuchni!

Już widzę swoją minę w dniu ślubu, czytając życzenie: Natalio, bądź odpowiednią pomocą dla swojego męża. Jestem przekonana, że szybko znalazłabym nadawcę i w sposób mało dyplomatyczny zapytałabym: co ty sobie wyobrażasz?! Że niby co, ja to jakaś usługa jestem, w pakiecie z żelazkiem? I nie żebym miała coś przeciwko żelazku, choć przyznaję, że po ślubie wyrzuciłam jedyny egzemplarz, a trzy lata później dostałam w prezencie nowy, od teściowej (śmiech). Głupio było wyrzucić, no więc stoi. Gdzieś tam jest.

Ironia polega na tym, że właśnie takie życzenie dostałam. I zapytałam tego kogoś, co ma na myśli? I dostałam odpowiedź, która zmieniła moje serce.

 

Zdeformowana tożsamość kobiety

Kraków i Warszawa polepszyły moje samopoczucie, bo to jedne z kilku baniek (czyt. wielkich miast), dających wrażenie, że Polki mają się fantastycznie. Byłoby cudnie! Rozwijają się, realizują swoje pasje, łączą wszystkie możliwe role w jednym małym paluszku.

Niestety, większość Polek nie jeździ taksówkami do Pałacu Kultury, żeby odebrać swoje dzieci z dodatkowych zajęć, nie realizuje się w korpo, pnąc po szczeblach kariery, nie chodzi w przerwach na lunche do Starbucksa, nie opłaca niani, żeby wyskoczyć z mężem do greckiej tawerny, a weekendami rodzinnie do kina, bo rodzinnie (2+2+popcorn i napoje) oznacza mniej więcej 200 zł. Jeśli opuści się swoją bańkę, to zobaczy się, że mit Matki Polki jest całkiem realny.

Problem nie leży w mieście lub we wsi. Tym bardziej, że coraz więcej z nas łaknie skandynawskiej prostoty w swoim domu i duńskiego hygge w życiu, więc migrujemy z miast na obrzeża, by zwolnić, by się nasycić, by przeżyć swoje życie. Problem leży w zdeformowanej tożsamości kobiety. Kobiety, która przez pokolenia próbuje się powyginać tak, by dopasować do męskiego świata władzy i robi krok w tył. Usłyszałyśmy, że mamy być „pomocą” i na nasze nieszczęście uwierzyłyśmy w błędną interpretację, że to znaczy niżej, mniej, słabiej, na drugim miejscu. Że to znaczy „pomoc domowa”.



Bóg feministka!

Oto Bóg, Duch bez płci, stwarza mężczyznę na swój obraz i podobieństwo (Bóg ma w sobie coś męskiego), daje mu władzę panowania, czyli troski. Konstruuje również kobietę (w Piśmie użyty jest inny czasownik, niż przy stwarzaniu mężczyzny, ten oznacza budowanie czegoś potężnego!). Z ciała mężczyzny, czyli z tej samej natury, na s w ó j obraz i podobieństwo (Bóg ma w sobie coś kobiecego) i czyni ją o d p o w i e d n i ą   p o m o c ą.

Ezer kenegdo. Ten hebrajski zwrot tylko raz jeden, jedyny zapisany jest w tym kontekście, czyli w odniesieniu do kobiety. Każdy następny opisuje pomoc Boga! Ezer kenegdo, to nie fartuszek i poczucie niższości. Ezer to ocalenie przed śmiertelnym niebezpieczeństwem! To ukojenie, to wybawienie i wewnętrzna siła! Kenegdo, czyli „na przeciw”. Nie u podnóżka męskich stóp, nie za mężczyzną, ale naprzeciw niego, na równi!

 

Nowa tożsamość, imię kobiety

Natalio, bądź odpowiednią pomocą dla swojego męża – takie życzenie w dniu ślubu dostałam od samego Boga! I ono zmieniło moje serce. Moja wewnętrzna kobieca siła odzyskała pierwotny sens. By zbawiać* kogoś, kogo kocham (*nadrzędny cel małżonków, pomagać w drodze do zbawienia). By być najbardziej sutą odpowiedzią na samotność. By być partnerką i towarzyszką. Poza schematycznymi ramami. Wyrwana z jego żebra, czyli miejsca bliskiemu sercu, po to, by przy tym sercu być i je umacniać.

Kiedy więc myślę „małżeństwo”, widzę „wzajemność”. Nie po 50%. Jakieś tam pół na pół. Ale po 100%. Gdzie każdy daje z siebie wszystko. Czyli swoje życie.
Ezer, to nowe imię kobiety. Moje i Twoje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail