Aleteia

Natalia Białobrzeska: Mam tę moc, by odpuścić

Udostępnij
Komentuj

Odkąd pamiętam, prę przez życie jak dzielna i uparta lokomotywa. Postanowiłam czasem zjechać na inny tor, wykorzystać swoje emocjonalne paliwo na odpuszczenie, kiedy trzeba.

Pierwszego stycznia, jak co roku wzięłam do ręki notes i zmotywowana przełomową kartką w kalendarzu, zaczęłam planować rok, wytężać umysł nad nowymi poprzeczkami, które przeskoczę i dumnie odhaczę. Niespodziewanie zmęczyło mnie samo myślenie o tych wszystkich must-have i must-do. Wtedy mój wewnętrzny rodzic uniósł głos i odwołał się do rozsądku: „Weź długopis i zapisuj! Tylko tak odczujesz progres i satysfakcję!”.

 

W poszukiwaniu satysfakcji

Bo odkąd pamiętam, prę przez życie jak dzielna i uparta lokomotywa. Przeciwności były różne: a to ojciec – nieojciec; a to studia trafione – nietrafione i przyjaźnie nie zawsze przyjazne. Lawina głazów, w którą wjeżdżałam ze wszystkich sił, mierząc się sama ze sobą. Do tego mniejsze kłody leżące na torach mojego życia, te z pogranicza ambicji. Zużyłam sporo emocji, by z rozpędu wyjść im naprzeciw i dopiąć swego. By skatalogować wszystkie sprawy przed trzydziestką. Sukces, który sporo kosztował.

Kiedy wreszcie fajerwerki rozbłysnęły na niebie, wkroczyłam w trzydziesty rok swojego poukładanego życia. Liczyłam na dziką satysfakcję, która nie nadeszła. Bo tyle jeszcze do zrobienia. Jak co roku wzięłam do ręki notes, ale tym razem zrobiłam coś co nie przystoi, nie w czasach personalnych trenerów, coachów, terapii, miliona poradników, planerów, szkoleń webinarowych i motywacyjnych przemówień na TEDx’ie, czyli postanowiłam niczego nie zapisać, bo już nie chcę być dzielną i upartą lokomotywą. Postanowiłam zwolnić, czasem zjechać na inny tor, wykorzystać swoje emocjonalne paliwo na odpuszczenie, kiedy trzeba.

 

Jak zwolnić i odpuścić?

„Let it go!”, w wolnym tłumaczeniu „uwolnij to, odpuść, zapomnij”. Te słowa wyśpiewuje jedna z czołowych postaci Disneya, czyli Elsa, przetłumaczone do polskiej wersji piosenki jako „mam tę moc!”. I choć to dosyć odległa interpretacja, to jest w niej życiowa mądrość, bo trzeba mieć w sobie sporo mocy, aby odpuścić.

Odpuścić nic nie wnoszącą relację. Odpuścić swój perfekcjonizm. Odpuścić pracę, w której czuję się jak chomik w kołowrotku. Odpuścić budowę domu, który niebawem pogrąży w długach dwa pokolenia rodziny.

Odpuścić enty rok wykańczających starań o dziecko. Odpuścić ciągłe diety i marzenie o rozmiarze zero. Odpuścić swojej drugiej połówce tę całą nieidealność. Odpuścić, po to by zainwestować czas w ludzi, którzy wzmacniają. By poczuć się wolną. By znaleźć zajęcie, które warte jest czterdziestu godzin tygodniowo. By skupić się na tym, co mam, co naprawdę ważne i czego nie można wziąć w kredycie. By otworzyć się na inne wyjścia, jak nie drzwiami, to oknem, a jak nie oknem, to kominem. By pokochać tę wersję siebie z dnia dzisiejszego, a nawyki zmieniać dla komfortu życia, nie po to, by zagłodzić kompleksy. By nie brać udziału w bezsensownych bitwach o naczynia w zlewie, bo gra toczy się o coś daleko bardziej cennego, czyli o jedność małżeńską.

Zrób w sobie miejsce dla tych wszystkich przeżyć, zajęć i osób, które dodadzą Twojej codzienności wielowymiarowego smaku. Pozwól sobie na słodko-gorzkie „teraz”. Na to, że nie zawsze musisz przebijać głową mur. Że dzisiejsza porażka, może być w szerszej perspektywie Twoją wygraną. Zwolnij i odpuść, to mój przepis na Nowy Rok. Poczujesz ulgę, progres i satysfakcję. Nade wszystko poczujesz siebie. Nie przegapisz życia.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail