Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak skoczyć w przepaść, nie robiąc sobie krzywdy? Czyli, co dał mi film „Jutro będziemy szczęśliwi”

Scena z filmu, w której bohaterowie wpadają do basenu z wodą
Udostępnij

Stoją na skarpie, pod nimi szumiący ocean. Ojciec i syn. I wyzwanie. „Skacz!” – mówi do chłopca mężczyzna. Chłopak waha się, walczy ze sobą. Lęk okazuje się większy niż chęć zaimponowania czy wykonania zadania. Kapituluje. Chwilę później zostaje sam, ponieważ zawiedziony rodzic odchodzi.

Klasyczna scena – myślę. To będzie film o tym, że próba daje możliwość dorośnięcia do czegoś wielkiego. Na przykład do życia. W takim kluczu zaczęłam oglądać film „Jutro będziemy szczęśliwi”, a w zasadzie, trzymając się francuskiego – „Wszystko zaczyna się jutro”. Pod koniec zrozumiałam, że ten film nie miał na celu niczego mi udowodnić. Że to raczej historia o skakaniu. O całkiem nowej propozycji na to. O tym, jak podchodzić do rzeczy, które nas przerastają.

 

Gdy stajesz nad przepaścią

Samotny mężczyzna z dzieckiem, którego w ogóle nie zna. To musi być koszmar – dowiedzieć się, że zostało się pełnoetatowym rodzicem, i to bez przeczytania żadnej książki na temat opieki nad noworodkiem, bez zakupienia jakiegokolwiek artykułu dla niemowląt, bez możliwości stworzenia jakiegokolwiek pozoru, że coś się o sprawie wie. Samuelem kierują instynkty. Czuje, że znowu znalazł się nad przepaścią. Że życie prowadzi go zawsze do tego miejsca, w którym ogrania go lęk.

Jeżeli Samuel kiedykolwiek skakał, to raczej nie było to na serio. Przeobraził się w ślicznie zakłamanego aktora – przez kilka lat mistyfikował korespondencję pomiędzy córką a jej mamą, zataił przed światem chorobę swojego dziecka, a na dobitkę – podjął pracę jako zawodowy kaskader. Myślę, że przez ten cały czas, Samuel cierpiał na jedną z najsurowszych chorób dzisiejszego świata – wierzył, że wszystkiemu sam musi stawić czoła. Przez całe życie stał nad przepaścią, miotał się w bezsilności zrobienia czegoś, co najzwyczajniej w świecie jest rzeczą absurdalną, awykonalną, czując na sobie oczekujący wzrok ojca.

Presja otoczenia

Nie wiem, ile razy słyszałam lub choćby obiło mi się o uszy zdanie: Jeśli chcesz, możesz wszystko! W ciągu całego życia możesz dokonać nieprawdopodobnych rzeczy, wystarczy tylko, że postawisz sobie cele i śmiało będziesz do nich dążyć! Chcesz skoczyć na bungee? Zrób to! Chcesz schudnąć? Na co czekasz?! Marzysz o karierze muzycznej? Wystarczy, że skupisz się na osiągnięciu tego celu! Codziennie rosną przed nami przepaście, do których boimy się podejść. Codziennie ktoś za nami mówi: Dawaj! Skocz! Tak więc skaczemy – z presji, z chęci udowodnienia, z lęku przed kompromitacją, z miłości do kogoś, z wiary, że coś to zmieni, aby podwyższyć swoją samoocenę. Robimy to albo nie robimy nic i żyjemy w poczuciu porażki, nazywamy samych siebie tchórzami – gdzieś tam, w głębi serca mamy na swój temat wyrobione zdanie.

 

Ilu rodziców zrobiło to swoim dzieciom? Przełożyło na nie swoje ambicje, swoje kanony odwagi, śmiałości? Samuel nigdy nie zobaczył skaczącego do oceanu ojca. Pamiętał tylko jego rozkaz i to uczucie, że nigdy do niego nie dorósł. Ale to akurat, jak się okazało, było najcudowniejszą rzeczą, jaką zrobił.

Jest taka scena, w której Samuel i jego nastoletnia córka Gloria skaczą z dachu. Przerażający moment. Ona wyrywa się ku przodowi, wyraźnie nie rozumie niebezpieczeństwa. On próbuje ją dogonić. W końcu widzi, że nie wyrobi się i rzuca się za nią. Skaczą. Z początku myślałam, że to scena fatalistyczna. Ale nie. Upadek kończy się w basenie, wybudowanym na dachu sąsiedniego budynku. „Wiedziałam, że on tu jest” – mówi Gloria. Skok w przepaść zyskał nowe znaczenie. Nie było godzinnego wyczekiwania na skarpie. Nie było presji pokazania, czy coś się potrafi. Było życie, sytuacja i decyzja. Było zrobienie tego razem.

 

Nikt nie jest samotną wyspą…

O tym właśnie jest dla mnie Jutro będziemy szczęśliwi. To obraz, który pokazuje, że wszystkie wielkie, samotne momenty inicjacji są w gruncie rzeczy mało uzdrawiające. Owszem, pokazują nam nasze możliwości, jednakże tworzą z nas bardziej samotnych wilków niż przywódców stad. To było dla mnie jak otrzeźwienie w najlepszym momencie życia – zobaczyć, że w tym, czego się boję, nie jestem sama. Że jestem stworzona do wielkich skoków – przy kimś. Że nie ma nic wstydliwego w tym, aby zrobić to, czując ciepło czyjejś dłoni, zachętę wyszeptaną do ucha, a nie formułę deklamowaną z bezpiecznej pozycji przez kogoś, kto śmie uważać się za mojego trenera.

Myślę, że taki właśnie jest Pan Bóg. Nie stoi bezwiednie i nie podziwia naszych osiągnięć, ale skacze z nami. Z każdej wysokości. Myślę, że na tym właśnie polega miłość – na zaprzestaniu powinności superbohaterskich, na dawaniu sobie wzajemnie odwagi, na robieniu rzeczy niemożliwych – razem. Z mężem, z żoną, z dzieckiem. Każdy każdego pcha ku nowemu. Miłość nie cierpi samotnych ekscesów.

 

Przyjaciel potrzebny od zaraz…

Jakby tak spojrzeć na cały film, okazuje się, że Samuel nigdy nie był sam. Miał córkę, miał znajomych na lotnisku, miał przypadkowego gościa, który stał się jego przyjacielem, miał kilka drobnych osób, które go wspierały. Jego podróż nie była samotna, ale osobista. To wielka różnica. Nie chodziło w niej o to, aby wchodzić na jedenaste piętro ludzkich oczekiwań i skakać na główkę, ale o to, aby przeżyć ją pełnią życia. Tym chyba różni się doskonałość od prawdziwości – dla pierwszej stale muszę coś udowadniać, druga nie traci czasu na takie pierdoły.

Jeśli stoisz dzisiaj nad przepaścią, nie trać energii na szukanie w sobie coraz to większych pokładów odwagi. Rozejrzy się wokół i zobacz, czy nie stoi obok Ciebie ktoś bliski. Jeśli nie, poczekaj, aż przyjdzie. Jeśli jednak jest ktoś taki, weź go za rękę. I pociągnijcie się razem ku nowemu życiu.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail