Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy biedni chętniej dzielą się z innymi?

POMOC BIEDNYM
Shutterstock
Udostępnij

Szereg badań naukowych wydaje się potwierdzać tezę, że osoby biedne chętniej dzielą się tym, co posiadają i chętniej pomagają znajdującym się w trudnych sytuacjach niż ludzie bogaci. Czy rzeczywiście jednak istnieje „żelazne prawo” uzależniające poziom empatii od statusu materialnego? Przyjrzyjmy się bliżej temu ciekawemu zagadnieniu...

Zróżnicowanie reakcji człowieka wobec nieszczęść i niedostatków otaczających go ludzi jest problemem niemal tak starym, jak historia świata. Dotyka nieuchronnego składnika naszej kondycji, jaką stanowi panująca nierówność. Z drugiej strony, wiąże się z naszą konstrukcją psychologiczną i wyznawanymi wartościami moralnymi. Nierówność nie dotyczy tylko i wyłącznie płaszczyzny materialnej, a szczególnie kwestii finansowych, ale również możliwości intelektualnych, stanu zdrowia i wrodzonych predyspozycji. Wszystkie te czynniki wiążą się z kolei z naszym statusem społecznym. W dużej mierze mamy na niego zazwyczaj ograniczony wpływ. Nie od nas zależy, czy przyszliśmy na świat w rodzinie milionerów i arystokratów, czy też z trudem związujących koniec z końcem pracowników najemnych. Różnie bywa też z naszymi siłami fizycznymi i psychicznymi. Są ludzie którzy dzięki samozaparciu i determinacji potrafią osiągnąć bardzo dobre warunki życia, inni z kolei wyrośli w takich cieplarnianych warunkach i traktują je jako coś naturalnego. Jeszcze inna kategoria, pomimo wielkich wysiłków nie może nigdy przebić „szklanego sufitu” sukcesu i dostatku.

Rzadko kiedy jednak zwracamy uwagę, że na nasz status społeczny mają również ludzie. Żyjący obok nas. Gdy w przysłowiowy sposób „powinie nam się noga”, możemy przekonać się o empatii i bezinteresownej pomocy ze strony otaczających nas ludzi: rodziny, przyjaciół, a czasem osób zupełnie nieznajomych. Przypomnijmy sobie sytuacje, w których takiej pomocy doświadczyliśmy: czy częściej pomagali nam ludzie o wysokim statusie materialnym, czy biedni?

 

Przykłady z Ewangelii

Odpowiedzi na powyższe pytanie będą zróżnicowane. Wielu z nas może zwrócić uwagę, że decydujące znaczenie nie ma tutaj fakt, czy pomagający nam byli biedni lub bogaci, ale to, że w danym momencie potrafili, na tyle ile mogli, otworzyć się na nasze potrzeby i przejąć się naszymi kłopotami. Na ten ciekawy problem wydaje się zwracać Chrystus w Ewangelii w przynajmniej w czterech fragmentach: przypowieści o wdowim groszu (Łk 21, 1-5), bogaczu i ubogim Łazarzu (Łk 16, 19-30) słowach o trudności w wejściu bogaczy do królestwa niebieskiego (Łk 18, 24-27) i bogatym młodzieńcu, który po ciekawie zapowiadającej się rozmowie ze Zbawicielem dotyczącej wieczności odchodzi mocno zasmucony, gdyż był bardzo bogaty (Łk 18, 18-23). Każdą z tych historii możemy traktować jako ciętą obserwację rzeczywistości społecznej. Osoby gromadzące bogactwa są tak pochłonięte samymi sobą i własnym dostatkiem, że albo zupełnie tracą z horyzontu widzenia potrzeby swoich gorzej sytuowanych bliźnich lub też, co w kontekście poprzednich postaw wydawać się może nieco mniej szkodliwe, potrafią przekazać innym tylko to, co mają na zbyciu. Nikt jednak nie potrafi zdobyć się na szczery dar i ofiarę płynącą z serca, na gest, który dwadzieścia wieków później papież Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate określi mianem „bezinteresownej logiki daru”.

Czy więc bogaci są rzeczywiście z definicji niezdolni do dzielenia się z potrzebującymi? Jezus nie daje wiążącej odpowiedzi, ale jednoznacznie wskazuje, że zbytnie skoncentrowanie na sukcesie i dostatku materialnym, nie mówiąc już o obsesyjnym gromadzeniu dóbr może trwale zamknąć nasze serca i sumienia na innych, a w konsekwencji – zniszczyć naszą empatię i wrażliwość. A to właśnie od nas samych i naszej wrażliwości zależy, czy potrafimy angażować się w pomoc i dawanie innym.

 

Co mówią naukowcy?

Na łamach renomowanego periodyku naukowego Basic and Applied Social Psychology badacze z londyńskiego Queen Mary University opublikowali niedawno wyniki interesującego eksperymentu. Uczestnikom ćwiczenia przypisali określoną kwotę pieniędzy. Jedni musieli na nią w odpowiedni sposób zapracować, innym przydzielono mniejsze środki na zasadzie przypadkowych wyników losowania. Uzyskano w ten sposób grupę odzwierciedlającą w zbliżeniu przekrój społeczny od biednych do bogatych. Po rozdzieleniu środków badani musieli podjąć decyzję, ile z nich pozostawić dla siebie, a ile przekazać do wspólnej kasy, która pod koniec eksperymentu również miała zostać rozdysponowana wśród uczestników.

Wyniki pokazały, że ci, którzy musieli na swoją sumę odpowiednio zapracować, oraz ci, którzy na drodze losowania, a więc zupełnie przypadkowo weszli w posiadanie dużych kwot, wkładali do wspólnej puli mniej niż ci, którzy albo poprzez wysiłek, albo losowanie dysponowali mniejszymi pieniędzmi. Naukowcy tłumaczyli to jednak nie altruizmem, ale prostym mechanizmem interesownej kooperacji. Ci, którzy mieli mniej, nawiązali współpracę z równymi sobie, spodziewając się, że przyniesie im to per saldo więcej korzyści niż przekazanie od razu większej sumy do puli.

Nieco odmiennie wyniki podobnego eksperymentu zinterpretowali psycholodzy społeczni z Uniwersytetu w Berkley w Kalifornii pod kierownictwem prof. Paula Piffa. Tam jednak organizatorzy badania arbitralnie przydzielili uczestnikom zróżnicowane środki, niektórym przekazując np. 10 dolarów, a innym znacznie większe sumy. Każdy z badanych mógł zrobić z nimi co tylko zapragnął. W grupie, która otrzymała najmniej środków, 44 proc. osób więcej spontanicznie przekazało otrzymane sumy innym: np. zupełnie nieznajomym spotkanym na ulicy, żebrakom, dzieciom lub przyjaciołom. Amerykanie podkreślili, że osoby, które dostały mniej, wykazują się większą empatią i swobodą w wykorzystaniu otrzymanych zasobów niż ci, którzy dostali ich od razu więcej. Oni z kolei w większości myśleli o nabyciu nowych artykułów gospodarstwa domowego, samochodu, elektronicznych gadżetów, wyjeździe na luksusowe wakacje lub zainwestowaniu środków na wysoko oprocentowanych lokatach bankowych.

 

Paradoksy biedy i bogactwa

Wyniki amerykańskiego eksperymentu poszły jednak nieco w poprzek popularnego myślenia, że to, co przychodzi nam z łatwością i bez wysiłku, możemy bez wahania oddać innym. Czy  wyobrażaliśmy sobie kiedyś, że wygraliśmy na loterii grube miliony i przekazaliśmy je na cele charytatywne lub pomoc potrzebującym? Marzenia jednak sobie, a rzeczywistość – sobie. Jedna z polskich gazet lokalnych przeprowadziła kilka lat temu badania wśród studentów, którym zadano proste pytanie: co zrobiliby z główną wygraną w kulminacji w Lotto. Tylko 2 proc. odpowiedzi wskazało, że niesprecyzowana dokładnie część nagrody zostałaby przekazana na cele charytatywne – fundacjom, Kościołom lub osobom prywatnym. 98 proc. pytanych twierdziło, że wydałoby kwotę na luksusowe towary, wyjazdy i zabawę.

Naukowcy zajmujący się problematyką społeczną wskazują, że mitem jest również przeświadczenie, że osoby, które z mozołem i dzięki wytężonej pracy uzyskały satysfakcjonujący poziom bogactwa, w szczególny sposób rozumieją tych, którzy znajdują się w gorszej sytuacji materialnej lub potrzebują pomocy. Negatywny proces rozwarstwienia globalnych dochodów i poziomu życia, na który zawracają uwagę raporty organizacji OXFAM wskazujące, iż od lat postępuje ogromna rozpiętość w poziomie życia wąskiej elity oraz aspirującej do osiągnięcia lepszego poziomu życia klasy średniej i w końcu, znajdującej się na dole drabiny społecznej rzeszy ubogich.

Pragnący polepszenia swojego statusu materialnego i mający aspirację do zdobycia szybkiej kariery często w pogardliwy i wykluczający sposób myślą o słabszych, postrzegając ich jako życiowych nieudaczników lub wręcz leniów, dla których wszelka pomoc – szczególnie ze strony państwa będzie działaniem nieuzasadnionym oraz marnotrawstwem zasobów i kapitału. Paradoksalnie jednak, to osoby znajdujące się na szczytach światowego bogactwa oraz coraz bardziej kurcząca się arystokracja (np. członkowie rodzin królewskich) włączają się dzisiaj w projekty charytatywne i zwalczające ubóstwo oraz przekazują celowe dotacje na pomoc biednym niż skoncentrowani na osiągnięciu materialnego sukcesu i dążący do zrobienia kariery przedstawiciele klasy średniej, widzący wokół siebie nie tyle osoby, którym należałoby pomóc, ale konkurentów do podziału dóbr.

Brytyjskie organizacje charytatywne już w 2004 roku przeprowadziły ogólnokrajowe badanie, które dotyczyło poziomu wsparcia charytatywnego w kilkudziesięciu największych miastach Zjednoczonego Królestwa. Wyniki były bardzo ciekawe, bo w czołówce znalazło się 10 miast, których średnie dochody mieszkańców były najniższe. Bardziej skąpi okazali się np. mieszkańcy bogatych aglomeracji w rodzaju Londynu lub Manchesteru.

Te niejednoznaczne obserwacje potwierdzają tezę, że za brak empatii bogatych w stosunku do biednych nie są odpowiedzialne same pieniądze, ale nastawienie moralne i wciąż popularna ideologia bezwzględnego sukcesu. Sama bieda może, choć nie musi być doświadczeniem pozwalającym nauczyć się postaw altruizmu i bezinteresowności. Jedynym, choć trudnym i mozolnym rozwiązaniem tego dylematu jest uświadomienie sobie, że Boży zamysł stworzył nas do życia we wspólnocie i prostego zauważenia, że żyjemy obok innych ludzi, którzy oczekują naszej przyjaźni i chrześcijańskiej miłości wyrażanej także poprzez pomoc materialną.

 

Źródła: wyniki badań Queen Mary Univesity,  Rozmowa z prof. Piffem, thecharitynetwork.com, acevo.org.uk

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail